środa, 31 grudnia 2014

sobota, 13 grudnia 2014

PRZEBUDZENIE

Minęło wiele czasu od wybuchu epidemii. Grupa ocalałych zaczyna planować, jak wydostać się z Angel City. Wszyscy dyskutują na różne tematy, rzucają różne pomysły, lecz Mike wpada na pomysł ułożenia wszystkich planów w odpowiednią kolejność.

- Może znajdźmy coś co wysadzi bramę? - rzucił zdezorientowany Mike.
- Heh nie ma sprawy, tylko niby czym chcesz wysadzić taką grubą bramę? - Paul ironicznie spogląda na chłopaka.
- Nitrogliceryna.
- Gdzie chcesz niby coś tak mocnego znaleźć? Zwłaszcza w Angel City?
- Znałem tutaj wielu ludzi, a także ich tajemnice. Był pewien meksykański sprzedawca, który był kiedyś wojskowym. Na zapleczu trzymał kilka butli z ładunkiem.
- Gość trzymał w swoim lokalu wrażliwą na wszystko bombę?
- Noo... Tak.
- Nie wierze...
- starzec odchodząc złapał się za głowę.
- To może pojedźmy tam i zobaczmy.
- Nie mam czasu na głupoty. Przecież wiadomo że--
- Ja pójdę - wtrąca się Amy.


Mike spogląda na dziewczynę z niedowierzaniem. Taka młoda i niewinna dziewczyna chce pakować się w takie niebezpieczeństwo.

- No dobra.
- Że co proszę!? - krzyknął z przerażeniem starzec strącając kubek z kawą na podłogę.
- Czemu nie? Niech pozna w końcu świat zewnętrzny.
- Nie zgadzam się!
- Ale Tato! Mam dość siedzenia tutaj! Ciągle to wy wychodzicie na jakieś zadania. Mieszkam z wami, więc teraz ja idę.


Mężczyzna spogląda na młodzieńca gdy ten z uśmiechem wzrusza ramionami.

- Jeżeli mnie nie wypuścisz, to pójdę sama.

Starzec zamilkł jakby zamienił się w skałę. Różne myśli przechodziły mu przez głowę.  Po krótkim namyśle, zgodził się. Dziewczyna wybuchła radością i pobiegła się przebrać. Mike kierując się powoli w stronę wyjścia, przechodząc obok Paul'a, klepie go po plecach.

- Spokojnie staruszku. Jest w dobrych rękach.

Mężczyzna nic nie odpowiedział, po czym poszedł coś zjeść. Po chwili przychodzi Amy z karabinem w ręku.

- To co? Idziemy? - uśmiechnęła się.
- Tak, chodź.

Oboje wyszli z bunkru i ruszyli pieszo w stronę zakładu meksykanina. Spacerując pustą ulicą, Amy próbuje znaleźć jakiś wspólny temat. Mike idzie cały czas skupiony przed siebie, obserwując otoczenie w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Nagle gdy dziewczyna chce coś powiedzieć, ktoś łapie ją od tyłu. Nastolatek odruchowo odwraca się celując w wroga. Widzi przed sobą zakrwawionego ocalałego, który trzyma nóż przy krtani Amy. Ocalały jest cały roztrzęsiony i wygląda na przerażonego. Chłopak w skupieniu i z szczegółową ostrożnością celuje w wroga tak, aby w razie strzału nie zranić zakładniczki.

- Mike... - dziewczyna stoi nieruchomo, lecz nie z powodu że nie może się ruszyć. Strach sparaliżował jej wszystkie mięśnie. Oczy zaczynają błyszczeć przez nadchodzące łzy.
- Spokojnie Amy, wszystko będzie dobrze.
- D-dawaj b-b-broń szczeniaku!
- Puść ją.
- Nie ma mowy! Dawaj b-broń bo j-ją zabi-ije!
- Powtórzę po raz ostatni. Puść ją.
- Z-zamknij się i o-oddaj mi s-s-s-swój kar-rabin!


Młodzieniec szykuje się do celnego strzału. Lekko przesuwa lufę w stronę wystającego zza głowy Amy oka wroga.

- G-głuchy jesteś-ś-ś!? - wróg zaczyna mocniej przyciskać nóż.
- Mike! - nastolatce zaczynają lecieć łzy.

Chłopak widząc to, zaczyna czuć w sobie ogromne pokłady złości i nienawiści. Gdy Amy spogląda na oczy Mike, zauważa że ich kolor zmienia się na purpurowy. Dziewczyna nie wie co się dzieje, ale po chłopaku nie widać jakby to czuł czy chociażby o tym wiedział.

- Poczekaj jeszcze chwile, zaraz to się skończy.
- D-dawaj ten j-j-jebany karab-bin! Zaraz p-po mnie przyjdzie!
- Przyjdzie? Kto?
- Potwór z o-ogromną ręką.
- (czyżby Zero? Ale jak? Dlaczego nie mam wizji?)
- pomyślał chłopak ciągnąc lekko za spóst.
- Dobra gościu. Mam dla Ciebie propozycję.
- J-jaką?
- Puścisz dziewczynę, a ja, ze względu że jesteś ocalałym jak my, dam Ci pistolet. Co ty na to?
- P-pistolet? A m-mocny?
- Magnum 45.
- N-no nie wiem...


Po chwili wróg lekko poluźnił uścisk noża. Mike wykorzystując okazję strzela ocalałemu w głowę. Amy odruchowo zaczyna krzyczeć, po czym podbiega do nastolatka rzucając mu się w ramiona.

- Już dobrze Amy. Już dobrze...

Dziewczyna uspokaja się i przygląda się oczom Mike'a. Okazuje się że znów są normalne. Nie wiedząc o co chodzi, wmawia sobie, że to tylko przewidzenie. Oboje ruszają dalej, lecz dalsza droga odbywa się inaczej. Mike z całych sił próbuje pocieszyć Amy rozśmieszając ją, opowiadając śmieszne historie ze swojego życia, a nawet robiąc sobie żarty z nadopiekuńczego ojca dziewczyny. Po długim spacerze, w końcu doszli do sklepu meksykanina. Nastolatek zaczyna szukać nitrogliceryny, gdy w międzyczasie Amy ogląda sklep. Na ścianach wiszą różne zdjęcia na których widnieją rzekome statki UFO. Po chwili nastolatka zaczyna słyszeć dźwięk silnika z oddali, lecz po krótkim czasie dźwięk głuchnie. Po jakimś czasie do nastolatki podchodzi Mike.

- Cholera... Nie mam pojęcia gdzie on mógł schować te butle.
- A na zapleczu patrzałeś?
- Tak. Przeczesałem cały sklep.


Amy zaczyna rozmyślać nad położeniem nitrogliceryny.

- A może właściciel ma coś w stylu parkingu...
- Hmm nie pomyślałem.


Młodzieniec odwraca się i kieruje w stronę drzwi do zaplecza z nadzieją, że nie zauważył jakiś drzwi. Po chwili coś rozbija wazon stojący na półce nag głową chłopaka.  Ocaleni w panice rozglądają się. Chwile później nadjeżdżają dwa Hummer'y z których wychodzą uzbrojeni ludzie, którzy od razu strzelają do ocalałych. Nastolatek łapie dziewczynę za dłoń i chowają się za blatem. Kule latają we wszystkie strony niszcząc wszystko na swojej drodze. Szyby pękają, kawałki produktów spożywczych fruwają po całym lokalu.

- Kurwa jak to możliwe!? Ilu ich tu jest!?
- krzyczy Mike zasłaniając swoim ciałem przestraszoną nastolatkę.
- Mike!
- Spokojnie! Zajmę się tym!


Chłopak łapie za karabin, wychyla się i odpowiada wrogom ogniem. Są to ci sami komandosi, którzy byli w jednostce po dokumenty. Po chwili młodzieniec chowa się by przeładować broń, a wróg przestaje strzelać.

- Poddaj się szczylu. Wyjdźcie oboje i dajcie się zlikwidować.
- Czego od nas chcecie!? Jesteśmy ocalałymi w Angel City. Powinniście nam pomóc!
- Pomóc? Niby komu? Wy nie żyjecie. Ci którzy się nie ewakuowali, są uznani za martwych. Wyjście z tego piekła nic wam nie da. Nikt wam nie uwierzy w waszą prawdziwą tożsamość. Jesteście jedynymi świadkami testów rządowych, a my jesteśmy tu po to, by zlikwidować wszelakie dowody.


Mike nie dowierza własnym uszom. Po chwili zaczyna szeptać Amy coś do ucha.

- Jak dam ci znak, zacznij biec w stronę rozbitej szyby przed tobą. Ja będę cie osłaniał.
- A co z tobą?
- Poradzę sobie.
- Objecaj mi, że przeżyjesz.
- Kryj się.


Nagle Amy lekko się unosi i zaczyna całować nastolatka. Oboje czują jakby czas się zatrzymał. W chłopaku zaczyna się wzniecać ogień uczucia miłości. Dziewczyna szykuje się do zrealizowania planu.

- Dobra na trzy. Jesteś gotowa?
- Tak. Powodzenia Mike.
- ... Raz, dwa, trzy!


Nastolatka wybiega zza blatu i biegnie w stronę najbliższego wyjścia. W tym czasie chłopak zaczyna strzelać do wojskowych, żeby utrzymać ogień na sobie, lecz jeden z komandosów kieruje broń w stronę uciekającej nastolatki.

- Nie!

Mike zaczyna strzelać z całego magazynku w drugiego komandosa, lecz zanim jego żywot się kończy, udaje mu się wystrzelić trzy razy trafiając przy tym dziewczynę. Chłopak niedowierza oczom. Amy upada na ziemie. Dziewczyna leżąc na podłodze, zauważa przed sobą kilka dużych kartonów. Z jednego z nich lekko wystaje jakaś butla z zielonym płynem. Po chwili Amy traci przytomność, a ostatnie co słyszy to krzyk Mike i słowa komandosa "Cholera! Czym on jest!?".

sobota, 29 listopada 2014

KONIEC TAJEMNIC

Jest 29 stycznia. Trójka ocalałych spędza spokojnie czas w schronie antyrakietowym. Mike i Paul są właśnie w trakcie zawziętej gry w szachy, a Amy siedzi na łóżku Mike'a i rysuje portret chłopaka. Wszyscy cieszą się życiem całkowicie zapominając o apokalipsie. Dziewczyna skrobie ołówkiem po kartce, rysując każdy szczegół nastolatka. Mężczyzna kątem oka zauważa, że jego córka ciągle spogląda na młodzieńca. Nagle na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Widząc to, Mike zaczyna się zastanawiać o może chodzić starcowi i próbuje rozszyfrować ułożenie figur na planszy z myślą, że nie zauważył pułapki. Chłopak łapie za gońca, stawia obok wrogiego pionka. Mężczyzna widzi, że Mike rozgryzł jego strategie, lecz po chwili przesuwa wieże obok króla chłopaka wygrywając przy tym rozgrywkę.

- Co!? Jak to możliwe!?
- Jesteś mało spostrzegawczy.
- Oszukujesz!
- Haha pewnie!

Mike wstaje z krzesła i wychodzi z pokoju, gdy nagle słyszy z zewnątrz głośny wybuch. Paul wyrywa się z miejsca i biegnie do chłopaka.

- Co to było? - zapytał zdenerwowany starzec.
- Nie wiem, ale chyba będziemy musieli się przejść i to sprawdzić.
- Jest minus trzydzieści! Zginiemy tam!
- Spokojnie. Mam tu kombinezony termostatyczne. Ubierzemy na to kurtki, rękawiczki, czapki i będzie okej.
- No dobra.


Młodzieniec poszedł to jednego z magazynów po kombinezony, gdy Paul podchodzi do Amy.

- Córeczko, co Cię tak martwi?
- Wrócicie?
- Pewnie że tak. Idziemy tylko na zwiad.
- Znowu
zostawiacie mnie samą. Zaczyna mnie to denerwować...
- Oj kochanie... Powiedz szczerze, nie chodzi tu o mnie prawda?
- ...
- Amy.
- Może...

Nagle wtrąca się Mike - Okej! Mam!
- Świetnie.

Oboje zakładają kombinezony, po czym się ubierają.

- Dobra staruszku. Bierz broń bo możemy spotkać wrogów na swojej drodze.

Dziewczyna słysząc to, nerwowo rusza do swojego pokoju trzaskają za sobą drzwiami.

- Co jej się stało?
- Nieważne... Chodź już.


Oboje wychodzą z bazy na powierzchnie. Całe miasto jest pokryte lodem, trupy wyglądają jak lodowe rzeźby, a na ulicy można by było jeździć na łyżwach. Uzbrojeni ocaleni idą przed siebie, szukając śladów wybuchu, którego usłyszeli. Na ich kombinezonach zaczyna się pojawiać lód. Po długim spacerze, zauważają kłęby dymu wydobywające się z budynku. Oboje się rozglądają za wrogiem. Po chwili słyszą z oddali dźwięk pojazdu. W ich stronę zbliża się czarny Hammer. Zaciekawieni, chowają się za pobliskim śmietnikiem i bacznie obserwują pojazd. Hammer zatrzymuje się obok wysadzonego budynku. Mike zauważa, że wysiadają z niego komandosi, lecz inaczej ubrani, niż ci co przyszli do jednostki. Nagle chłopak po raz kolejny zaczyna widzieć fragmenty widoku Zero. Głowa zaczyna go boleć co raz mocniej. Paul odwraca wzrok od żołnierzy na nastolatka i zastanawia się co się z nim dzieje.

- Ej młody, wszystko okej?
- Tak... Jest dobrze.
- No nie wyglądasz. Co Ci jest? Ciągle Cie boli głowa.
- To teraz mało istotne. Skupmy się na wrogu.


Starzec przylega plecami do śmietnika i próbuje podsłuchać rozmowę komandosów, a chłopak szuka lepszego miejsca do obserwacje. Gdy mężczyzna chce przesunąć się na bok, uderza stopą o starą puszkę. Komandosi od razu spojrzeli w stronę śmietnika, przerywając przy tym rozmowę.

- Ej słyszałeś?
- Taa... To pewnie jakiś szczur czy coś.
- Szczur? W taką temperaturę?
- No nie wiem... Może są zmiennocieplne czy coś.
- Co za idiota... Idę to sprawdzić.


Ocaleni szykują się do starcia i czekają na odpowiedni moment, by zaatakować wrogów, lecz komandos się nagle zatrzymuje, po czym się cofa.

- No i jak? Jest tam ktoś?
- "Jastrząb" tu "Wilk 03", odbiór.
- mówi komandos spokojnym głosem przez krótkofalówkę.
- Tu "Jastrząb", słyszę Cie.
- Mamy towarzystwo. Mógłbyś zająć się wrogiem, który chowa się za śmietnikiem na przeciwko nas?
- Masz jakieś potwierdzenie, że przebywa tam wróg?
- Mam. Lufa karabinu lekko wystaje za śmietnik.
- Przyjąłem. Ściągam cel.


Mike próbuje się skupić i cokolwiek usłyszeć, lecz przeszkadza mu w tym burza śnieżna.

- Paul, słyszysz o czym oni mówią?
- Nic a nic. Wiatr tłumi głosy.


Nagle z oddali słychać głośny huk, jakby piorun uderzył w ziemie, po czym coś trafia w śmietnik, kilka centymetrów nad głową Mike'a.

- Kurwa! Sniper!
- Cholera!
- Biegnij Paul!


Oboje wybiegają zza zasłony i zaczynają strzelać do komandosów, gdy ci także odpowiadają im ogniem. Toczy się krwawa walka. Kule latają po całym polu bitwy, spadające łuski, są tak rozgrzane, że topią lód, który pokrył ulice całego miasta. Komandosi stoją w miejscu i strzelają do uciekających ocalałych, którzy szukają kolejnej osłony przy tym także strzelając. Paul przeskakuje przez niewielki murek i chowa się za nim, lecz gdy nastolatek próbuje przeskoczyć, dostaje kulą w nogę i upada na ziemię pozostawiając za sobą linię krwi. Mężczyzna podnosi Mike i opiera o murek. Komandosi wciąż strzelają. Ich broń ma taką siłę, że kule powoli zaczynają się przebijać przez niego.

- Mike, żyjesz?
- Tak. Nic mi nie jest.
- Dobra... Cholera jak mamy się stąd wydostać?
- Musisz biec do Hammera. Jest na nim ciężkie działko. Ja Cie będę osłaniał.
- Heh, cwaniak bo biec nie możesz?
- Trzeba sobie jakoś ra--...
- chłopak przerywa zdanie, po czym zaczyna głośno krzyczeć łapiąc się za głowę
- Mike! Mike, co Ci jest!?
- Moja głowa!
- Mike!


Chłopak wije się z bólu. Widzi jak Zero się przemieszcza. Po chwili zauważa, że mutant znajduje się niedaleko pola bitwy i zaczyna patrzeć w ich stronę. Chłopak opiera się bólowi i próbuje się podnieść.

- Paul, musimy stąd uciekać.
- Co? Dlaczego?
- Zero idzie w naszą stronę.
- Co?


Starzec lekko wychyla głowę za murek i z niedowierzaniem obserwuje jak ogromny mutant idzie w stronę nieświadomych zagrożenia żołnierzy. Po chwili z zdziwieniem przenosi wzrok na obolałego nastolatka.

- Skąd ty to...
- To nie pora na wytłumaczenia. Musimy się stąd wydostać.


Gdy Zero znajduje się za żołnierzami, od razu łapie jednego z nich i rozrywa na pół. Drugi odruchowo się od wraca i zaczyna strzelać do mutanta.

- Czym ty kurwa jesteś!?

Bestia zaczyna ryczeć i uderza drugiego komandosa, łamiąc mu prawie wszystkie kości. Nagle cisza. Mężczyzna wychyla głowę i zauważa, że wrogowie nie  żyją, a Zero zniknął.

- Hej, młody. Zero uciekł. Droga wolna.
- Czekaj... - mówi z zamkniętymi oczami chłopak.
- Na co?
- Jest na dachu wysadzonego budynku.
Co?


Paul ponownie się wychyla by sprawdzić teorię Mike'a. Chłopak ma rację. Zero stoi na dachu i obserwuje miasto.

- Skąd ty to wiedziałeś?
- Już Ci mówiłem. To nie czas na wytłumaczenia.


Po chwili, Zero dostaje kulą w ramię. Zdenerwowany patrzy się na miejsce, skąd wydobył się strzał. Zauważa na dachu kilka przecznic od niego, leżącego snipera. Mutant podskakuje i leci jak zielona bestia HULK.

- Dobra, poszedł załatwić snipera. Musimy iść.
Ocaleni biegną do Hummera i wracają nim do domu. Powrót przebiegł bez słowa. Gdy oboje dojechali na bazy, Mike od razu wyszedł z pojazdu i poszedł opatrzyć ranną nogę. Po chwili na środku bazy zaczepia go zdenerwowany Paul.

- Co to miało być!?
- O co Ci chodzi?
- O co!? Jakim cudem wiedziałeś gdzie jest Zero!?
- Nie chcę o tym gadać.
- Jesteśmy drużyną! Powinniśmy sobie mówić wszystko!
- Ej! Znowu się kłócicie!?
- wtrąca się Amy.
- Amy, proszę to nie twoja sprawa...
- Nie jej!? Córeczko zostań. Niech też usłyszy prawdę.
- Ale jaką prawdę?
- Że Mike to zdrajca i pracuje z Armią.
- Nie pracuje z Armią!
- To niby skąd wiesz, gdzie jest Zero!?
- Bo go kurwa widzę! Patrze jego oczami!
- Co?
- Tak! Chciałeś wiedzieć? Proszę bardzo! Po pierwszej walce z Zero zostałem ranny przez niego. Dałeś mi antidotum, lecz połówkę. Moje komórki przez antidotum musiały się połączyć z DNA Zero i teraz tak jakby jestem z nim połączony umysłowo. Widzę gdzie jest i co robi bo widzę to, co on widzi. Przez to właśnie mam takie częste bóle głowy. Lepiej Ci po tej informacji?
- Dlaczego nam o tym wcześniej nie powiedziałeś? - zapytała załamanym głosem dziewczyna.
- Nie chciałem być uważany za dziwnego lub niepoczytalnego.


Nagle podbiega do niego Amy i zaczyna go mocno przytulać. Mike jest zdezorientowany i nie wie co ma zrobić. Po chwili patrzy na uśmiechniętego starca, który idzie do swojego pokoju.

- Zapamiętaj Mike, że nam możesz wszystko powiedzieć...

Chłopak zaczyna powoli także obejmować Amy. Przez jego ciało przepływa ciepła tajemnicza energia. Mike zamyka oczy i się lekko uśmiecha.

- Dziękuje, Amy.

sobota, 22 listopada 2014

GNIAZDO

Mike budzi się z obolałą głową. Otwierając oczy, zauważa przed swoją twarzą  niebieskie jak południowe niebo oczy Amy. Gdy chłopak się podnosi, nastolatka zaczyna się uśmiechać.

- Dziękuje Ci Mike.
- Mi? Za co?
- Odważyłeś się stanąć oko w oko z tym wielkim wilkiem. Gdyby nie ty, to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali.
- Heh... To tyczy się także was, bo gdybyście nie zareagowali na czas to ten kundel by miał niezłą ucztę, tylko trzeba by było mnie troszkę przyprawić.


Amy zaczyna się śmiać. Młodzieniec wpatruje się w nią, jakby widział anioła. Zaczyna ukazywać się w nim gorące uczucie, które rozprzestrzenia się po całym ciele. Po chwili do pokoju wchodzi Paul z kubkiem w ręku.

- Jest nasz agresor. Jak się czujesz?
- Dziwnie. Głowa mnie lekko boli i w ogóle... całe ciało.
- Amy mówiła że zemdlałeś. To ze stresu?
- N-nie...
- To przez co?


Mike zamilkł. Wie, że gdy powie im o swoich obrazach w głowie, mogą go wziąć za wariata i nie uwierzyć w to. Chłopak wstaje z łóżka i rozgląda się.

- Jesteśmy u mnie?
- Tak. Niestety nasza kryjówka jest niedostępna.
- Dlaczego?
- Została oczyszczona z wszystkiego co mieliśmy.
- Nie rozumiem.
- Byłem z córką na zwiadzie, a gdy wróciliśmy, wszystko było rozwalone, a bronie i jedzenie zniknęły.
- (to musieli być komandosi) Mam pytanie. Z której fiolki dałeś mi antidotum?
- Tej pękniętej. Miałem obawy, że nie zadziała, ale jak widać to jeszcze żyjesz.


Nastolatek się lekko uśmiechnął. Domyśla się czemu widzi obrazy, lecz nie ma jeszcze zamiaru o nich wspominać. Ubrany idzie coś zjeść. Chłopak czuje się dziwnie mieszkając w jednym azylu z kimś innym, lecz wie, że tak będzie najlepiej. Opierając się o ścianę i jedząc przy tym posiłek, młodzieniec obserwuje dziewczynę. Nie potrafi spuścić z niej oczu. Nigdy nie widział tak pięknej dziewczyny jak Ona. Nagle przed oczami ukazuje mu się Megan. Chłopak wpadł w szok upuszczając przy tym miskę z jedzeniem. Gdy miska uderza o ziemie, Mike znów dochodzi do siebie, lecz po chwili siada na podłodze. Gdy nastolatka widzi go w takim stanie, zaczyna się zastanawiać, czy niczego przed nią i jej ojcem nie ukrywa, po czym podchodzi do niego.

- Ej, wszystko w porządku?
- Co? A, tak tak. Jest okej...
- Marnie wyglądasz, wiesz?
- Zdaje Ci się.


Mike pokazuje swój sztuczny uśmiech, żeby dziewczyna się nie martwiła. Po krótkim czasie do chłopaka podchodzi Paul trzymając dwa karabiny.

- Jest godzina 21:03.
- I co w związku z tym?
- Musimy iść na polowanie?
- Niby na co?
- Niedaleko naszej bazy jest gniazdo ślepych.
- Poważnie?
- No tak. Mieszkasz tu tyle czasu, a jeszcze tego nie zauważyłeś?
- Nie wychodzę zbyt często o tej porze.
- Chodź. Musimy oczyścić teren. Na monitoringu zauważyłem, że kierują się na zachód stąd.
- No dobra...


Młodzieniec wstaje, ubiera kurtkę i wychodzi z mężczyzną z schronu.

- Pa pa Mike.

Mike zatrzymuje się i odwraca głowę zza plecy spoglądając na uśmiechniętą dziewczynę.

- Pa pa.

Będąc na zewnątrz, wsiadają do samochodu.

- To dokąd jedziemy.
- Zobaczysz.


Starzec odpala pojazd i rusza do celu. Podróż odbywa się bez słowa. Każdy myśli o swoich problemach. Po jakimś czasie samochód zatrzymuje się przed starym niewielkim budynkiem. Nastolatek wysiada z samochodu i podziwia go.

- Przerażający...
- A przestań. W nocy wszystko jest straszne.
- Może...
- idziemy.


Ocaleni idą w stronę drzwi ładując broń.

- Dobra młody, wchodzimy do środka i od razu się rozglądamy. Strzelaj we wszystko co się rusza.
- Więc w Ciebie też muszę strzelać.
- Słucham?
- Tak tylko sobie za żartowałem...


Paul wyważa drzwi i zaczyna się rozglądać po pierwszym pomieszczeniu z latarką umieszczoną na broni. Skupiony nastolatek wsłuchuje się w otoczenie i szuka ruchu. Oboje przemieszczają się powoli przez korytarz i wypatrują ślepych. W powietrzu czuć mdły zapach zgniłego mięsa, powietrze jest bardzo zimne i gęste. Nagle z wnętrza budynku wydobywa się dźwięk rozbitego szkła. Wojownicy od razu reagują i biegną przez korytarz. Po chwili, Paul łapie Mike'a za ramie w celu zatrzymania go i pokazuje mu palcem na sufit. Chłopak powoli unosi wzrok. Jego oczom ukazują się setki ślepych wiszących na suficie. Wyglądają, jakby spały lub odpoczywały. Oboje wiedzą, że jeden głośny ruch może być ich ostatnim. Idąc dalej, starzec zaczyna czuć zapach gazu, po czym znów zatrzymuje młodzieńca.

- Co znowu? - szepcze.
- Czujesz?
- Ale co?
- Gaz
.

Chłopak zaczyna mocno zaciągać powietrze. Faktycznie, w powietrzu unosi się gaz. Paul wpada na pomysł by wysadzić cały budynek wykorzystując gaz. Oboje ruszają do miejsca wylotu gazu. Ich droga jest długa i wolna. Cały czas się rozglądają za aktywnymi ślepymi. Po jakimś czasie dochodzą na miejsce. Do ściany jest przymocowana długa, gruba rura z małą szczeliną, z której wydobywa się łatwopalny gaz. Oboje zaczynają rozmyślać, jak wysadzić budynek nie poświęcając się przy tym. Nagle Paul wyciąga z kieszeni szpulkę nici. Nastolatek zastanawia się, o co może chodzić starcowi, lecz gdy odczepił z paska granat odłamkowy, domyślił się planu. Mike zaczyna przyczepiać granat nitką do rury, a następnie przywiązuje koniec nitki do zawleczki.

- Dobra chłopcze. Trzymaj szpulkę. Wychodzimy z budynku i wysadzamy go. Idziemy powoli żeby nitka była ciągle naprężona, ale żebyś przypadkiem nie wyciągnął zawleczki za wcześnie.
- Okej.


Ocaleni ruszają w stronę wyjścia. Idą spokojnie trzymając limit naprężenia nitki na neutralnym poziomie. Mike idzie zamyślony przed siebie, niestety przez to zapomniał o jednej z zasad skradania się, "patrz pod nogi". Chłopak robi kolejny krok na leżący pod nim trojaku na świeczkę, po czym przewraca się przez niego. Huk nie był głośny, lecz Paul zauważa leżący na ziemi sznurek. Mike łapie go i lekko ciągnie.

- Luźny...
- Kurwa! Wjejemy!


Ocaleni zaczynają biec z całych sił, by na czas wyjść z budynku.

- Dawaj, dawaj! Biegnij!

Paul krzyczy na cały budynek budząc przy tym ślepych. Oboje biegną z utratą tchu, lecz nie mogą się teraz zatrzymać. Przed nimi ukazuje się wyjście. Nagle zza pleców dochodzi głośny dźwięk wybuchu. Po chwili coś zaczyna pchać nastolatka, wyrzucając go z budynku razem z mężczyzną. Budynek eksploduje. Nastolatek obserwuje, jak spalone ciała ślepych lecą w różne strony.

- Gdzie ty kurwa masz oczy dzieciaku?
- Zamyśliłem się... Przepraszam...
- Mieliśmy szczęście, że byliśmy blisko wyjścia.
- ...
- Wstawaj.


Mike wstaje z poczuciem winy. Oboje obserwują budynek nie wiedząc że zza plecami stoi trup, który szykuje się do ataku. Nagle coś z nieba uderza w niego z ogromną siłą rozwalając mu głowę. Przestraszeni dźwiękiem uderzenia odwracają się. Widzą leżącego trupa z kawałkami lodu na sobie.

- Ale fart co?
- Czekaj...


Mężczyzna pochyla się i bierze kawałek lodu do ręki. Po chwili w oddali słychać dźwięk pękania szyb. Chłopak stoi przerażony klepiąc starca po plecach.

- Co Ci jest?
- Patrz.

W ich stronę zbliża się zabójczy grad. Spadający lód ma wielkość głowy dorosłej osoby. Przerażeni szybko wsiadają do samochodu i ruszają do bazy. Niestety, grad łapie ich z drugiej strony atakując pojazd i wybijając przy tym przednią szybę.

- Jedź, jedź! - krzyczy Paul.

Ulica jest ślizga, lecz udaje im się pojechać do bazy. Przerażeni wysiadają z pojazdu i szybko przemieszczają się do bazy. Po chwili przychodzi Amy.

- Co się stało?
- A wiesz córeczko, pogoda do dupy.


Mike zaczyna się uśmiechać.

- Mieliśmy szczęście, że byliśmy tak blisko bazy...
- Teraz musimy przeczekać całą zimę.
- Niech Ci będzie, ale na wiosnę od razu biorę się za planowanie ucieczki z miasta.


Oboje wymienili się wzrokiem i widzieli w swoich oczach porozumienie, po czym rozeszli się po swoich pokojach, by odpocząć i przeczekać śmiertelną porę roku.

piątek, 31 października 2014

ZJEDNOCZENIE

Samochód pędzi przez miasto, pozostawiając za sobą tylko zapach spalin. Chłopak jedzie z ogromną szybkością zamykając prawie licznik. Skupiony widzi przed sobą starą stację benzynową. Zatrzymując się przy niej, nastolatek przypomina sobie dzieciństwo. To były wspaniałe chwile, lecz życie stało się męczarnią. Po lewej stronie widać wjazd na most. Mike rusza w jego stronę, lecz po chwili znów się zatrzymuje. Młodzieniec doszedł do wniosku, iż lepiej wrócić ciężarówką z arsenałem, niż przenosić wszystko z jednej do drugiej . Wysiadając z samochodu z karabinem, chłopak rusza dalej spokojnym krokiem. Po chwili widzi, że połowa mostu została zbombardowana. Idąc przed siebie, dochodzi do ciężarówki wojskowej. Mike podchodzi do tyłu pojazdu i otwiera drzwi. W ciężarówce znajduje się granatnik rakietowy RPG i zapas rakiet. Zadowolony wsiada do ciężarówki i odpala ją. Nagle słyszy krzyk trupów. Nastolatek zauważa pełno trupów wchodzących na most ze wszystkich stron.

- No pięknie...

Jest ich tak dużo, że nie da się ich nawet policzyć. Zombie atakują pojazd. Zdenerwowany rusza z miejsca, lecz ciężko mu to idzie, albowiem gdy przejeżdża każdego z nich, zwalnia. W chłopaku znów zaczyna pojawiać się uczucie strachu. Po chwili jeden z wrogów wybija szybę od strony pasażera i łapie Mike'a za gardło. Chłopak wyciąga pistolet z kabury i strzela mu w głowę, przyjmując na swoją twarz rozbryzk krwi. Przestraszony naciska z całej siły pedał gazu przejeżdżając jednego po drugim. Nagle udaje mu się przejechać dwóch ostatnich przed nim trupów i zjeżdża z zniszczonego mostu. Jadąc do bazy, łapie go deszcz. Ulica jest bardzo ślizga, więc Mike jedzie wolniej. Chłopak rozważa prośbę Paul'a. Wie, że jeżeli się zgodzi na współprace, to będzie mu się lepiej żyło, lecz nie wie czy do końca może im ufać. Nastolatek wieżdża na ostatnie skrzyżowanie w trasie powrotnej. Nagle coś uderza z ogromną siłą w prawą stronę ciężarówki przewracając ją. Pojazd dachuje w bok uderzając w budynek obok. Z pod maski zaczyna wydobywać się lekki dym. Mike otwiera oczy i zaczyna powoli wychodzić z wraku. Po jego twarzy, cieknie strumień krwi wydobywający się z głowy. Gdy chłopak staje na nogi, jego oczom ukazuje się Wilk Gigant stojący naprzeciwko niego. Chłopak ze strachu zastygł w miejscu. Nie wie co ma robić, a broń jest nadal w ciężarówce, lecz jest świadom, że jeżeli wróci się po nią to zginie szybciej niż stojąc w miejscu. Mike rozgląduje się i próbuje wymyślić jakiś plan ucieczki, lecz nic mu nie wpada do głowy. Bestia powoli rusza w jego stronę. Przerażony obserwuje nadchodzący koniec.

- Inaczej sobie wyobrażałem moją śmierć.

Młodzieniec wie, że zrobił błąd odmawiając pomocy, ponieważ teraz mogliby mu pomóc. Mike pada na kolana i zaczyna żałować swojej decyzji. Bezradny zamyka oczy, wszystko dookoła głuchnie.

- Skończ już ze mną. Mam dość...

Nagle nastolatek słyszy głośne uderzenie. Wilk leży, a przed nim stoi tir, który kieruje Paul. Starzec wysiada z pojazdu i podchodzi z Mike'a.

- Już się poddajesz? Myślałem, że jesteś twardszy.

Chłopak przygląduje mu się, jakby widział komiksowego bohatera z dzieciństwa. Po chwili na miejsce kierowcy przesiada się Amy i cofa tir.

- W porządku?
- T-tak... Ale jak wy...
- Obserwowałem Cie. Wiedziałem, że nie można Cie zostawić samego. - odpowiedział mu dumnym tonem, przerywając jego pytanie.
- Wstawaj, bierz broń i walcz z nami, chyba że nam nie ufasz?

Chłopak zaciska pięść i powoli się unosi.

- Myliłem się co do was... Wybacz...
- To nie mnie przepraszaj tylko Amy, ale to nie czas na rozczulanie się nad sobą. Spójrz...

 Paul skina głową w stronę leżącego Giganta.

- To jeszcze nie koniec. Taka bestia jak on, nie zginie po uderzeniu tej kupy złomu. Idź po arsenał, ja będę Cie krył.

Chłopak rusza w stronę przewróconej ciężarówki. Nagle wilk wstaje.

- Dobra piesku... Czas nauczyć Cie szacunku do Pana. 

Starzec celuje do wilka patrząc mu prosto w jego czerwone oczy. Wilk zaczyna warczeć, po czym głośno wyje. Mike łapie za granatnik i zmniejsza dystans między sobą, a Paul'em.

- Dziękuje. - mówi załamanym tonem nastolatek.
- Nie dziękuj... Wystarczy, że przyjmiesz propozycje współpracy.
- Zgoda.

Wilk gwałtownie rusza w stronę dwóch ocalałych.

- Ognia! - wykrzykuje z siebie z szerokim uśmiechem mężczyzna.

Paul zaczyna strzelać wilkowi w zdrowe oko. Będąc bliżej ludzi, bestia otwiera pysk by zaatakować, lecz młodzieniec wykorzystuje okazję i wystrzeliwuje rakietę do środka. Bestia się zatrzymuje i zaczyna wymachiwać głową we wszystkie strony. Wojownicy przegrupowują się. Paul każe dziewczynie odjechać w bezpieczniejsze miejsce. Mike ładuje kolejny pocisk, gdy starzec strzela w oszołomionego giganta.

- Załadowane!
- Dobra mam plan! Weź Amy i biegnijcie do tamtego niebieskiego pickup'a! Wysadzimy skurwiela!

Słysząc to, chłopakowi, także pojawił się uśmiech na twarzy. Mike biegnie do tira, otwiera drzwi i łapie przestraszoną dziewczynę za dłoń.

- Chodź ze mną!
- Gdzie!?
- Do tamtego samochodu!
- A tata!?
- Dołączy do nas!

Każda rozmowa odbywa się krzykliwie, ze względu na głośne ryki wilka i dźwięk wystrzałów. Dobiegając do samochodu, Amy wsiada na miejsce pasażera, po czym Mike gwiżdże w stronę Paul'a. Słysząc sygnał, wyciąga z kieszeni granat.

- Głodny!? To żryj to!

Po rzuceniu nim w bestie, mężczyzna od razu biegnie do młodzieży. Wilk odwraca głowę w stronę ocalałych i obrywa wybuchem w ranne oko. Bestia wpada w szał. Paul podbiega do Mike'a i daje mu karabin do rąk.

- Masz, ty strzelasz, a ja prowadzę.
- Gdzie jedziemy?
- Na stację benzynową obok mostu. Masz w niego strzelać by trzymać go za nami.
- Rozumiem.

Starzec wsiada za kierownicę. Chłopak wymienia się wzrokiem z Amy, po czym wskakuje na bagażnik.

- Dobra kundlu. Chodź.

Nastolatek uderza w dach samochodu dając sygnał, że jest gotów. Mężczyzna rusza z miejsca z piskiem opon. Gdy wilk dochodzi do siebie, zauważa, że ludzie odjeżdżają, po czym biegnie za nimi. Mike zaczyna do niego strzelać. Rządna krwi bestia taranuje wszystko na swojej drodze. Chłopak wciąż w niego strzela, lecz nie zadaje mu zbyt dużych obrażeń, ponieważ ciężko mu dokładnie celować będąc na jadącym samochodzie, aczkolwiek dzięki temu, wilk nie zwiększa dystansu między nim a pojazdem. Nagle Amy wychyla głowę za samochód.

- Zaraz będziemy na miejscu!

Mike pokazuje w jej stronę kciuk uniesiony w górę na znak, że zrozumiał. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech z lekką nutą podziwu. Po chwili zatrzymują się obok stacji. Wszyscy wysiadają z pojazdu i biegną, by ustawić się na swoich pozycjach.

- Dobra młody, plan jest następujący. Ja go wabię, przebiegam obok zbiorników, a ty stojąc z Amy za tamtym drzewem strzelasz jak tylko Ci dam znak.
- To ryzykowne.
- Bez ryzyka nie ma sukcesu. Będę strzelał w niego shotgun'em, by nagle nie zmienił celu.
- Mam nadzieje że wiesz co robisz.

Mike i Amy biegną za wskazane drzewo, aby się ustawić do strzału, a Paul strzela do wilka, prowokując go. Mężczyzna przechodzi obok zbiorników, a chłopak zaczyna w nie celować. Amy przygląduje mu się, jak w obraz. Gdy starzec odchodzi od zbiorników i widzi, że wróg znajduje się w odpowiednim miejscu, daje sygnał młodzieńcowi na strzał, lecz ten nie strzela.

- Co ty robisz!? Wal!
- Ale ty też dostaniesz!
- Nie pierdol głupot, tylko strzelaj do cholery!
- Kurwa...

Zdenerwowany ciągnie za spust. Kula wylatuje z lufy i leci prosto w jeden z zbiorników. Trafienie doprowadza do eksplozji, powalając Paul'a na ziemię i podpalając wilka.

- Tato! - dziewczyna biegnie w stronę swojego leżącego ojca.
- Amy stój! - krzyczy próbując złapać ją za rękę.
- Cholera!

Nagle z ściany ognia powolnym krokiem, wyłania się potwór.

- Nie możliwe...

Zaskoczony, a zarazem przerażony chłopak biegnie w stronę dwojga towarzyszy. Wilk rusza w ich stronę. Gdy Mike dobiega do Amy i Paul'a, powala dziewczynę dla jej bezpieczeństwa, podnosi strzelbę starca i zaczyna w niego strzelać. Po kilku strzałach, wilk zwalnia i zaczyna padać na ziemię. Po chwili płonący potwór leży. Zmęczony nastolatek powoli podchodzi do bestii. Nastolatka obserwuje walecznego Mike'a i nie dowierza oczom.

- Niesamowite...

Chłopak staje przed płonącym pyskiem ledwo żyjącego wilka i kieruje lufę pomiędzy jego oczy.

- Jedna bestia mniej...

Mike zadaje mu ostateczny strzał. Po chwili budzi się Paul.

- Wy-wygraliśmy? Zabiliśmy go?
- Tak tato, a raczej Mike go zabił.
- Niewiarygodne... Chłopak naprawdę ma w sobie to coś... Odwaga to za mało powiedziane.

Nagle młodzieniec odwraca się w stronę ocalałych, lecz gdy robi pierwszy krok w ich stronę, zaczyna go boleć głowa. Oboje nie wiedzą co się dzieje z chłopakiem. Nastolatek zaczyna znów widzieć oczyma Zero, lecz teraz są to tylko urywki. Po chwili Mike mdleje i upada na gorącą od wybuchu ziemię tuż obok martwego wilka.

niedziela, 26 października 2014

ANOMALIA

Mike rusza w stronę laboratorium. Ból na brzuchu nie daje mu spokoju, a na dodatek zaczyna go strasznie boleć głowa. Będąc w środku, rozgląda się za fiolką z antidotum. Chłopak przeszukuje każdy kąt. Po chwili znajduje go, lecz nie w całości. Blat laboratoryjny, pod którym leżała fiolka, zmiażdżył ją i szkło pękło. Pół antidotum szlak trafił. Zdenerwowany urywa kawałek materiału z koszulki, którą ma na sobie i szczelnie owija fiolkę. Antidotum jest na tyle gęste że nie przeniknie przez materiał. Po jakimś czasie nastolatek wychodzi i wraca do samochodu. Siedząc, cały czas przygląda się fiolce i przypomina sobie słowa Paul'a. Chłopak zastanawia się czy dobrze postąpił odrzucając pomoc jedynym ocalałym w Angel City. Nagle kątem oka zauważa kulejącego mężczyznę idącego w jego stronę. Mike przygląda się mu uważnie. Żywy. Młodzieniec wysiada z samochodu i zaczyna krzyczeć do rannego ocalałego.

- Hej ty! Chodź tu! Szybko!

Ocalały zareagował. Lecz na jego twarzy zastygło przerażenie.

- Słyszysz mnie!? Chodź zanim trup Cię zaatakuje!

Nagle Mike zauważa coś dziwnego za mężczyzną. Coś na czterech kończynach biegnie w stronę rannego. Nastolatek nie dowierza oczom. W ich stronę biegnie stado wilków. Z tego co udało mu się wyliczyć, jest ich z 10, a może nawet więcej.

- Gościu! Pośpiesz się!

Ocalały stanął w miejscu, po czym odwraca głowę zza siebie. Zdenerwowany chłopak sięga po, lecz gdy ma już ruszyć, zauważa że ranny mężczyzna zastygł w miejscu. Po chwili znów przenosi wzrok na Mike'a. Jeden z wilków rzuca się.

- Proszę... pomóż...

Ocalały pada na ziemię przyciśnięty ciężarem krwiożerczych bestii. Przerażony nastolatek cofa się do swojego pojazdu, po czym zamyka drzwi. Chłopak bezradnie obserwuje jak stado wilków rozszarpuje ciało niewinnego człowieka. Zaczyna rosnąć w nim poczucie winy. Przecież mógł go uratować, miał broń... Niestety, chłopak wiedział, że gdy zareaguje, wilki rzucą się także na niego, a to grozi śmiercią. Bezradny odpala samochód i odjeżdża, gdy jeden z wilków odprowadza go wzrokiem. Mike nie może się skupić na jeździe. Ciągle ma przed oczyma obraz, przerażonej twarzy mężczyzny. Od wybuchu epidemii minęło kilka dni, więc ten człowiek musiał sobie jakoś radzić. Może miał rodzinę, może dzieci lub towarzyszów broni?... Tego już nigdy się nie dowie. Młodzieniec kieruje się w stronę centrum handlowego, gdzie ostatnio zaatakował go wielki wilk. W azylu powoli zaczyna brakować jedzenia, więc chłopak musi uzupełnić zapasy. Niebo jest pochmurne. Słońce całkowicie zniknęło. Wszędzie jest ponuro i głucho. Jadąc samotnie przez martwe miasto, chłopak rozmyśla nad modyfikacją swojej bazy. Musi wykorzystać to, co udało mu się wziąć z magazynu. Dojeżdżając do centrum handlowego, zauważa jednego z ślepych wchodzącego do środka. Mike zatrzymuje się tuż przy wejściu. Wychodząc z pojazdu z karabinem zarzuconym na siebie, zaczyna się rozglądać za wrogiem, lecz nigdzie go nie widzi, jakby wyparował. Wchodząc obolały do środka, zaczyna się zastanawiać, dlaczego ślepi wybrali sobie akurat to miejsce na swoje gniazdo. Z tego co czuje i widzi, doszedł tylko do tego, iż jest tu dość wilgotno i ciemno, a także unosi się mdły zapach. Chłopak wchodzi do sklepu spożywczego. Bierze pierwszy lepszy karton i zaczyna pakować wszystkie produkty, które mają długi termin ważności. Niestety nie za dużo mu się udało tam znaleźć. Nie poddając się, Mike idzie do kolejnego sklepu. Po długim czasie zbierania prowiantu, chłopak załadował tylko dwa małe kartony jedzenia. Zawiedziony wsiada do pojazdu i wraca do azylu. Jest godzina 16:22. Mike wyciąga sprzęt na zewnątrz i zaczyna się zastanawiać od czego zacząć. Po chwili wpada na pomysł zamontowania monitoringu wejścia do schronu. Nie znając się zbytnio na elektryce i nowoczesnej technologii, chłopak zaczyna improwizować. Dwie godziny później, podjeżdża ciężarówka, którą prowadzi Paul. Mike w tym czasie akurat próbuje podłączyć okablowanie by monitoring zaczął działać. Wysiadając z samochodu, Paul przygląda się chłopakowi.

- Widzę że rana przestała dawać o sobie znać.
- Czego tu chcesz?
- Chciałem zobaczyć jak sobie radzisz.
- Jak widzisz, jestem zajęty.

Paul zamilkł. Stojąc przed Mike'em czuł straszliwy stres, jakby miał 5 lat i oglądał film gatunku horror. Starzec obserwuje co robi chłopak.

- Odwrotnie.
- Co?
- Podłącz kable odwrotnie.

Nagle młodzieniec rzuca narzędzia i wstaje odwracając się w stronę mężczyzny.

- Powiedz mi, czego ty u licha chcesz?
- Chcę Ci jeszcze raz, zaproponować współpracę. Masz wielki talent. Przydałbyś się nam. Poza tym, Amy cały czas o tobie gada. Marudziła mi bym zobaczył jak się trzymasz.
- Jak widzisz jestem jeszcze cały.

Patrzeli sobie na wzajem w oczy, lecz Paul nie wytrzymał presji i chłodnego uczucia, które wydawały oczy młodzieńca i odwrócił wzrok.

- Nie zmienisz zdania?
- Idź już. Robi się późno.
- Ehh... Jak chcesz...

Starzec rusza w stronę pojazdu obserwując kątem oka nastolatka.

- Jak chcesz wrażeń to jedź na most na zachodzie miasta. Jest tam podobno ciężarówka z potężnym arsenałem zbrojnym.

Mike nie reaguje na słowa Paul'a. Mężczyzna wsiada do pojazdu i odjeżdża. Chłopak zatrzymuje swoją pracę i zaczyna rozmyślać nad minioną sytuacją. Przypomina sobie tragedię spod jednostki wojskowej. Tamten człowiek potrzebował pomocy, choć przeżył dość długi czas w czasach epidemii. Możliwe że wkrótce Mike sam będzie potrzebował pomocy. Patrzy się na generator, po czym przekłada kable tak, jak mu radził Paul. Nagle chłopak zauważa wewnątrz bazy jasne światło. Wchodząc do środka zauważa włączone monitory. Kamery działają. Z ulgą i zmęczeniem, nastolatek kładzie się do łóżka, by kontynuować następnego dnia. 

Jest godzina 7:55. Mike wstaje z łóżka i idzie się umyć, po czym coś zjeść. Podczas kąpieli pod prysznicem, chłopaka zaczyna boleć głowa. Po chwili zaczyna mieć dziwne obrazy w głowie. Ignorując to kończy kąpiel, wyciera się i ubiera. Idąc do magazynu z pożywieniem, pada z bólu głowy na kolana. Chłopak widzi ciemność, lecz po krótkim czasie zaczyna widzieć miasto. Nie wiedząc co się dzieje, zaczyna krzyczeć z przerażenia. W głowie widzi jakby gdzieś szedł, choć wiadomo, iż przebywa w azylu. Nastolatek nie może w to uwierzyć. Widzi kogoś oczyma. Ból nie pozwala mu dojść do siebie. Obrazy nie chcą zniknąć.

- Co się kurwa ze mną dzieje!?

Przerażony młodzieniec nie wie co zrobić. Jego umysł odmówił posłuszeństwa, a przez ból głowy nie ma siły się ruszyć. Jego ciało zaczyna drgać, z nosa leci mu krew. Nagle chłopak widzi jak osoba której oczyma widzi, łapie jednego z trupów i rozrywa go na pół, po czym zaczyna głośno ryczeć. Po chwili obrazy zniknęły, a ból ustąpił. Chłopak upadł bezwładnie na podłogę. Resztkami przytomności, dochodzi do wniosku, iż chyba wie kogo oczyma widział. Osoba była dość wysoka, ponieważ trup sięgał mu do klatki piersiowej i w pewnym momencie zauważył zmutowaną rękę. Mike nie ma wątpliwości. To był Zero, lecz dlaczego widział jego oczyma? Przecież nie mają ze sobą żadnego powiązania genetycznego, jak np. niektóre bliźniaki. Po pewnym czasie, nastolatek traci przytomność. Budząc się później, zauważa na zegarze ściennym, który nabył wraz z sprzętem do modyfikacji bazy, że jest 17:41. Bez zastanowienia zaczyna się podnosić, choć ciężko mu to idzie. Młodzieniec rozmyśla nad obrazami, lecz nie może znaleźć żadnego rozsądnego wyjaśnienia. Po chwili przypomina mu się rozmowa z Paul'em o ciężarówce pełnej broni. Chłopak zostawia jedzenie na drugi plan i rusza w stronę drzwi, by zacząć swoją kolejną misję. Wsiadając do samochodu, Mike próbuje przypomnieć sobie gdzie dokładnie znajduje się most. Angel City nie jest zbyt dużym miastem, lecz i tak nie zwiedził go nigdy całego. Po chwili przypomina sobie, że pewnego dnia usłyszał, iż przy moście znajduje się stara stacja benzynowa. Jest to miejsce, gdzie w dzieciństwie Mike bawił się z przyjaciółmi. Chłopak odpala samochód i z piskiem opon rusza w stronę stacji.

sobota, 25 października 2014

BLOG

Witajcie moi drodzy czytelnicy. Chciałbym prosić was o pomoc. Dużo osób mi mówi, iż nagłówek bloga z tłem nie pasują do siebie. Mógłby ktoś stworzyć dla mojego bloga tło z nagłówkiem (oczywiście o tematyce post apokaliptycznej ;) byłbym bardzo wdzięczny.

PS. Kolejna część opowieści ukaże się jutro. Pozdrawiam.

sobota, 11 października 2014

OCALENI

Mike otwiera oczy i rozglądając się zauważa, że jest w jakimś dużym hangarze. Powietrze jest bardzo zimne. Na ścianach jest pełno krwi, dookoła jest cicho i ponuro. Rozglądając się dalej, idzie do przodu by zbadać sytuację. Wszędzie pusto, kilka metalowych filarów, wybite okna, zakurzona podłoga. Nagle słyszy kroki zza pleców. Odwracając się widzi idącą w jego stronę tajemniczą zakapturzoną postać. Gdy postać podchodzi, chłopak zaczyna odczuwać straszliwy ból w wnętrzu swojego ciała. Postać wyciąga rękę w jego stronę. Nastolatek nie wie co zrobić. Ból nie pozwala mu się ruszyć. Po chwili, Mike'a ręka zaczyna się zmieniać. Robi się cała czerwona, pojawiają się na niej grube czarne żyły, a z pod skóry wychodzą jakby kolce z kości. Chłopak zaczyna boleśnie krzyczeć.

Młodzieniec gwałtownie otwiera oczy. Pierwsze co zauważa to biały sufit. Przenosząc wzrok na lewą stronę, jego oczom ukazuje się czarno włosa dziewczyna z błękitnymi oczyma i lekko pobrudzoną twarzą. Ma na sobie białą bluzę z kapturem i jasne jeansy. Mike zaczyna się jej przyglądać.


- Wreszcie się obudziłeś.


Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Chłopak wciąż na nią patrzy, jakby nie mógł spuścić z niej wzroku.


- Byłeś nieprzytomny przez 2 dni.


Mike bezsłownie się rozgląda. Nagle dziewczyna wyciąga do niego dłoń.


- Tak przy okazji, mam na imię Amy.


Chłopak patrzy się na jej dłoń, po czym wyciąga swoją i wita się z Amy.


- Jestem Mike.


Chłopak lekko się podnosi do pozycji siedzącej i ponownie się rozgląda.


- Gdzie Ja jestem? Co to za miejsce?

- Jesteś u nas w domu?
- Nas?
- U mnie i u mojego Taty.

Nagle do pokoju wchodzi stary mężczyzna. Jego czarne jak środek otchłani oczy lekko zakrywają siwe, średnio długie włosy, na szczęce widnieje mu średni szary zarost pokrywający całą dolną część twarzy.


- Widzę że się w końcu obudziłeś głupcze.

- Słucham?

Mike patrzy na starca wrogim spojrzeniem. Mężczyzna wchodzi do pokoju.


- Nigdy nie widziałem większego idioty od ciebie!

- O co Panu chodzi!?
- Jeszcze się pytasz!?
- Przestańcie!

Wydarła się Amy i wzrok kłucących się ocalałych przeszedł na dziewczynę.


- Możecie rozmawiać bez krzyków?


Mike patrzy na nią jak na istotę nie z tego świata. Po chwili znów przenosi wzrok na mężczyznę.


- Gdzie jest Zero?

- Kto?
- Zero! Wielki, wyrośnięty gość z zmutowaną łapą, w wojskowym mundurze.
- Aaa o niego Ci chodzi... Zwiał.
- Co!?

Mike z wściekłości uderzył o drewnianą szafkę obok łóżka.


- Miałeś szczęście że zareagowaliśmy. Gdyby nie my, to byś nie żył już w centrum handlowym.


Chłopak patrzy na starca z niedowierzaniem.


- To ty zaatakowałeś wilka?

- Musiałem zareagować. Jesteśmy jedynymi ocalałymi w tym cholernym gównie!

Młodzieniec odkrywa kołdrę i zauważa na swoim brzuchu bandaż.


- Co mi się stało?


Nagle odzywa się Amy.


- Ten Zero Cię zranił jak zaatakowaliśmy. Zostałeś zarażony...

- Cholera! Fiolki...!
- Spokojnie. Mamy obie.
- Już jedną - wtrąca się mężczyzna.
- Jak to jedną?
- Przez twoją głupotę musieliśmy jedną na Ciebie zużyć. Powiedz mi, co Cie trafiło w łeb byś sam walczył z tym mutantem!?
- Dobra mam dość! Wychodzę stąd! - wyrzuca z siebie oburzona dziewczyna.

Chłopak spogląda na nią odprowadzając ją wzrokiem.


- Słyszysz mnie? - kontynuuje starzec.

- Zmarnowałeś jedyne lekarstwo na tą cholerną zarazę.
- Wolałeś umrzeć?
- Dałbym sobie radę. Nie potrzebuję niczyjej pomocy.
- Nie bądź egoistą!
- Daj mi spokój...

Mike wstaje z łóżka. Nagle czuje straszliwy ból pod bandażem.


- Nie powinieneś się ruszać w tym stanie. Rana się jeszcze nie zagoiła.

- Nie mów mi co mam robić!

Chłopak spogląda w wejście do pokoju, po czym zauważa stojącą z przerażoną miną Amy. Chłopak zawstydził się swoim zachowaniem.


- Gdzie są moje rzeczy? - pyta chłopak zakładając swoje buty.

- W samochodzie.
- Wracam do bunkra.
- Nie dasz rady kierować pojazdem, a na podróż pieszo jesteś za słaby.
- Więc mnie podwieziesz - mówi przekonującym tonem do starca.

Chłopak powoli kieruje się w stronę drzwi wyjściowych. Mieszkanie wygląda jak z lat 80. Mike i Amy patrzą sobie głęboko w oczy, jakby chcieli poznać swoje myśli. Wychodząc z budynku, młodzieńca zaczyna razić słońce.


- Ciężarówka po prawej - przekazując stanowczym tonem informację, starzec kieruje się do białego pojazdu.


Mike idąc za nim rozgląda się by zbadać swoje położenie. Wydaje się znajome, lecz nie może sobie przypomnieć dlaczego. Oboje wsiadają do ciężarówki. Starzec odpala samochód.


- To dokąd Cię zawieźć?

- Do schronu przeciwrakietowego na obrzeżach Angel City.
- Rozumiem. Ciekawe miejsce sobie wybrałeś.

Nastolatek zapina pasy bez słowa i patrzy się przed siebie. Ciężarówka rusza. Chłopak zaczyna myśleć o kolejnym kroku, lecz co chwile w każdej myśli pokazuje mu się Amy. Nie wiedząc do się dzieje, próbuje się bardziej skupić. Nagle mężczyzna hamuje.


- Trupy... - informuje spokojnym głosem chłopaka.


Mike obserwuje zombie i wyobraża sobie czasy przed wybuchem epidemii. Jak ludzie spacerowali po mieście, dzieci bawiące się na placu zabaw, ryk jadących samochodów... Lecz do głowy w ogóle nie przychodziło mu wspomnienie o Megan, jakby zostało automatycznie usunięte. Starzec zaczyna cofać i skręca w uliczkę obok. Nagle kątem oka zauważa, że Mike siedzi zamyślony.


- Wszystko w porządku, młody?

- Nie jestem "młody"...
- Wybacz, ale nie znam twojego imienia.
- Mike.
- Heh miło mi, a masz jakieś nazwisko?
- Walker.
- Mhm... Ja jestem Paul Connors.
- ...

Na tym skończyła się konwersacja między Paul'em, a Mike'm. Przez całą drogę nie odezwali się do siebie ani słowem. W końcu dojechali na miejsce. Chłopak wysiada obolały z ciężarówki. Paul wyciąga z pojazdu torby z łupami Mike'a i kieruje się z nimi do azylu.


- Zostaw je.


Starzec zatrzymuje się patrząc ze zdziwieniem na młodzieńca.


- Ale nie dasz rady sam...

- Mówię zostaw torby! - przerywa starcowi wrogim tonem.
- Dobra... Jak chcesz.

Paul kieruje się do pojazdu, po czym łapie za klamkę.


- Pamiętaj że sam długo tu nie wytrzymasz. Jesteś jeszcze młody i głupi, lecz co dziwne masz na prawdę silną psychikę.

- ...
- Nie powinieneś odrzucać pomocy tym, którzy chcą Ci pomóc. Amy przez całe dwie doby siedziała przy tobie z nadzieją że się obudzisz, a ty jej tak za to dziękujesz!?
- ... Nie chcę... niczyjej pomocy... i nie musiała przy mnie siedzieć. Każdy powinien dbać o siebie.

Mike łapie za torby i rusza w stronę bunkru. Zdenerwowany Paul wsiada do pojazdu i od razu odjeżdża. Chłopak z trudem donosi torby do wnętrza bazy. Po chwili patrzy na swój plan. Nagle pełny złości zrywa go ze ściany i porywa na mniejsze kawałki. Chłopak pada na kolana i zaczyna z bólu krzyczeć. Obolały kładzie się na łóżko i próbuje zasnąć. Następnego dnia, Mike powoli wstaje, ubiera się i idzie coś zjeść by odzyskać siły. Po jakimś czasie zaczyna wypakowywać zdobyte rzeczy z toreb. Bronie przenosi do broni, a pożywienie po pożywienia. Chłopak znów idzie do magazynu z bronią i zaczyna wybierać bronie. Zakłada na siebie karabin maszynowy M4, pasek z obrzymem w kaburze i przypina do niego także kilka granatów. Do małej torby na pasku wkłada magazynki i naboje bo obrzyma. Nastolatek wychodzi z bunkru i wsiada do najbliższego samochodu, po czym go odpala. Mike rusza ponownie do bazy wojskowej po trzecią fiolkę z antidotum. Z trudem przemierza ulicę pełne trupów. Nagle uderza w wybiegającego mu przed samochód zombie, uderzając przy tym raną w kierownicę. Obolały i zdenerwowany rusza dalej przejeżdżając wroga. Chłopak dojechał do celu i rozglądując się wysiada powoli z pojazdu. Wszędzie pusto. Zero zniknął.

piątek, 3 października 2014

Witajcie. Chciałbym was poinformować, iż w ten weekend nie będzie kolejnego rozdziału, i w weekend 17 października także. Mam napięty grafik więc mam nadzieje że rozumiecie ;) Rozdział nadejdzie 11 października czyli za tydzień. Życzę udanego tygodnia.

niedziela, 28 września 2014

PROJEKT ZERO

Poranne słońce oświetla jadący pojazd jak reflektor. Chłopak całkowicie odłączył się od przeszłości, niepokojące myśli przestały go dręczyć, jakby zmienił się z człowieka w maszynę. Wskaźnik paliwa pokazuje, że zaczyna brakować paliwa, lecz Mike nie zwraca na to uwagi. Jadąc przez miasto do jednostki wojskowej patrzy przed siebie, przejeżdżając przy tym trupy. Nagle nastolatek zauważa leżącego na ziemi trupa. Zaciekawiony zatrzymuje się przed nim i wychodzi z samochodu, by zbadać sytuację. Chłodnym wzrokiem bada wroga i zauważa dużą dziurę w głowie.

- Był tu... Mam nadzieje że mnie nie uprzedził...

Mike szybko wsiada z powrotem do pojazdu i rusza dalej w stronę swojego celu. Gdy jest w połowie drogi, zauważa dookoła świeżo płonące samochody, jakby ktoś bawił się w wysadzanie wszystkiego co popadnie. Zirytowany zwolnił i zaczyna się rozglądać z nadzieją na znalezienie kogoś żywego. Myśl o tym, iż ta osoba może mu zaszkodzić zaczyna zasłaniać  myśl o współpracy z ocalałym. Chłopakiem kieruje ogromne skupienie, a zarazem niewyjaśniona nienawiść, jakby opętał go demon. Po chwili młodzieniec słyszy nadlatujący helikopter. Zatrzymując się zaczyna go obserwować. Tym razem leciał on z innego miejsca w mieście. Mike zaczyna się zastanawiać, czy to wszystko co się tu dzieje to nie jest upozorowane, lecz dlaczego rząd tworzyć broń biologiczną i testować ją na mieszkańcach swojego kraju? To pytanie dręczy chłopaka przez całą drogę. W pewnym momencie zaczyna padać deszcz. Urwanie chmury. Chłopak dojeżdża do jednostki wojskowej i wysiada z samochodu obserwując dokładnie wszystko dookoła, lecz jedyne co widzi, to pustka. Baza składa się z trzech budynków i jednej niskiej budowy przypominającej wejście do podziemnego parkingu lub schronu. Wszędzie leżą łuski po kulach, lecz nie widać żadnych zwłok, ani śladów krwi. Zastanawiając się do czego mogli strzelać rusza do pierwszego budynku po lewej. Wchodząc do niego, zauważa długi biały korytarz z kilkoma drzwiami po bokach. Bez zastanowienia rusza zbadać budynek. Mike otwiera pierwsze drzwi po lewej i zaczyna przeszukiwać pomieszczenie. Znajdują się w nim dwie duże drewniane szafy, umywalka, lodówka, nieduży drewniany stół na środku i cztery krzesła. Pokój wygląda podobnie do małej jadalni. Mike zaczyna przeszukiwać szafki. W jednej znajduje dwie duże torby z ubraniami do gastronomii. Chłopak wyciąga ciuchy i bierze torby ze sobą. W drugiej szafie znalazł puszki z gotowym obiadem dla żołnierzy. Kolejny sukces. Po zapakowaniu prowiantu, zagląda do lodówki. Znajduje się w niej zamrożona woda, zamrożone piersi z kurczaka i małe pudełko. Młodzieniec wyciągając pudełko zauważa na nim napis "Prezent za otrzymaną karę." Zaciekawiony otwiera pudełko, po czym odruchowo ją upuszcza na ziemię. Znajduje się w niej zgniła kanapka z odchodami.

- Mieli dziwne poczucie humoru.

Po splądrowaniu pomieszczenia, Mike bierze się za kolejne, lecz tu go szczęście opuściło. Reszta pokoi była pusta. Chłopak wychodzi z budynku i kieruje się z torbami do następnego. Przechodząc obok tajemniczego wejścia, słyszy dziwne trzaski z wewnątrz. Gdy nastolatek podchodzi do drugiego budynku, zaczyna czuć jakby ktoś go obserwował, lecz rozglądając nie zauważa nikogo. Gdy chłopak otwiera drzwi, uderza w niego silny odór zgniłego mięsa. Zniesmaczony idzie w głąb budynku. Dookoła niego leżą rozszarpane zwłoki żołnierzy. Budynek składa się z jednego wielkiego pomieszczenia przypominającego punkt medyczny. Chłopak zaczyna szukać czegoś przydatnego. W jednej z metalowych szafek znajduje bandaże, leki i inne tego typu przedmioty. Chłopak ładuje wszystko do torby.  Jego wzrok przyciąga druga, zakrwawiona szafa z której wystaje brązowy pasek. Otwierając ją zauważa arsenał broni. Mike zaczyna się zastanawiać jaki był powód umieszczenia w punkcie medycznym tak duży zestaw broni. Po chwili chłopak zaczyna wrzucać wszystko do torby. W głębi duszy Mike cieszy się z zdobyczy, albowiem nie będzie miał więcej problemu z brakiem amunicji i broni, lecz na jego twarzy dalej pozostaje zimny wyraz. Młodzieniec spogląda na zegarek i widzi że jest już 14:02. Chłopak jest zdziwiony, że czas jego pobytu w jednostce wojskowej tak szybko zleciał. W pośpiechu rusza do wyjścia. Spokojnym, lecz przyśpieszonym krokiem idzie do samochodu by wrzucić torby z zdobyczą na tył pojazdu. Chłopak odwraca się i widzi że został mu jeden, mały budynek do zbadania zanim ruszy do tajemniczego obiektu. Bez zastanowienia rusza do kolejnych drzwi. Idąc, ponownie słyszy w oddali kolejny helikopter.

- Coś często tu latają.

Mike wchodzi do budynku. Jest to małe pomieszczenie przypominające biuro jednoosobowe. Na biurku zauważa jakieś dokumenty. Mike nie dowierza oczom. Są to wszystkie plany i doświadczenia, które odbywały się w tej jednostce. Chłopak z zawziętością szuka coś na temat epidemii, po czym po chwili znajduje bardzo interesujący dokument.

WYNIKI BADAŃ/DIAGNOZA KOŃCOWA - RAPORT
Badania przebiegły zgodnie z planem. Wirus Omega stał się stabilny, poprzez połączenie wszystkich komórek z komórką macierzystą. Jego efektem są pocenie, obumieranie organów wewnętrznych, nagły przypływ agresji, a następnie śmierć, lecz po 20 minutach mózg znów zaczyna pracować. Niestety, tylko instynkt głodu i przetrwania zostają wznowione. Pacjenci nie kontaktują się z rzeczywistością. Zachowują się jak wściekłe zwierzęta. Obrażenia po ostrzach czy nawet po kulach nie dają najmniejszego skutku by ich zabić. Tylko po przez uszkodzenie mózgu można zlikwidować zarażonego.
PODSUMOWANIE
Wirus Omega samodzielnie ewoluował do ostatniego stopnia i jest gotowy do użytku jako broń biologiczna.

Po chwili Mike znajduje kolejny ciekawy dokument.

RAPORT SYTUACYJNY
01.12.16r. - Projekt Zero został ukończony pomyślnie. Pacjent zostaje przeniesiony do bezpiecznego pomieszczenia w laboratorium i będzie uśpiony, aż do jego zapotrzebowania. Wszystkie wyniki są w normie. Pacjent jest odporny na kule, lecz nie do końca. W 100% jest odporny na niskie i wysokie temperatury, porażenia prądem, potrafi sprawnie funkcjonować pod wodą dzięki komórkom w jego ciele, które absorbują powietrze. Potrafi podnosić obiekty 5000kg cięższe od niego. Podsumowując, Projekt Zero, pierwszy super żołnierz stał się istotą doskonałą.
04.12.16r. - Szczepionka nr 3 zostaje przeniesiona do bunkru, gdzie będzie pilnowana przed 24 godziny na dobę. Wirus jest w pełni gotów do załadowania do głowicy.
06.12.16r. - Wirus Omega wydostał się na wolność. Jeden z naukowców posunął się do dezercji i zagroził całemu miastu jak nie światu zagładą. Został on uznany za wroga publicznego nr 1 i został zlikwidowany. Została ogłoszona ewakuacja. Rząd nakazał pozostawienie połowy mieszkańców w mieście, by sprawdzić działanie wirusa w dużych skupiskach. Miasto zostało zamknięte i stało się miejscem testowym, które zostało objęte tajemnicą państwową. Jeżeli wirus wymknie się z pod kontroli i wyjdzie poza mury strefy testowej, nakazane jest użycie ładunków atomowych o małej sile rażenia w celu zniszczenia miasta w raz z dowodami istnienia wirusa.

Czytając to Mike nie dowierza oczom. Rząd wykorzystał bezbronnych ludzi do swoich badań. W chłopaku zaczyna jeszcze bardziej rosnąć nienawiść, a za razem gniew. Nagle ktoś łapie za klamkę. Zaskoczony przeskakuje biurko i chowa się pod nim. O jego uszy obija się dźwięk ciężkich butów. Mike wychylił lekko głowę za biurko. Stoi przed nim dwóch uzbrojonych żołnierzy. Mają na sobie czarno-szare mundury w moro, czarne kamizelki, czarne hełmy, czarne maski gazowe i ciężkie uzbrojenie. Chłopak wie że jeżeli da znak swojego pobytu, może się to dla niego źle skończyć. Nagle jeden z nich bierze do ręki krótkofalówkę.

- Baza tu Sprzątacz, odbiór.
- (radio) Tu baza.
- Jesteśmy w jednostce wojskowej w Angel City. Kurs 003, ostatni.
- (radio) Przyjąłem. Znaleźliście ostatnie dowody?
- Niestety nie. Jesteśmy w ostatnim budynku i nigdzie nie ma dokumentów.

Chłopak zauważa kartki obok siebie, które musiał zrzucić gdy przeskakiwał przez biurko. Delikatnie przysuwa je do siebie.

- (radio) Zrozumiałem. A co z obiektem "Zero"?
- Jest zamknięty.
- (radio) Zbierajcie się powoli. Transport powietrzny będzie czekał na was przed bramą miasta.
- Przyjąłem, bez odbioru.

Nagle ktoś znów wchodzi do pokoju.

- No! W końcu jesteś! Gdzie tak długo byłeś?
- Kurwa... Jakiś debil zastawił wiazd czerwonym pickup'em gdy ewakuował się z miasta.
- Znalazłeś coś?
- Nie. Szczepionki są w laboratorium.
- Cholera, tam jest "Zero".
- To co robimy?
- Jak to co?... Dowodów nie ma, więc jak na razie przerywamy misję i wracamy do domu.

Żołnierze wychodzą z pomieszczenia. Mike analizuje rozmowę, lecz nic nie rozumie.

- Kto to jest "Zero"? I kim oni byli?

Zaniepokojony wstaje i powoli podchodzi do drzwi wsłuchując się w dźwięki z zewnątrz. Nagle słyszy odpalanie silnika. Odjechali. Wychodząc chłopak sprawdza czy samochód z torbami stoi w miejscu. Na szczęście nie zainteresowali się tym pojazdem. Zaciekawiony całą sytuacją podchodzi do grubych metalowych drzwi. Obok znajduje się panel z klawiaturą liczbową. Spoglądając w dokumenty, nie znajduje niczego przydatnego. Po schowaniu dokumentów do kurtki, chłopak rozmyśla jak otworzyć drzwi nie znając kodu. Po chwili próbuje improwizować i strzela w panel. Cudem udaje mu się. Drzwi się otwierają. Mike widzi przed sobą zejście w dół. Chłopak bierze do ręki karabin i wolnym krokiem schodzi w głąb. Na dole znajduje się ogromne laboratorium, które wygląda jak pomieszczenie na statku kosmicznym. Chłopak ostrożnie się rozgląda. Na ziemi leży kilka zwłok naukowców, lecz nie wyglądają na zabitych przez trupy czy ludzi. Chłopak zauważa na jednym z blatów trzy fiolki z niebieskim płynem. Gdy zbliża się do nich, zauważa także kartkę pod nimi. Wyczytuje z niej, że są to trzy jedyne fiolki z antidotum na wirusa omega. Chłopak wpadł w euforię. Mike od razu chowa je do kieszeni, lecz gdy sięgał już za trzecią fiolkę, coś zatrzęsło ziemią i przewróciło chłopa. Chłopak wstając patrzy się za siebie. Nagle coś z kłębów kurzu i gruzu rzuca w niego blatem laboratoryjnym. Chłopak w ostatniej chwili unika i od razu wstaje celując przed siebie. Z dymu wyłania się potwór. Mike nie dowierza oczom. Widzi przed sobą dwumetrowego zmutowanego człowieka w stroju żołnierza. Jest cały w sinym kolorze, jego ubranie jest porwane, na jego ciele widoczne są ogromne, grube żyły, jego prawa ręka jest cała umięśniona a na dłoni ma trzy ogromne ostre szpony, lecz lewa ręka wygląda normalnie. Z twarzy przypomina trupa, ale wygląda na o wiele potężniejszego.

- To musi być ten cały "Zero".

Potwór zaczyna krzyczeć, a Mike celuje mu w głowę. Po chwili Zero rusza w chłopaka. Skupiony zaczyna strzelać do biegnącego mutanta, lecz kule nie zadają mu nawet najmniejszych obrażeń. Gigant dobiega do Mike'a i zamachuje się, lecz ten unika śmiertelnego ciosu wciąż strzelając. Widząc, iż kule wciąż nie dają żadnego skutku, zaczyna rozmyślać nad nowym planem działania. Chłopak zaczyna strzelać w różne części ciała mutanta, by znaleźć jakiś słaby punkt, lecz bezcelowo. Zero idzie w stronę młodzieńca patrząc na niego, jakby Mike zabił mu wszystkich bliskich. Cofając się, nastolatek się potyka o kawałek ściany. Potwór podchodzi do chłopaka, łapie go i wyrzuca z laboratorium jak nic nie ważącą kukiełkę. Obolały wstaje i bezradnie patrzy jak pełen furii mutant idzie w jego stronę. Mike rzuca karabin na ziemię i wyciąga maczetę zza pleców. Wiedząc, iż zaraz zginie, próbuje chociaż osłabić Zero, by w razie gdyby miał szczęście i przeżył, mógł go wykończyć. Ledwo trzymający się na nogach chłopak powolnym krokiem podchodzi do potwora. Zero łapie go swoją normalną ręką za szyje i podnosi. Po chwili Mike wbija mu maczetę w głowę. Z bólu mutant rozcina mu klatkę piersiową swoją zmutowaną dłonią i wyrzuca na ziemię  krzycząc i wymachują rękoma jak szalony. Chłopak leży i obserwuje z lekkim uśmiechem na twarzy jak Zero cierpi. Nagle przed oczami zaczyna robić mu się ciemno. Obraz się zamazuje. Ostatnie co udaje mu się usłyszeć to lekko wygłuszony dźwięk ciężkiego karabinu. Mike traci przytomność.

sobota, 27 września 2014

NAJGORSZA NOC

Mike godzi się z porażką i w spokoju zamyka oczy. Mutant powoli zbliża się do chłopaka, jakby myślał że ten zaraz zaatakuje. Kładąc swoje zimne jak lód ręce na nogi Mike'a, zbliża swoją twarz do niego i zaczyna go obwąchiwać. Młodzieńcowi zaczynają się ukazywać obrazy z przeszłości. Jego wspaniale spędzone chwile z Megan, braterskie żarty z Josh'em i wiele innych. Jego ciało zaczyna przechodzić kojące ciepło i spokój. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Bestia wyciąga rękę i zamachuje się by zadać ostateczny cios swojej ofierze, gdy nagle z zewnątrz dochodzi głośne, niskie wycie. Mutanty zaczynają się w pośpiechu rozpraszać, po czym znikają. Mike powoli otwiera oczy i rozgląda się. Nie widząc bestii, bierze głęboki wdech i wstaje. Rozglądając się, kieruje się w stronę ciężarówki. Nagle czuje lekkie trzęsienie, jakby coś ogromnego przechodziło obok sklepu. Zaniepokojony zmienia magazynek i szykuje się do kontrataku. Trzęsienia są co raz częstsze i silniejsze. Nastolatek w skupieniu celuje w stronę wyjścia idąc powoli do tyłu. Jego serce zaczyna bić co raz wolniej, jakby czas zaczął zwalniać, jego oddech stał się płytki, a wzrok jest skupiony na wejściu. Nagle coś uderza w prawą ścianę od chłopaka. Odwracając się w stronę zniszczenia, chłopaka oczom ukazuje się ogromny potwór przypominającego wyrośniętego wilka. Monstrum jest cały w bliznach i prawie bez sierści, jego łapy są umięśnione, jakby ktoś go faszerował sterydami, jego zęby wyglądają jak ostre sople z lodu, jego oczy są przekrwione, lecz tęczówka wydaje się jakby świeciła na czerwono. Chłopak wpatruje się w gigantycznego wilka z nie dowierzaniem i zaczyna powoli się cofać. Przechodzący ciało młodzieńca strach próbuje sparaliżować wszystkie jego mięśnie, lecz Mike nie pozwala na to. Wilk zbliża się do zestresowanego chłopaka. Mike unosi lufę karabinu w stronę wilka. Przez jego głowę przechodzą tysiące różnych myśli. Nagle przez chwilę o kąt oka odbił się bardzo jasny błysk z zewnątrz. Skupiony na wielkiej bestii, zaczyna się co raz szybciej cofać. Po chwili bestia atakuje. Chłopak nastolatek odskakuje i zaczyna biec w głąb centrum handlowego. Wilk rusza za nim. Uciekając, zdesperowany zaczyna strzelać do potwora, lecz nie trafia go. Mike dobiega do rozwidlenia. Gdy wilk zbliża się do chłopaka, ten zaczyna biec w lewo. Jego głowie automatycznie utworzył się plan ucieczki. Chłopak zatacza koło w sklepie, aby móc zdążyć wsiąść do pojazdu i uciec do azylu. Wilk biegnie za nim niszcząc wszystko po drodze. Z niebywałą prędkością bestia dogania chłopaka i uderza go pyskiem z taką siłą, że Mike wleciał do jednego ze sklepu rozbijając przy tym szybę, jakby był zwykłą lalką. Obolały chłopak próbuje się podnieść, lecz w jego prawej nodze tkwi kawałek szkła.

- To chyba jakieś żarty...

Wilk rusza dalej jakby zgubił trop. Wykorzystując okazję, nastolatek zaczyna się kierować w jakieś bezpieczniejsze miejsce, aby obmyślić plan działania. Z oddali słychać jak bestia niszczy dalszą część centrum handlowego. Kulejący i obolały ukrywa się za jednym z filarów. Nagle wilk staje w miejscu tuż za Mike'iem. Chłopak próbuje spowolnić oddech, lecz ból mu na to nie pozwala. Gdy gigant rusza dalej, Mike'owi zaczyna burczeć w brzuchu. Słysząc to, wilk niszczy filar swoją ogromną łapą. Chłopakowi udaje się uciec z pod spadających w dół kawałków budynku, gdy po chwili pęka mu kawałek wystającego z nogi szkła. Nastolatek zaczyna rozpaczliwie krzyczeć z bólu. Śliniący się wilk zaczyna zbliżać się do chłopaka, który próbuje się doczołgać z powrotem do głównej hali. Gdy bestia otwiera pysk i szykuje się do ataku, Mike strzela w niego trafiając go w gardło, zyskując przy tym czas na ucieczkę. Wilk wpada w furię. Gdy oboje znajdują się w hali, chłopak ponownie zauważa błysk z zewnątrz. Nagle słyszy głośny huk, po czym w wilka trafia rakieta. Nie wiedząc co się dzieje, Mike wykorzystuje sytuację i rusza jak najszybciej potrafi do pojazdu. Gdy chłopak odwraca na chwilę wzrok w stronę wilka, zauważa iż dostał w oko. Mike wsiada do ciężarówki i bez zastanowienia ucieka z centrum handlowego. Będąc w drodze do azylu, chłopak zastanawia się kto mógł mu pomóc. Nagle na jego twarzy ponownie pojawił się uśmiech.

- Nie jestem tu sam.

To dla Mike wspaniała wieść. Chłopak zaczyna nabierać pewności siebie. Dla samotnego człowieka, który żyje w czasach apokalipsy zombie, wieść o tym, iż jest ktoś jeszcze, kto przeżył zagładę, jest jak bochenek chleba dla głodującego przez kilka dni bezdomnego. Zbliżając się do bazy, Mike zaczyna analizować zachowanie wrogów. Dowiedział się, iż trupy występują najczęściej w grupach i są dość szybkie, a także jest ich bardzo mało w nocy, mutanty, których od teraz nazywa "ślepymi" są bardzo szybkie, potrafią chodzić po ścianach i występują tylko gdy słońce zniknie z horyzontu, a to znaczy że są wrażliwe na światło słoneczne, wilki występują bardzo rzadko, lecz trzymają się w grupach i są bardzo inteligentne, a także mają swojego przywódcę, który ma 3 metry wysokości i ma niewyobrażalną siłę. Mike zatrzymuje ciężarówkę przy bazie. Wysiadając od razu kieruje się do środka, by odpocząć, coś zjeść i opatrzyć ranę. Chłopak otwiera wiszącą na ścianie apteczkę i bierze z niej szczypce, bandaże i wodę utlenioną. Siadając na łóżku, przeszedł  go nieopisywalny ból promieniujący z nogi na całe ciało. Mike rozrywa nogawkę, po czym zawiązuje bandażem nogę nad raną, by zablokować dopływ krwi i ostrożnie zaczyna wyciągać szczypcami kawałek szkła. Niedoświadczony w medycynie sprawia sobie przy tym wiele bólu. Młodzieniec wyciąga szkło bardzo powoli i ostrożnie. Krew leje się na ziemię jak z kranu. Mike zaciska zęby i wyciągając gwałtownie szkło z rany zaczyna krzyczeć. Po chwili udaje mu się. Od razu bandażuje ranną nogę i kładzie się na chwilę na łóżku. Czekając aż ból trochę ustąpi, zaczyna myśleć o zaistniałej w centrum handlowej sytuacji. Nastolatek zaczyna się zastanawiać kto to mógł być i skąd ta osoba ma tak silną broń, a co najważniejsze, czy osoba jest nastawiona wrogo czy może pokojowo. Po chwili odpoczynku, chłopak wstaje i kulejąc idzie coś zjeść.

- Hmm... Zbyt dużego wyboru nie mam... Fasolka, fasolka, fasolka, klopsy, o jest jeszcze fasolka, a to zjem chyba fasolkę.

Magazyn z żywnością jest dobrze wyposażony. Znajduje się w nim skraplacz wodny z filtrem, mała kuchenka z piecem, a także mała zamrażalka. Po przygotowaniu sobie jedzenia, młodzieniec wraca do pokoju i siada na łóżku zastanawiając się znów nad swoim życiem, lecz teraz jego charakter stał się silniejszy. Jego spojrzenie zaczęło się robić bezduszne, podobne do morderców z filmów gatunku horror. Mike zaczynał się zastanawiać po co ktoś z taką siłą zbrojną miałby go ratować, skoro posiada taki potężny arsenał jak granatnik rakietowy RPG. Chłopakowi zaczęły wchodzić do głowy straszne myśli. Postanowił, iż nie będzie nikomu ufał, albowiem ci którzy przeżyli mogą wykorzystać jego zaufanie i zabrać mu wszystko co ma, a potem zabić. Młodzieniec zmienił się w kilka minut z przestraszonego chłopaka w zawodowca bez skrupułów. Po zjedzeniu, chłopak położył się spać, by następnego dnia zacząć rozbudowywać swój azyl.
Chłopak budzi się cały spocony. W powietrzu wyczuwa siarkę. Rozglądając się zauważa że wszędzie jest szaro od dymu. Zaskoczony wyskakuje z łóżka i chwyta za broń. Kierując się w samych spodniach w stronę drzwi, chłopak czuje straszny gorąc z zewnątrz. Gdy otwiera drzwi, jego oczom ukazuje się widok płonącego miasta Angel City. Wszędzie unoszą się kłęby dymu i popiół, budynki, samochody, a nawet ulice stoją w ogniu. W jego stronę kieruje się armia płonących trupów. Chłopak bez zastanowienia zaczyna w nich strzelać. Zabijając jednego, pokazuje się następny. Zmieniając magazynek, zauważa krążące nad nim czarne istoty podobne do ludzi, lecz z skrzydłami. Ich krzyki osłabiają chłopaka zmuszając go do opuszczenia broni i zakrycia uszów. Nagle wszystko ustało. Trupy i latające potwory zniknęły. Z kłębów dymu zaczyna wyłaniać się jakaś postać. To Megan. Chłopak widząc ją, nie dowierza oczom. Jest cała i zdrowa, tylko lekko ubrudzona od unoszącego się w powietrzu pyłu.

- Mike... To ty?

Chłopak obserwuje ją z niedowierzaniem. Jego serce zaczyna bić co raz szybciej, a ciało weszło w stan paraliżu.

- Megan?
- Mike!
- Megan! Ty żyjesz!

Dziewczyna zaczyna biec w stronę chłopaka. Nastolatek zaczyna rozkładać ręce by móc przytulić swoją ukochaną, gdy nagle zamienia się w trupa. Mike odruchowo łapie za broń i nie celując zaczyna strzelać, kierując przy tym broń w stronę dziewczyny. Seria kul przeszyło jej ciało na wylot. Mike z niedowierzaniem zaczyna klękać rozpaczliwie na rozpalonej ziemi. Jego twarz zalewają łzy. Młodzieniec przystawia sobie karabin po czoła.

- Tym razem się nie zawaham.

Załamany ciągnie za spust. Nic. W magazynku zabrakło amunicji. Zdesperowany nastolatek wyrzuca karabin i zaczyna z wściekłości uderzać w gorącą ziemię. Po kilku uderzeniach, na jego kostkach pojawiła się krew. Nagle Mike słyszy ponownie głośny krzyk latających potworów. Młodzieniec kładzie się na ziemi z bólu i bezsilny obserwuje jak gromada ptako-ludzi leci w jego stronę. Potwory osiadają go ze wszystkich stron i zaczynają wgryzać się w jego ciało, przy okazji je rozszarpując. Po chwili chłopak się budzi i zaczyna się rozglądać.

- ... to tylko zwykły koszmar...

Niewyspany patrzy na zegarek, który pokazuje 7:42. Mike zaczyna się ubierać, gdy nagle spoglądając na listę i przypominając sobie wczorajszą sytuację zmienia plan. Chłopak decyduje się na podróż do jednostki wojskowej w poszukiwaniu broni i wyjaśnienia kataklizmu. Nastolatek powoli otwiera drzwi od bazy i rozgląda się. Wszystko wygląda normalnie. Uspokojony przechodzi obok ciężarówki rozglądając się za pojazdem, którym mógłby się szybko przemieścić, ale także mógłby zabrać trochę broni z jednostki. Nastolatek zauważa czerwonego pickup'a do którego od razu wsiada. Nie szukając kluczyków, otwiera obudowę od stacyjki i odpala samochód po przez połączenie dwóch kabli. Pełny niewytłumaczalnej nienawiści rusza do jednostki wojskowej.

niedziela, 21 września 2014

WCIĄŻ COŚ NOWEGO

Jest drugi dzień katastrofy. Mike budzi się i rozgląda z nadzieją, iż to był tylko zły koszmar, lecz mylił się. Załamany chłopak siada na łóżku i próbuje się przyzwyczaić do całej sytuacji, lecz jest mu trudno. Chwilę później wyciąga telefon z kieszeni, by sprawdzić godzinę, lecz bateria została rozładowana. Zdenerwowany rzuca telefonem w ścianę, niczym miotacz, podczas meczu baseball'owego. Chłopak ubiera się, zarzuca na siebie pasek do którego jest przypięty karabin i rusza w stronę wyjścia, by zacząć swój pierwszy plan. Otwierając powoli drzwi, rozgląda się za trupami. Teren czysty. Wychodząc Mike podchodzi do krzaków, w których ostatnio słyszał szelest, lecz nie znajduje niczego ciekawego. Młodzieniec zastanawia się jak może zabezpieczyć swój azyl przed wrogiem. Wpada na pomysł by rozstawić pułapki i zamontować kamery, w razie niespodziewanych hord, lecz do tego jest mu potrzebny ktoś, kto zna się na elektryce i technologii nowoczesnej. Mike rusza w stronę znanego mu zakładu do spraw remontowych. Idąc zauważa że ulica jest w miarę czysta, więc wsiada do pierwszego lepszego samochodu i próbuje go odpalić. Silnik dyszy, lecz nic z tego. Zirytowany wysiada i rusza na piechotę. Po pewnym dystansie jego oczom ukazuje się dziwny obiekt na niebie. Przekonany że to nie jest zwykły ptak, obserwuje jego tor lotu. Obiekt zaczyna się zniżać. To helikopter. Mike z nadzieją na ratunek zaczyna strzelać w ich stronę, by zwrócić na siebie uwagę, lecz bezcelowo. Helikopter znika z pola widzenia, a Mike zastanawiając się po co tędy przelatywał rusza dalej. Żrący odór zgniłego mięsa przestał przeszkadzać chłopakowi w normalnym funkcjonowaniu. Chłopak się zatrzymuje. Przed nim stoi sprawnie wyglądający samochód otoczony przez trupy. Mike się skupia i zaczyna celować w nich. Jest pewien, iż posiadając jeszcze trzy dodatkowe magazynki powinien przetrwać podróż. Chłopak zaczyna precyzyjnie strzelać im w głowy. Broń się zacięła, a w jego stronę kierują się trzy trupy. Chłopak puszcza karabin i wyciąga maczetę. Z lekkim zdenerwowaniem zaczyna walczyć wręcz z zabójczymi wrogami. Trup zamachuje się ręką, lecz Mike unika, po czym przecina trupa w pół i zgniata głowę butem. Zostało jeszcze dwóch. Nastolatek zaczyna biec w ich stronę. Z pełnym rozpędem wślizguje się po ziemi między trupami prostu do samochodu. Chłopak wstaje i od razu wsiada do pojazdu zamykając drzwi i okno. Zaobserwował, że trupy wolno się odwracają co może wykorzystać w przyszłości. Mike znajduje kluczyki w stacyjce i próbuje odpalić samochód. Po chwili silnik załapuje. Uśmiechnięty rusza w stronę swojego celu, lecz ostrożnie, albowiem Mike nigdy nie jeździł samochodem. Przed nim ukazuje się horda zombie. Podniecony ze szczęścia, ciśnie pedał gazu z całej siły i wjeżdża prostu w wrogów. Chłopak czuł się jak w grze komputerowej przejeżdżając sobie swobodnie żywe trupy.

- Zaczyna mi się to podobać.

Gdy zakład był tuż za zakrętem, samochód zgasł i stanął w miejscu. Zdenerwowany rozgląda się i zauważa, iż wokół niego nagle pojawiła się mgła. Zaniepokojony łapie za klamkę, lecz w ostatniej chwili o jego uszy obił się dźwięk zwierzęcego wycia, podobnego do wilków. Mike patrzy przez okno w drzwiach i zauważa ruch we mgle. Kilka postaci, jakby zwierzęta. Chłopak nie dowierza oczom. W jego stronę spokojnym chodem kieruje się mała wataha wilków, lecz wyglądały inaczej niż inne wilki. Po chwili na maskę wskakuje kolejny wilk. Przestraszony przygląda się zwierzęciu. Oczy wilka są całe zakrwawione, zęby wyglądają jak brzytwy, kolor sierści przypomina kolor popiołu, a na ich tułowiu trzyma się jakaś dziwna narośl, która przypomina zmutowane serce. Wilk zaczyna pyskiem uderzać w przednią szybę. Idąca w jego stronę wataha otacza pojazd i atakuje go ze wszystkich stron. Jeden z wilków zaczyna gryźć przednią oponę. Mike w panice próbuje ponownie odpalić samochód, a gdy mu się to udaję, od razu rusza przejeżdżając wilkowi głowę. Drugi wilk, który znajduje się na masce zasłania widok Mike'owi i przez to wjeżdża w latarnię miażdżąc przy tym wilka. Chłopak łapie za karabin i wysiada. Bez zastanowienia zaczyna strzelać w dzikie bestie, lecz ciężko je trafić, albowiem zachowują się jakby znały tor lotu kul i unikają je. Udaje mu się zabić biegnące w jego stronę wilki, lecz na samochodzie ukazuje się kolejny wilk, który znajduje się za nastolatkiem. Nic nie świadomy odwraca się powoli w stronę pojazdu, a wilk skacze w prost na niego wytrącają broń z rąk Mike'a. Chłopak trzyma bestie za szyję i próbuje ją udusić, lecz nic z tego, jakby wilk nie oddychał. Narośl przypominająca serce zaczyna bić co raz szybciej i głośniej. Chłopak dochodzi do wniosku, iż to musi podtrzymywać wilki przy życiu. Mike puszcza jedną rękę z wilka i sięga bo maczetę. Wyciągając ją, wilk naciera co raz bardziej. Jego pysk prawie dotyka nosa chłopaka. Zaniepokojony gwałtownie wyciąga broń i z całą siłą wbija w szyje wilka przewracając go na ziemię. Widząc że wilk nadal żyje, dźga go po całym ciele, lecz bezcelowo, więc Mike odwraca go i szybko wbija maczetę w narośl. Wilk od razu zginął. Zmęczony i cały we krwi, wstaje i patrzy się na martwe zwierzę.

- Wirus pewnie zmutował i teraz zaraża także zwierzęta... Muszę być czujny.

Mike wraca po upuszczoną broń, po czym idzie do zakładu. W środku, uwagę przyciągają leżąc sterta drewna, a w niej długie kije z ostrym zakończeniem. Chłopak zostawia je na drugi plan i rusza dalej. Spacerując po zakładzie, w dziale elektronicznym znajduje małe transformatory, a także kamery. Ucieszony rusza w stronę wyjścia parkingowego, w celu sprawdzenia czy są tam pojazdy, które mogłyby pomieścić cały sprzęt, który chce ze sobą wziąć. Stoją tam dwie duże ciężarówki. Z uśmiechem na twarzy wraca po swoje rzeczy. Zabiera ze sobą dwa transformatory, kilkanaście metrów kabla, cztery kamery, a także kilka prętów i innych drobiazgów. Po załadowaniu, przypomniał sobie o ostrych kijach. Wracając rozgląda się za trupami, lecz dziwnym trafem ich nie spotyka. Gdy Mike doszedł do sterty drewna, pociąga za jeden z patyków zwalając całą stertę na ziemię. Wystraszony od razu łapie za karabin i rozgląda się za trupami, lecz nikogo nie ma. Zaniepokojony zabiera wszystkie ostre kije i ładuje do ciężarówki. Wsiadając do niej zauważa CB radio. Z nadzieją, że ktoś może próbować się kontaktować, łapie za mikrofon, włącza radio i próbuje nawiązać kontakt.

- Halo. Jeżeli ktoś mnie słyszy, niech odpowie.
- (szum)
- Jeżeli ktoś mnie słyszy, niech odpowie lub kieruje się w stronę schronu antyrakietowego na południowym obrzeżu miasta.
-(szum)

Rozczarowany chłopak odkłada mikrofon, po czym odpala silnik i rusza w stronę wyjazdu. Każde niepowodzenie niszczy małą część Mike'a, lecz każdy sukces daje mu nadzieje na to, iż uda mu się przeżyć i uciec. Wracając do azylu, chłopak zauważa na swojej drodze wywrócony tir, którego nie widział jadąc do zakładu. Nastolatek zaczyna się obawiać, iż w Angel City jest coś o wiele groźniejszego niż wilki czy trupy. Rozglądając się za inną drogą do bazy, chłopak kantem oka zauważa leżący pod fotelem pasażera zegarek. Sięgając po niego słyszy głośne, lecz niskiego tonu wycie wilka. Zdziwiony z zegarkiem w ręku, łapie za kierownicę i skręca w uliczkę po prawej. Jadąc zakłada zegarek na rękę, po czym zauważa że jest 15:33. Do zmroku zostało mu trochę czasu, lecz nie wiadomo jak szybko dojedzie do bazy tymi ścieżkami. Mike wyjeżdża z mgły i kieruje się na główną trasę prowadzącą do azylu. Nagle Mike słyszy zza samochodu wybuch. Spojrzawszy w boczne lusterko, zauważa ogromną postać we mgle. Chłopak przyśpiesza. Jakiś czas później, Mike dojeżdża do azylu. Zegarek pokazuje 20:03. Jest ciemno, dlatego chłopak wychodząc z samochodu, od razu biegnie do drzwi azylu by je otworzyć i oświetlić otoczenie światłem z wewnątrz. Gdy Mike zaczyna wykładać rzeczy na ziemię, znowu zaczyna czuć jakby był obserwowany. Słyszy jak wokół niego ktoś chodzi. Chłopak wyczula zmysły i kontynuuje rozładunek. Gdy ciężarówka jest pusta, zanosi rzeczy do środka. Mike siada do biurka i zaczyna planować kolejny ruch. Po chwili namysłu decyduje się na zdobycie pożywienia, lecz najpierw musi rozwiązać sprawę z swoją nogą. Ból nie daje mu możliwości przemieszczania się pieszo na duże dystanse, a dobrze wie, iż czasami będzie musiał gdzieś pójść. Chłopak ściąga buta i delikatnie łapie za stopę, gdy nagle czuje na niej lekką wypukłość. Wybita kość. Mike cieszy się, że tylko na tym się skończyło, albowiem ze złamaniem byłby większy problem. Po chwili chwyta mocno za stopę i przekręca w bok. Ból przeszył jego całe ciało. Przez tą krótką chwile poczuł, jakby ktoś mu wszędzie wbijał igły. Stając już normalnie na nogi, kieruje się do wyjścia, a po drodze zabiera ze sobą latarkę i taśmę izolacyjną, którą wziął z zakładu. Chłopak wsiada do ciężarówki i rusza w stronę supermarketu, który znajduje się nieopodal. Wszędzie ciemno, nic nie widać, a światła w samochodzie ledwo pomagają. Chłopak bezpiecznie dojeżdża do sklepu. Budynek ma parter i pierwsze piętro, nie licząc podziemnego parkingu. Bez zastanowienia Mike parkuje tyłem do wejścia, ponieważ zaparkowaniem na parkingu jest bardzo ryzykowne, zwłaszcza w nocy. Montuje latarkę do broni za pomocą taśmy. Wchodząc do pomieszczenia, czuje straszny chłód, gorszy niż na dworze. Czujny młodzieniec powoli kieruje się w stronę działu spożywczego, który znajduje się na drugim końcu sklepu. Przechodząc przez środek zakładu, słyszy jak ktoś biega dookoła niego. Zauważa szybko poruszające się w cieniu postacie. Chłopak odbezpiecza broń i zaczyna celować do tajemniczych postaci, świecąc przy tym latarką. Dookoła jest ciemno. Jedynym ratunkiem jest latarka, która i tak mało daje. Postacie krążą wokół Mike'a. Nagle słyszy, jakby nad nim ktoś się wspinał. Przestraszony się odwraca i celuje w górę. Chłopak nie dowierza oczom.

- To nie są ludzie...

Nad jego głową wisi kilkadziesiąt dziwnych istot. Przez światło latarki, mutanty spoglądają na niego, lecz nie atakują go. Nagle jeden z nich schodzi na dół i powoli zbliża się do Mike'a. Chłopak zaczyna do niego strzelać, po czym do reszty mutantów. Potwory szybko się rozpraszają i znikają w ciemności. Nagle wszystkie atakują z różnych stron. Chłopak nie nadąża w celowaniu. Wycofując się, zostaje zaatakowany z góry przez jednego z mutantów, lecz chłopakowi udaje się uniknąć. Jedyne co udało mu się zaobserwować, to brak oczu. Zastanawia się jakim sposobem potrafią się przemieszczać i wykrywać cokolwiek, skoro nie mają oczu. Po chwili latarka zaczyna gasnąć. Zdenerwowany nastolatek próbuje się po raz kolejny wycofać do pojazdu, lecz jeden z mutantów pchnął go, po czym go wywalił. Mike'owi udaje się ponownie włączyć latarkę. Jego oczom ukazuje się ogromna ilość mutantów, które są wszędzie i zbliżają się do chłopaka. Mike zaczyna tracić wiarę w siebie. Chłopak się poddaje.


Witam moi drodzy czytelnicy. Chciałbym was uświadomić, iż od teraz będę wrzucał kolejne części co każdą sobotę i niedziele, ze względu, iż mam szkołę, pracę, itd. Tak więc w każdy weekend będę wrzucał dwie części. Proszę o wyrozumiałość i pozostanie tu, a najlepiej polecenie innym ;) Życzę wam udanego tygodnia.