Samochód pędzi przez miasto, pozostawiając za sobą tylko zapach spalin. Chłopak jedzie z ogromną szybkością zamykając prawie licznik. Skupiony widzi przed sobą starą stację benzynową. Zatrzymując się przy niej, nastolatek przypomina sobie dzieciństwo. To były wspaniałe chwile, lecz życie stało się męczarnią. Po lewej stronie widać wjazd na most. Mike rusza w jego stronę, lecz po chwili znów się zatrzymuje. Młodzieniec doszedł do wniosku, iż lepiej wrócić ciężarówką z arsenałem, niż przenosić wszystko z jednej do drugiej . Wysiadając z samochodu z karabinem, chłopak rusza dalej spokojnym krokiem. Po chwili widzi, że połowa mostu została zbombardowana. Idąc przed siebie, dochodzi do ciężarówki wojskowej. Mike podchodzi do tyłu pojazdu i otwiera drzwi. W ciężarówce znajduje się granatnik rakietowy RPG i zapas rakiet. Zadowolony wsiada do ciężarówki i odpala ją. Nagle słyszy krzyk trupów. Nastolatek zauważa pełno trupów wchodzących na most ze wszystkich stron.
- No pięknie...
Jest ich tak dużo, że nie da się ich nawet policzyć. Zombie atakują pojazd. Zdenerwowany rusza z miejsca, lecz ciężko mu to idzie, albowiem gdy przejeżdża każdego z nich, zwalnia. W chłopaku znów zaczyna pojawiać się uczucie strachu. Po chwili jeden z wrogów wybija szybę od strony pasażera i łapie Mike'a za gardło. Chłopak wyciąga pistolet z kabury i strzela mu w głowę, przyjmując na swoją twarz rozbryzk krwi. Przestraszony naciska z całej siły pedał gazu przejeżdżając jednego po drugim. Nagle udaje mu się przejechać dwóch ostatnich przed nim trupów i zjeżdża z zniszczonego mostu. Jadąc do bazy, łapie go deszcz. Ulica jest bardzo ślizga, więc Mike jedzie wolniej. Chłopak rozważa prośbę Paul'a. Wie, że jeżeli się zgodzi na współprace, to będzie mu się lepiej żyło, lecz nie wie czy do końca może im ufać. Nastolatek wieżdża na ostatnie skrzyżowanie w trasie powrotnej. Nagle coś uderza z ogromną siłą w prawą stronę ciężarówki przewracając ją. Pojazd dachuje w bok uderzając w budynek obok. Z pod maski zaczyna wydobywać się lekki dym. Mike otwiera oczy i zaczyna powoli wychodzić z wraku. Po jego twarzy, cieknie strumień krwi wydobywający się z głowy. Gdy chłopak staje na nogi, jego oczom ukazuje się Wilk Gigant stojący naprzeciwko niego. Chłopak ze strachu zastygł w miejscu. Nie wie co ma robić, a broń jest nadal w ciężarówce, lecz jest świadom, że jeżeli wróci się po nią to zginie szybciej niż stojąc w miejscu. Mike rozgląduje się i próbuje wymyślić jakiś plan ucieczki, lecz nic mu nie wpada do głowy. Bestia powoli rusza w jego stronę. Przerażony obserwuje nadchodzący koniec.
- Inaczej sobie wyobrażałem moją śmierć.
Młodzieniec wie, że zrobił błąd odmawiając pomocy, ponieważ teraz mogliby mu pomóc. Mike pada na kolana i zaczyna żałować swojej decyzji. Bezradny zamyka oczy, wszystko dookoła głuchnie.
- Skończ już ze mną. Mam dość...
Nagle nastolatek słyszy głośne uderzenie. Wilk leży, a przed nim stoi tir, który kieruje Paul. Starzec wysiada z pojazdu i podchodzi z Mike'a.
- Już się poddajesz? Myślałem, że jesteś twardszy.
Chłopak przygląduje mu się, jakby widział komiksowego bohatera z dzieciństwa. Po chwili na miejsce kierowcy przesiada się Amy i cofa tir.
- W porządku?
- T-tak... Ale jak wy...
- Obserwowałem Cie. Wiedziałem, że nie można Cie zostawić samego. - odpowiedział mu dumnym tonem, przerywając jego pytanie.
- Wstawaj, bierz broń i walcz z nami, chyba że nam nie ufasz?
Chłopak zaciska pięść i powoli się unosi.
- Myliłem się co do was... Wybacz...
- To nie mnie przepraszaj tylko Amy, ale to nie czas na rozczulanie się nad sobą. Spójrz...
Paul skina głową w stronę leżącego Giganta.
- To jeszcze nie koniec. Taka bestia jak on, nie zginie po uderzeniu tej kupy złomu. Idź po arsenał, ja będę Cie krył.
Chłopak rusza w stronę przewróconej ciężarówki. Nagle wilk wstaje.
- Dobra piesku... Czas nauczyć Cie szacunku do Pana.
Starzec celuje do wilka patrząc mu prosto w jego czerwone oczy. Wilk zaczyna warczeć, po czym głośno wyje. Mike łapie za granatnik i zmniejsza dystans między sobą, a Paul'em.
- Dziękuje. - mówi załamanym tonem nastolatek.
- Nie dziękuj... Wystarczy, że przyjmiesz propozycje współpracy.
- Zgoda.
Wilk gwałtownie rusza w stronę dwóch ocalałych.
- Ognia! - wykrzykuje z siebie z szerokim uśmiechem mężczyzna.
Paul zaczyna strzelać wilkowi w zdrowe oko. Będąc bliżej ludzi, bestia otwiera pysk by zaatakować, lecz młodzieniec wykorzystuje okazję i wystrzeliwuje rakietę do środka. Bestia się zatrzymuje i zaczyna wymachiwać głową we wszystkie strony. Wojownicy przegrupowują się. Paul każe dziewczynie odjechać w bezpieczniejsze miejsce. Mike ładuje kolejny pocisk, gdy starzec strzela w oszołomionego giganta.
- Załadowane!
- Dobra mam plan! Weź Amy i biegnijcie do tamtego niebieskiego pickup'a! Wysadzimy skurwiela!
Słysząc to, chłopakowi, także pojawił się uśmiech na twarzy. Mike biegnie do tira, otwiera drzwi i łapie przestraszoną dziewczynę za dłoń.
- Chodź ze mną!
- Gdzie!?
- Do tamtego samochodu!
- A tata!?
- Dołączy do nas!
Każda rozmowa odbywa się krzykliwie, ze względu na głośne ryki wilka i dźwięk wystrzałów. Dobiegając do samochodu, Amy wsiada na miejsce pasażera, po czym Mike gwiżdże w stronę Paul'a. Słysząc sygnał, wyciąga z kieszeni granat.
- Głodny!? To żryj to!
Po rzuceniu nim w bestie, mężczyzna od razu biegnie do młodzieży. Wilk odwraca głowę w stronę ocalałych i obrywa wybuchem w ranne oko. Bestia wpada w szał. Paul podbiega do Mike'a i daje mu karabin do rąk.
- Masz, ty strzelasz, a ja prowadzę.
- Gdzie jedziemy?
- Na stację benzynową obok mostu. Masz w niego strzelać by trzymać go za nami.
- Rozumiem.
Starzec wsiada za kierownicę. Chłopak wymienia się wzrokiem z Amy, po czym wskakuje na bagażnik.
- Dobra kundlu. Chodź.
Nastolatek uderza w dach samochodu dając sygnał, że jest gotów. Mężczyzna rusza z miejsca z piskiem opon. Gdy wilk dochodzi do siebie, zauważa, że ludzie odjeżdżają, po czym biegnie za nimi. Mike zaczyna do niego strzelać. Rządna krwi bestia taranuje wszystko na swojej drodze. Chłopak wciąż w niego strzela, lecz nie zadaje mu zbyt dużych obrażeń, ponieważ ciężko mu dokładnie celować będąc na jadącym samochodzie, aczkolwiek dzięki temu, wilk nie zwiększa dystansu między nim a pojazdem. Nagle Amy wychyla głowę za samochód.
- Zaraz będziemy na miejscu!
Mike pokazuje w jej stronę kciuk uniesiony w górę na znak, że zrozumiał. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech z lekką nutą podziwu. Po chwili zatrzymują się obok stacji. Wszyscy wysiadają z pojazdu i biegną, by ustawić się na swoich pozycjach.
- Dobra młody, plan jest następujący. Ja go wabię, przebiegam obok zbiorników, a ty stojąc z Amy za tamtym drzewem strzelasz jak tylko Ci dam znak.
- To ryzykowne.
- Bez ryzyka nie ma sukcesu. Będę strzelał w niego shotgun'em, by nagle nie zmienił celu.
- Mam nadzieje że wiesz co robisz.
Mike i Amy biegną za wskazane drzewo, aby się ustawić do strzału, a Paul strzela do wilka, prowokując go. Mężczyzna przechodzi obok zbiorników, a chłopak zaczyna w nie celować. Amy przygląduje mu się, jak w obraz. Gdy starzec odchodzi od zbiorników i widzi, że wróg znajduje się w odpowiednim miejscu, daje sygnał młodzieńcowi na strzał, lecz ten nie strzela.
- Co ty robisz!? Wal!
- Ale ty też dostaniesz!
- Nie pierdol głupot, tylko strzelaj do cholery!
- Kurwa...
Zdenerwowany ciągnie za spust. Kula wylatuje z lufy i leci prosto w jeden z zbiorników. Trafienie doprowadza do eksplozji, powalając Paul'a na ziemię i podpalając wilka.
- Tato! - dziewczyna biegnie w stronę swojego leżącego ojca.
- Amy stój! - krzyczy próbując złapać ją za rękę.
- Cholera!
Nagle z ściany ognia powolnym krokiem, wyłania się potwór.
- Nie możliwe...
Zaskoczony, a zarazem przerażony chłopak biegnie w stronę dwojga towarzyszy. Wilk rusza w ich stronę. Gdy Mike dobiega do Amy i Paul'a, powala dziewczynę dla jej bezpieczeństwa, podnosi strzelbę starca i zaczyna w niego strzelać. Po kilku strzałach, wilk zwalnia i zaczyna padać na ziemię. Po chwili płonący potwór leży. Zmęczony nastolatek powoli podchodzi do bestii. Nastolatka obserwuje walecznego Mike'a i nie dowierza oczom.
- Niesamowite...
Chłopak staje przed płonącym pyskiem ledwo żyjącego wilka i kieruje lufę pomiędzy jego oczy.
- Jedna bestia mniej...
Mike zadaje mu ostateczny strzał. Po chwili budzi się Paul.
- Wy-wygraliśmy? Zabiliśmy go?
- Tak tato, a raczej Mike go zabił.
- Niewiarygodne... Chłopak naprawdę ma w sobie to coś... Odwaga to za mało powiedziane.
Nagle młodzieniec odwraca się w stronę ocalałych, lecz gdy robi pierwszy krok w ich stronę, zaczyna go boleć głowa. Oboje nie wiedzą co się dzieje z chłopakiem. Nastolatek zaczyna znów widzieć oczyma Zero, lecz teraz są to tylko urywki. Po chwili Mike mdleje i upada na gorącą od wybuchu ziemię tuż obok martwego wilka.
piątek, 31 października 2014
niedziela, 26 października 2014
ANOMALIA
Mike rusza w stronę laboratorium. Ból na brzuchu nie daje mu spokoju, a na dodatek zaczyna go strasznie boleć głowa. Będąc w środku, rozgląda się za fiolką z antidotum. Chłopak przeszukuje każdy kąt. Po chwili znajduje go, lecz nie w całości. Blat laboratoryjny, pod którym leżała fiolka, zmiażdżył ją i szkło pękło. Pół antidotum szlak trafił. Zdenerwowany urywa kawałek materiału z koszulki, którą ma na sobie i szczelnie owija fiolkę. Antidotum jest na tyle gęste że nie przeniknie przez materiał. Po jakimś czasie nastolatek wychodzi i wraca do samochodu. Siedząc, cały czas przygląda się fiolce i przypomina sobie słowa Paul'a. Chłopak zastanawia się czy dobrze postąpił odrzucając pomoc jedynym ocalałym w Angel City. Nagle kątem oka zauważa kulejącego mężczyznę idącego w jego stronę. Mike przygląda się mu uważnie. Żywy. Młodzieniec wysiada z samochodu i zaczyna krzyczeć do rannego ocalałego.
- Hej ty! Chodź tu! Szybko!
Ocalały zareagował. Lecz na jego twarzy zastygło przerażenie.
- Słyszysz mnie!? Chodź zanim trup Cię zaatakuje!
Nagle Mike zauważa coś dziwnego za mężczyzną. Coś na czterech kończynach biegnie w stronę rannego. Nastolatek nie dowierza oczom. W ich stronę biegnie stado wilków. Z tego co udało mu się wyliczyć, jest ich z 10, a może nawet więcej.
- Gościu! Pośpiesz się!
Ocalały stanął w miejscu, po czym odwraca głowę zza siebie. Zdenerwowany chłopak sięga po, lecz gdy ma już ruszyć, zauważa że ranny mężczyzna zastygł w miejscu. Po chwili znów przenosi wzrok na Mike'a. Jeden z wilków rzuca się.
- Proszę... pomóż...
Ocalały pada na ziemię przyciśnięty ciężarem krwiożerczych bestii. Przerażony nastolatek cofa się do swojego pojazdu, po czym zamyka drzwi. Chłopak bezradnie obserwuje jak stado wilków rozszarpuje ciało niewinnego człowieka. Zaczyna rosnąć w nim poczucie winy. Przecież mógł go uratować, miał broń... Niestety, chłopak wiedział, że gdy zareaguje, wilki rzucą się także na niego, a to grozi śmiercią. Bezradny odpala samochód i odjeżdża, gdy jeden z wilków odprowadza go wzrokiem. Mike nie może się skupić na jeździe. Ciągle ma przed oczyma obraz, przerażonej twarzy mężczyzny. Od wybuchu epidemii minęło kilka dni, więc ten człowiek musiał sobie jakoś radzić. Może miał rodzinę, może dzieci lub towarzyszów broni?... Tego już nigdy się nie dowie. Młodzieniec kieruje się w stronę centrum handlowego, gdzie ostatnio zaatakował go wielki wilk. W azylu powoli zaczyna brakować jedzenia, więc chłopak musi uzupełnić zapasy. Niebo jest pochmurne. Słońce całkowicie zniknęło. Wszędzie jest ponuro i głucho. Jadąc samotnie przez martwe miasto, chłopak rozmyśla nad modyfikacją swojej bazy. Musi wykorzystać to, co udało mu się wziąć z magazynu. Dojeżdżając do centrum handlowego, zauważa jednego z ślepych wchodzącego do środka. Mike zatrzymuje się tuż przy wejściu. Wychodząc z pojazdu z karabinem zarzuconym na siebie, zaczyna się rozglądać za wrogiem, lecz nigdzie go nie widzi, jakby wyparował. Wchodząc obolały do środka, zaczyna się zastanawiać, dlaczego ślepi wybrali sobie akurat to miejsce na swoje gniazdo. Z tego co czuje i widzi, doszedł tylko do tego, iż jest tu dość wilgotno i ciemno, a także unosi się mdły zapach. Chłopak wchodzi do sklepu spożywczego. Bierze pierwszy lepszy karton i zaczyna pakować wszystkie produkty, które mają długi termin ważności. Niestety nie za dużo mu się udało tam znaleźć. Nie poddając się, Mike idzie do kolejnego sklepu. Po długim czasie zbierania prowiantu, chłopak załadował tylko dwa małe kartony jedzenia. Zawiedziony wsiada do pojazdu i wraca do azylu. Jest godzina 16:22. Mike wyciąga sprzęt na zewnątrz i zaczyna się zastanawiać od czego zacząć. Po chwili wpada na pomysł zamontowania monitoringu wejścia do schronu. Nie znając się zbytnio na elektryce i nowoczesnej technologii, chłopak zaczyna improwizować. Dwie godziny później, podjeżdża ciężarówka, którą prowadzi Paul. Mike w tym czasie akurat próbuje podłączyć okablowanie by monitoring zaczął działać. Wysiadając z samochodu, Paul przygląda się chłopakowi.
- Widzę że rana przestała dawać o sobie znać.
- Czego tu chcesz?
- Chciałem zobaczyć jak sobie radzisz.
- Jak widzisz, jestem zajęty.
Paul zamilkł. Stojąc przed Mike'em czuł straszliwy stres, jakby miał 5 lat i oglądał film gatunku horror. Starzec obserwuje co robi chłopak.
- Odwrotnie.
- Co?
- Podłącz kable odwrotnie.
Nagle młodzieniec rzuca narzędzia i wstaje odwracając się w stronę mężczyzny.
- Powiedz mi, czego ty u licha chcesz?
- Chcę Ci jeszcze raz, zaproponować współpracę. Masz wielki talent. Przydałbyś się nam. Poza tym, Amy cały czas o tobie gada. Marudziła mi bym zobaczył jak się trzymasz.
- Jak widzisz jestem jeszcze cały.
Patrzeli sobie na wzajem w oczy, lecz Paul nie wytrzymał presji i chłodnego uczucia, które wydawały oczy młodzieńca i odwrócił wzrok.
- Nie zmienisz zdania?
- Idź już. Robi się późno.
- Ehh... Jak chcesz...
Starzec rusza w stronę pojazdu obserwując kątem oka nastolatka.
- Jak chcesz wrażeń to jedź na most na zachodzie miasta. Jest tam podobno ciężarówka z potężnym arsenałem zbrojnym.
Mike nie reaguje na słowa Paul'a. Mężczyzna wsiada do pojazdu i odjeżdża. Chłopak zatrzymuje swoją pracę i zaczyna rozmyślać nad minioną sytuacją. Przypomina sobie tragedię spod jednostki wojskowej. Tamten człowiek potrzebował pomocy, choć przeżył dość długi czas w czasach epidemii. Możliwe że wkrótce Mike sam będzie potrzebował pomocy. Patrzy się na generator, po czym przekłada kable tak, jak mu radził Paul. Nagle chłopak zauważa wewnątrz bazy jasne światło. Wchodząc do środka zauważa włączone monitory. Kamery działają. Z ulgą i zmęczeniem, nastolatek kładzie się do łóżka, by kontynuować następnego dnia.
Jest godzina 7:55. Mike wstaje z łóżka i idzie się umyć, po czym coś zjeść. Podczas kąpieli pod prysznicem, chłopaka zaczyna boleć głowa. Po chwili zaczyna mieć dziwne obrazy w głowie. Ignorując to kończy kąpiel, wyciera się i ubiera. Idąc do magazynu z pożywieniem, pada z bólu głowy na kolana. Chłopak widzi ciemność, lecz po krótkim czasie zaczyna widzieć miasto. Nie wiedząc co się dzieje, zaczyna krzyczeć z przerażenia. W głowie widzi jakby gdzieś szedł, choć wiadomo, iż przebywa w azylu. Nastolatek nie może w to uwierzyć. Widzi kogoś oczyma. Ból nie pozwala mu dojść do siebie. Obrazy nie chcą zniknąć.
- Co się kurwa ze mną dzieje!?
Przerażony młodzieniec nie wie co zrobić. Jego umysł odmówił posłuszeństwa, a przez ból głowy nie ma siły się ruszyć. Jego ciało zaczyna drgać, z nosa leci mu krew. Nagle chłopak widzi jak osoba której oczyma widzi, łapie jednego z trupów i rozrywa go na pół, po czym zaczyna głośno ryczeć. Po chwili obrazy zniknęły, a ból ustąpił. Chłopak upadł bezwładnie na podłogę. Resztkami przytomności, dochodzi do wniosku, iż chyba wie kogo oczyma widział. Osoba była dość wysoka, ponieważ trup sięgał mu do klatki piersiowej i w pewnym momencie zauważył zmutowaną rękę. Mike nie ma wątpliwości. To był Zero, lecz dlaczego widział jego oczyma? Przecież nie mają ze sobą żadnego powiązania genetycznego, jak np. niektóre bliźniaki. Po pewnym czasie, nastolatek traci przytomność. Budząc się później, zauważa na zegarze ściennym, który nabył wraz z sprzętem do modyfikacji bazy, że jest 17:41. Bez zastanowienia zaczyna się podnosić, choć ciężko mu to idzie. Młodzieniec rozmyśla nad obrazami, lecz nie może znaleźć żadnego rozsądnego wyjaśnienia. Po chwili przypomina mu się rozmowa z Paul'em o ciężarówce pełnej broni. Chłopak zostawia jedzenie na drugi plan i rusza w stronę drzwi, by zacząć swoją kolejną misję. Wsiadając do samochodu, Mike próbuje przypomnieć sobie gdzie dokładnie znajduje się most. Angel City nie jest zbyt dużym miastem, lecz i tak nie zwiedził go nigdy całego. Po chwili przypomina sobie, że pewnego dnia usłyszał, iż przy moście znajduje się stara stacja benzynowa. Jest to miejsce, gdzie w dzieciństwie Mike bawił się z przyjaciółmi. Chłopak odpala samochód i z piskiem opon rusza w stronę stacji.
- Hej ty! Chodź tu! Szybko!
Ocalały zareagował. Lecz na jego twarzy zastygło przerażenie.
- Słyszysz mnie!? Chodź zanim trup Cię zaatakuje!
Nagle Mike zauważa coś dziwnego za mężczyzną. Coś na czterech kończynach biegnie w stronę rannego. Nastolatek nie dowierza oczom. W ich stronę biegnie stado wilków. Z tego co udało mu się wyliczyć, jest ich z 10, a może nawet więcej.
- Gościu! Pośpiesz się!
Ocalały stanął w miejscu, po czym odwraca głowę zza siebie. Zdenerwowany chłopak sięga po, lecz gdy ma już ruszyć, zauważa że ranny mężczyzna zastygł w miejscu. Po chwili znów przenosi wzrok na Mike'a. Jeden z wilków rzuca się.
- Proszę... pomóż...
Ocalały pada na ziemię przyciśnięty ciężarem krwiożerczych bestii. Przerażony nastolatek cofa się do swojego pojazdu, po czym zamyka drzwi. Chłopak bezradnie obserwuje jak stado wilków rozszarpuje ciało niewinnego człowieka. Zaczyna rosnąć w nim poczucie winy. Przecież mógł go uratować, miał broń... Niestety, chłopak wiedział, że gdy zareaguje, wilki rzucą się także na niego, a to grozi śmiercią. Bezradny odpala samochód i odjeżdża, gdy jeden z wilków odprowadza go wzrokiem. Mike nie może się skupić na jeździe. Ciągle ma przed oczyma obraz, przerażonej twarzy mężczyzny. Od wybuchu epidemii minęło kilka dni, więc ten człowiek musiał sobie jakoś radzić. Może miał rodzinę, może dzieci lub towarzyszów broni?... Tego już nigdy się nie dowie. Młodzieniec kieruje się w stronę centrum handlowego, gdzie ostatnio zaatakował go wielki wilk. W azylu powoli zaczyna brakować jedzenia, więc chłopak musi uzupełnić zapasy. Niebo jest pochmurne. Słońce całkowicie zniknęło. Wszędzie jest ponuro i głucho. Jadąc samotnie przez martwe miasto, chłopak rozmyśla nad modyfikacją swojej bazy. Musi wykorzystać to, co udało mu się wziąć z magazynu. Dojeżdżając do centrum handlowego, zauważa jednego z ślepych wchodzącego do środka. Mike zatrzymuje się tuż przy wejściu. Wychodząc z pojazdu z karabinem zarzuconym na siebie, zaczyna się rozglądać za wrogiem, lecz nigdzie go nie widzi, jakby wyparował. Wchodząc obolały do środka, zaczyna się zastanawiać, dlaczego ślepi wybrali sobie akurat to miejsce na swoje gniazdo. Z tego co czuje i widzi, doszedł tylko do tego, iż jest tu dość wilgotno i ciemno, a także unosi się mdły zapach. Chłopak wchodzi do sklepu spożywczego. Bierze pierwszy lepszy karton i zaczyna pakować wszystkie produkty, które mają długi termin ważności. Niestety nie za dużo mu się udało tam znaleźć. Nie poddając się, Mike idzie do kolejnego sklepu. Po długim czasie zbierania prowiantu, chłopak załadował tylko dwa małe kartony jedzenia. Zawiedziony wsiada do pojazdu i wraca do azylu. Jest godzina 16:22. Mike wyciąga sprzęt na zewnątrz i zaczyna się zastanawiać od czego zacząć. Po chwili wpada na pomysł zamontowania monitoringu wejścia do schronu. Nie znając się zbytnio na elektryce i nowoczesnej technologii, chłopak zaczyna improwizować. Dwie godziny później, podjeżdża ciężarówka, którą prowadzi Paul. Mike w tym czasie akurat próbuje podłączyć okablowanie by monitoring zaczął działać. Wysiadając z samochodu, Paul przygląda się chłopakowi.
- Widzę że rana przestała dawać o sobie znać.
- Czego tu chcesz?
- Chciałem zobaczyć jak sobie radzisz.
- Jak widzisz, jestem zajęty.
Paul zamilkł. Stojąc przed Mike'em czuł straszliwy stres, jakby miał 5 lat i oglądał film gatunku horror. Starzec obserwuje co robi chłopak.
- Odwrotnie.
- Co?
- Podłącz kable odwrotnie.
Nagle młodzieniec rzuca narzędzia i wstaje odwracając się w stronę mężczyzny.
- Powiedz mi, czego ty u licha chcesz?
- Chcę Ci jeszcze raz, zaproponować współpracę. Masz wielki talent. Przydałbyś się nam. Poza tym, Amy cały czas o tobie gada. Marudziła mi bym zobaczył jak się trzymasz.
- Jak widzisz jestem jeszcze cały.
Patrzeli sobie na wzajem w oczy, lecz Paul nie wytrzymał presji i chłodnego uczucia, które wydawały oczy młodzieńca i odwrócił wzrok.
- Nie zmienisz zdania?
- Idź już. Robi się późno.
- Ehh... Jak chcesz...
Starzec rusza w stronę pojazdu obserwując kątem oka nastolatka.
- Jak chcesz wrażeń to jedź na most na zachodzie miasta. Jest tam podobno ciężarówka z potężnym arsenałem zbrojnym.
Mike nie reaguje na słowa Paul'a. Mężczyzna wsiada do pojazdu i odjeżdża. Chłopak zatrzymuje swoją pracę i zaczyna rozmyślać nad minioną sytuacją. Przypomina sobie tragedię spod jednostki wojskowej. Tamten człowiek potrzebował pomocy, choć przeżył dość długi czas w czasach epidemii. Możliwe że wkrótce Mike sam będzie potrzebował pomocy. Patrzy się na generator, po czym przekłada kable tak, jak mu radził Paul. Nagle chłopak zauważa wewnątrz bazy jasne światło. Wchodząc do środka zauważa włączone monitory. Kamery działają. Z ulgą i zmęczeniem, nastolatek kładzie się do łóżka, by kontynuować następnego dnia.
Jest godzina 7:55. Mike wstaje z łóżka i idzie się umyć, po czym coś zjeść. Podczas kąpieli pod prysznicem, chłopaka zaczyna boleć głowa. Po chwili zaczyna mieć dziwne obrazy w głowie. Ignorując to kończy kąpiel, wyciera się i ubiera. Idąc do magazynu z pożywieniem, pada z bólu głowy na kolana. Chłopak widzi ciemność, lecz po krótkim czasie zaczyna widzieć miasto. Nie wiedząc co się dzieje, zaczyna krzyczeć z przerażenia. W głowie widzi jakby gdzieś szedł, choć wiadomo, iż przebywa w azylu. Nastolatek nie może w to uwierzyć. Widzi kogoś oczyma. Ból nie pozwala mu dojść do siebie. Obrazy nie chcą zniknąć.
- Co się kurwa ze mną dzieje!?
Przerażony młodzieniec nie wie co zrobić. Jego umysł odmówił posłuszeństwa, a przez ból głowy nie ma siły się ruszyć. Jego ciało zaczyna drgać, z nosa leci mu krew. Nagle chłopak widzi jak osoba której oczyma widzi, łapie jednego z trupów i rozrywa go na pół, po czym zaczyna głośno ryczeć. Po chwili obrazy zniknęły, a ból ustąpił. Chłopak upadł bezwładnie na podłogę. Resztkami przytomności, dochodzi do wniosku, iż chyba wie kogo oczyma widział. Osoba była dość wysoka, ponieważ trup sięgał mu do klatki piersiowej i w pewnym momencie zauważył zmutowaną rękę. Mike nie ma wątpliwości. To był Zero, lecz dlaczego widział jego oczyma? Przecież nie mają ze sobą żadnego powiązania genetycznego, jak np. niektóre bliźniaki. Po pewnym czasie, nastolatek traci przytomność. Budząc się później, zauważa na zegarze ściennym, który nabył wraz z sprzętem do modyfikacji bazy, że jest 17:41. Bez zastanowienia zaczyna się podnosić, choć ciężko mu to idzie. Młodzieniec rozmyśla nad obrazami, lecz nie może znaleźć żadnego rozsądnego wyjaśnienia. Po chwili przypomina mu się rozmowa z Paul'em o ciężarówce pełnej broni. Chłopak zostawia jedzenie na drugi plan i rusza w stronę drzwi, by zacząć swoją kolejną misję. Wsiadając do samochodu, Mike próbuje przypomnieć sobie gdzie dokładnie znajduje się most. Angel City nie jest zbyt dużym miastem, lecz i tak nie zwiedził go nigdy całego. Po chwili przypomina sobie, że pewnego dnia usłyszał, iż przy moście znajduje się stara stacja benzynowa. Jest to miejsce, gdzie w dzieciństwie Mike bawił się z przyjaciółmi. Chłopak odpala samochód i z piskiem opon rusza w stronę stacji.
sobota, 25 października 2014
BLOG
Witajcie moi drodzy czytelnicy. Chciałbym prosić was o pomoc. Dużo osób mi mówi, iż nagłówek bloga z tłem nie pasują do siebie. Mógłby ktoś stworzyć dla mojego bloga tło z nagłówkiem (oczywiście o tematyce post apokaliptycznej ;) byłbym bardzo wdzięczny.
PS. Kolejna część opowieści ukaże się jutro. Pozdrawiam.
PS. Kolejna część opowieści ukaże się jutro. Pozdrawiam.
sobota, 11 października 2014
OCALENI
Mike otwiera oczy i rozglądając się zauważa, że jest w jakimś dużym hangarze. Powietrze jest bardzo zimne. Na ścianach jest pełno krwi, dookoła jest cicho i ponuro. Rozglądając się dalej, idzie do przodu by zbadać sytuację. Wszędzie pusto, kilka metalowych filarów, wybite okna, zakurzona podłoga. Nagle słyszy kroki zza pleców. Odwracając się widzi idącą w jego stronę tajemniczą zakapturzoną postać. Gdy postać podchodzi, chłopak zaczyna odczuwać straszliwy ból w wnętrzu swojego ciała. Postać wyciąga rękę w jego stronę. Nastolatek nie wie co zrobić. Ból nie pozwala mu się ruszyć. Po chwili, Mike'a ręka zaczyna się zmieniać. Robi się cała czerwona, pojawiają się na niej grube czarne żyły, a z pod skóry wychodzą jakby kolce z kości. Chłopak zaczyna boleśnie krzyczeć.
Młodzieniec gwałtownie otwiera oczy. Pierwsze co zauważa to biały sufit. Przenosząc wzrok na lewą stronę, jego oczom ukazuje się czarno włosa dziewczyna z błękitnymi oczyma i lekko pobrudzoną twarzą. Ma na sobie białą bluzę z kapturem i jasne jeansy. Mike zaczyna się jej przyglądać.
- Wreszcie się obudziłeś.
Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Chłopak wciąż na nią patrzy, jakby nie mógł spuścić z niej wzroku.
- Byłeś nieprzytomny przez 2 dni.
Mike bezsłownie się rozgląda. Nagle dziewczyna wyciąga do niego dłoń.
- Tak przy okazji, mam na imię Amy.
Chłopak patrzy się na jej dłoń, po czym wyciąga swoją i wita się z Amy.
- Jestem Mike.
Chłopak lekko się podnosi do pozycji siedzącej i ponownie się rozgląda.
- Gdzie Ja jestem? Co to za miejsce?
- Jesteś u nas w domu?
- Nas?
- U mnie i u mojego Taty.
Nagle do pokoju wchodzi stary mężczyzna. Jego czarne jak środek otchłani oczy lekko zakrywają siwe, średnio długie włosy, na szczęce widnieje mu średni szary zarost pokrywający całą dolną część twarzy.
- Widzę że się w końcu obudziłeś głupcze.
- Słucham?
Mike patrzy na starca wrogim spojrzeniem. Mężczyzna wchodzi do pokoju.
- Nigdy nie widziałem większego idioty od ciebie!
- O co Panu chodzi!?
- Jeszcze się pytasz!?
- Przestańcie!
Wydarła się Amy i wzrok kłucących się ocalałych przeszedł na dziewczynę.
- Możecie rozmawiać bez krzyków?
Mike patrzy na nią jak na istotę nie z tego świata. Po chwili znów przenosi wzrok na mężczyznę.
- Gdzie jest Zero?
- Kto?
- Zero! Wielki, wyrośnięty gość z zmutowaną łapą, w wojskowym mundurze.
- Aaa o niego Ci chodzi... Zwiał.
- Co!?
Mike z wściekłości uderzył o drewnianą szafkę obok łóżka.
- Miałeś szczęście że zareagowaliśmy. Gdyby nie my, to byś nie żył już w centrum handlowym.
Chłopak patrzy na starca z niedowierzaniem.
- To ty zaatakowałeś wilka?
- Musiałem zareagować. Jesteśmy jedynymi ocalałymi w tym cholernym gównie!
Młodzieniec odkrywa kołdrę i zauważa na swoim brzuchu bandaż.
- Co mi się stało?
Nagle odzywa się Amy.
- Ten Zero Cię zranił jak zaatakowaliśmy. Zostałeś zarażony...
- Cholera! Fiolki...!
- Spokojnie. Mamy obie.
- Już jedną - wtrąca się mężczyzna.
- Jak to jedną?
- Przez twoją głupotę musieliśmy jedną na Ciebie zużyć. Powiedz mi, co Cie trafiło w łeb byś sam walczył z tym mutantem!?
- Dobra mam dość! Wychodzę stąd! - wyrzuca z siebie oburzona dziewczyna.
Chłopak spogląda na nią odprowadzając ją wzrokiem.
- Słyszysz mnie? - kontynuuje starzec.
- Zmarnowałeś jedyne lekarstwo na tą cholerną zarazę.
- Wolałeś umrzeć?
- Dałbym sobie radę. Nie potrzebuję niczyjej pomocy.
- Nie bądź egoistą!
- Daj mi spokój...
Mike wstaje z łóżka. Nagle czuje straszliwy ból pod bandażem.
- Nie powinieneś się ruszać w tym stanie. Rana się jeszcze nie zagoiła.
- Nie mów mi co mam robić!
Chłopak spogląda w wejście do pokoju, po czym zauważa stojącą z przerażoną miną Amy. Chłopak zawstydził się swoim zachowaniem.
- Gdzie są moje rzeczy? - pyta chłopak zakładając swoje buty.
- W samochodzie.
- Wracam do bunkra.
- Nie dasz rady kierować pojazdem, a na podróż pieszo jesteś za słaby.
- Więc mnie podwieziesz - mówi przekonującym tonem do starca.
Chłopak powoli kieruje się w stronę drzwi wyjściowych. Mieszkanie wygląda jak z lat 80. Mike i Amy patrzą sobie głęboko w oczy, jakby chcieli poznać swoje myśli. Wychodząc z budynku, młodzieńca zaczyna razić słońce.
- Ciężarówka po prawej - przekazując stanowczym tonem informację, starzec kieruje się do białego pojazdu.
Mike idąc za nim rozgląda się by zbadać swoje położenie. Wydaje się znajome, lecz nie może sobie przypomnieć dlaczego. Oboje wsiadają do ciężarówki. Starzec odpala samochód.
- To dokąd Cię zawieźć?
- Do schronu przeciwrakietowego na obrzeżach Angel City.
- Rozumiem. Ciekawe miejsce sobie wybrałeś.
Nastolatek zapina pasy bez słowa i patrzy się przed siebie. Ciężarówka rusza. Chłopak zaczyna myśleć o kolejnym kroku, lecz co chwile w każdej myśli pokazuje mu się Amy. Nie wiedząc do się dzieje, próbuje się bardziej skupić. Nagle mężczyzna hamuje.
- Trupy... - informuje spokojnym głosem chłopaka.
Mike obserwuje zombie i wyobraża sobie czasy przed wybuchem epidemii. Jak ludzie spacerowali po mieście, dzieci bawiące się na placu zabaw, ryk jadących samochodów... Lecz do głowy w ogóle nie przychodziło mu wspomnienie o Megan, jakby zostało automatycznie usunięte. Starzec zaczyna cofać i skręca w uliczkę obok. Nagle kątem oka zauważa, że Mike siedzi zamyślony.
- Wszystko w porządku, młody?
- Nie jestem "młody"...
- Wybacz, ale nie znam twojego imienia.
- Mike.
- Heh miło mi, a masz jakieś nazwisko?
- Walker.
- Mhm... Ja jestem Paul Connors.
- ...
Na tym skończyła się konwersacja między Paul'em, a Mike'm. Przez całą drogę nie odezwali się do siebie ani słowem. W końcu dojechali na miejsce. Chłopak wysiada obolały z ciężarówki. Paul wyciąga z pojazdu torby z łupami Mike'a i kieruje się z nimi do azylu.
- Zostaw je.
Starzec zatrzymuje się patrząc ze zdziwieniem na młodzieńca.
- Ale nie dasz rady sam...
- Mówię zostaw torby! - przerywa starcowi wrogim tonem.
- Dobra... Jak chcesz.
Paul kieruje się do pojazdu, po czym łapie za klamkę.
- Pamiętaj że sam długo tu nie wytrzymasz. Jesteś jeszcze młody i głupi, lecz co dziwne masz na prawdę silną psychikę.
- ...
- Nie powinieneś odrzucać pomocy tym, którzy chcą Ci pomóc. Amy przez całe dwie doby siedziała przy tobie z nadzieją że się obudzisz, a ty jej tak za to dziękujesz!?
- ... Nie chcę... niczyjej pomocy... i nie musiała przy mnie siedzieć. Każdy powinien dbać o siebie.
Mike łapie za torby i rusza w stronę bunkru. Zdenerwowany Paul wsiada do pojazdu i od razu odjeżdża. Chłopak z trudem donosi torby do wnętrza bazy. Po chwili patrzy na swój plan. Nagle pełny złości zrywa go ze ściany i porywa na mniejsze kawałki. Chłopak pada na kolana i zaczyna z bólu krzyczeć. Obolały kładzie się na łóżko i próbuje zasnąć. Następnego dnia, Mike powoli wstaje, ubiera się i idzie coś zjeść by odzyskać siły. Po jakimś czasie zaczyna wypakowywać zdobyte rzeczy z toreb. Bronie przenosi do broni, a pożywienie po pożywienia. Chłopak znów idzie do magazynu z bronią i zaczyna wybierać bronie. Zakłada na siebie karabin maszynowy M4, pasek z obrzymem w kaburze i przypina do niego także kilka granatów. Do małej torby na pasku wkłada magazynki i naboje bo obrzyma. Nastolatek wychodzi z bunkru i wsiada do najbliższego samochodu, po czym go odpala. Mike rusza ponownie do bazy wojskowej po trzecią fiolkę z antidotum. Z trudem przemierza ulicę pełne trupów. Nagle uderza w wybiegającego mu przed samochód zombie, uderzając przy tym raną w kierownicę. Obolały i zdenerwowany rusza dalej przejeżdżając wroga. Chłopak dojechał do celu i rozglądując się wysiada powoli z pojazdu. Wszędzie pusto. Zero zniknął.
Młodzieniec gwałtownie otwiera oczy. Pierwsze co zauważa to biały sufit. Przenosząc wzrok na lewą stronę, jego oczom ukazuje się czarno włosa dziewczyna z błękitnymi oczyma i lekko pobrudzoną twarzą. Ma na sobie białą bluzę z kapturem i jasne jeansy. Mike zaczyna się jej przyglądać.
- Wreszcie się obudziłeś.
Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Chłopak wciąż na nią patrzy, jakby nie mógł spuścić z niej wzroku.
- Byłeś nieprzytomny przez 2 dni.
Mike bezsłownie się rozgląda. Nagle dziewczyna wyciąga do niego dłoń.
- Tak przy okazji, mam na imię Amy.
Chłopak patrzy się na jej dłoń, po czym wyciąga swoją i wita się z Amy.
- Jestem Mike.
Chłopak lekko się podnosi do pozycji siedzącej i ponownie się rozgląda.
- Gdzie Ja jestem? Co to za miejsce?
- Jesteś u nas w domu?
- Nas?
- U mnie i u mojego Taty.
Nagle do pokoju wchodzi stary mężczyzna. Jego czarne jak środek otchłani oczy lekko zakrywają siwe, średnio długie włosy, na szczęce widnieje mu średni szary zarost pokrywający całą dolną część twarzy.
- Widzę że się w końcu obudziłeś głupcze.
- Słucham?
Mike patrzy na starca wrogim spojrzeniem. Mężczyzna wchodzi do pokoju.
- Nigdy nie widziałem większego idioty od ciebie!
- O co Panu chodzi!?
- Jeszcze się pytasz!?
- Przestańcie!
Wydarła się Amy i wzrok kłucących się ocalałych przeszedł na dziewczynę.
- Możecie rozmawiać bez krzyków?
Mike patrzy na nią jak na istotę nie z tego świata. Po chwili znów przenosi wzrok na mężczyznę.
- Gdzie jest Zero?
- Kto?
- Zero! Wielki, wyrośnięty gość z zmutowaną łapą, w wojskowym mundurze.
- Aaa o niego Ci chodzi... Zwiał.
- Co!?
Mike z wściekłości uderzył o drewnianą szafkę obok łóżka.
- Miałeś szczęście że zareagowaliśmy. Gdyby nie my, to byś nie żył już w centrum handlowym.
Chłopak patrzy na starca z niedowierzaniem.
- To ty zaatakowałeś wilka?
- Musiałem zareagować. Jesteśmy jedynymi ocalałymi w tym cholernym gównie!
Młodzieniec odkrywa kołdrę i zauważa na swoim brzuchu bandaż.
- Co mi się stało?
Nagle odzywa się Amy.
- Ten Zero Cię zranił jak zaatakowaliśmy. Zostałeś zarażony...
- Cholera! Fiolki...!
- Spokojnie. Mamy obie.
- Już jedną - wtrąca się mężczyzna.
- Jak to jedną?
- Przez twoją głupotę musieliśmy jedną na Ciebie zużyć. Powiedz mi, co Cie trafiło w łeb byś sam walczył z tym mutantem!?
- Dobra mam dość! Wychodzę stąd! - wyrzuca z siebie oburzona dziewczyna.
Chłopak spogląda na nią odprowadzając ją wzrokiem.
- Słyszysz mnie? - kontynuuje starzec.
- Zmarnowałeś jedyne lekarstwo na tą cholerną zarazę.
- Wolałeś umrzeć?
- Dałbym sobie radę. Nie potrzebuję niczyjej pomocy.
- Nie bądź egoistą!
- Daj mi spokój...
Mike wstaje z łóżka. Nagle czuje straszliwy ból pod bandażem.
- Nie powinieneś się ruszać w tym stanie. Rana się jeszcze nie zagoiła.
- Nie mów mi co mam robić!
Chłopak spogląda w wejście do pokoju, po czym zauważa stojącą z przerażoną miną Amy. Chłopak zawstydził się swoim zachowaniem.
- Gdzie są moje rzeczy? - pyta chłopak zakładając swoje buty.
- W samochodzie.
- Wracam do bunkra.
- Nie dasz rady kierować pojazdem, a na podróż pieszo jesteś za słaby.
- Więc mnie podwieziesz - mówi przekonującym tonem do starca.
Chłopak powoli kieruje się w stronę drzwi wyjściowych. Mieszkanie wygląda jak z lat 80. Mike i Amy patrzą sobie głęboko w oczy, jakby chcieli poznać swoje myśli. Wychodząc z budynku, młodzieńca zaczyna razić słońce.
- Ciężarówka po prawej - przekazując stanowczym tonem informację, starzec kieruje się do białego pojazdu.
Mike idąc za nim rozgląda się by zbadać swoje położenie. Wydaje się znajome, lecz nie może sobie przypomnieć dlaczego. Oboje wsiadają do ciężarówki. Starzec odpala samochód.
- To dokąd Cię zawieźć?
- Do schronu przeciwrakietowego na obrzeżach Angel City.
- Rozumiem. Ciekawe miejsce sobie wybrałeś.
Nastolatek zapina pasy bez słowa i patrzy się przed siebie. Ciężarówka rusza. Chłopak zaczyna myśleć o kolejnym kroku, lecz co chwile w każdej myśli pokazuje mu się Amy. Nie wiedząc do się dzieje, próbuje się bardziej skupić. Nagle mężczyzna hamuje.
- Trupy... - informuje spokojnym głosem chłopaka.
Mike obserwuje zombie i wyobraża sobie czasy przed wybuchem epidemii. Jak ludzie spacerowali po mieście, dzieci bawiące się na placu zabaw, ryk jadących samochodów... Lecz do głowy w ogóle nie przychodziło mu wspomnienie o Megan, jakby zostało automatycznie usunięte. Starzec zaczyna cofać i skręca w uliczkę obok. Nagle kątem oka zauważa, że Mike siedzi zamyślony.
- Wszystko w porządku, młody?
- Nie jestem "młody"...
- Wybacz, ale nie znam twojego imienia.
- Mike.
- Heh miło mi, a masz jakieś nazwisko?
- Walker.
- Mhm... Ja jestem Paul Connors.
- ...
Na tym skończyła się konwersacja między Paul'em, a Mike'm. Przez całą drogę nie odezwali się do siebie ani słowem. W końcu dojechali na miejsce. Chłopak wysiada obolały z ciężarówki. Paul wyciąga z pojazdu torby z łupami Mike'a i kieruje się z nimi do azylu.
- Zostaw je.
Starzec zatrzymuje się patrząc ze zdziwieniem na młodzieńca.
- Ale nie dasz rady sam...
- Mówię zostaw torby! - przerywa starcowi wrogim tonem.
- Dobra... Jak chcesz.
Paul kieruje się do pojazdu, po czym łapie za klamkę.
- Pamiętaj że sam długo tu nie wytrzymasz. Jesteś jeszcze młody i głupi, lecz co dziwne masz na prawdę silną psychikę.
- ...
- Nie powinieneś odrzucać pomocy tym, którzy chcą Ci pomóc. Amy przez całe dwie doby siedziała przy tobie z nadzieją że się obudzisz, a ty jej tak za to dziękujesz!?
- ... Nie chcę... niczyjej pomocy... i nie musiała przy mnie siedzieć. Każdy powinien dbać o siebie.
Mike łapie za torby i rusza w stronę bunkru. Zdenerwowany Paul wsiada do pojazdu i od razu odjeżdża. Chłopak z trudem donosi torby do wnętrza bazy. Po chwili patrzy na swój plan. Nagle pełny złości zrywa go ze ściany i porywa na mniejsze kawałki. Chłopak pada na kolana i zaczyna z bólu krzyczeć. Obolały kładzie się na łóżko i próbuje zasnąć. Następnego dnia, Mike powoli wstaje, ubiera się i idzie coś zjeść by odzyskać siły. Po jakimś czasie zaczyna wypakowywać zdobyte rzeczy z toreb. Bronie przenosi do broni, a pożywienie po pożywienia. Chłopak znów idzie do magazynu z bronią i zaczyna wybierać bronie. Zakłada na siebie karabin maszynowy M4, pasek z obrzymem w kaburze i przypina do niego także kilka granatów. Do małej torby na pasku wkłada magazynki i naboje bo obrzyma. Nastolatek wychodzi z bunkru i wsiada do najbliższego samochodu, po czym go odpala. Mike rusza ponownie do bazy wojskowej po trzecią fiolkę z antidotum. Z trudem przemierza ulicę pełne trupów. Nagle uderza w wybiegającego mu przed samochód zombie, uderzając przy tym raną w kierownicę. Obolały i zdenerwowany rusza dalej przejeżdżając wroga. Chłopak dojechał do celu i rozglądując się wysiada powoli z pojazdu. Wszędzie pusto. Zero zniknął.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
