sobota, 29 listopada 2014

KONIEC TAJEMNIC

Jest 29 stycznia. Trójka ocalałych spędza spokojnie czas w schronie antyrakietowym. Mike i Paul są właśnie w trakcie zawziętej gry w szachy, a Amy siedzi na łóżku Mike'a i rysuje portret chłopaka. Wszyscy cieszą się życiem całkowicie zapominając o apokalipsie. Dziewczyna skrobie ołówkiem po kartce, rysując każdy szczegół nastolatka. Mężczyzna kątem oka zauważa, że jego córka ciągle spogląda na młodzieńca. Nagle na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Widząc to, Mike zaczyna się zastanawiać o może chodzić starcowi i próbuje rozszyfrować ułożenie figur na planszy z myślą, że nie zauważył pułapki. Chłopak łapie za gońca, stawia obok wrogiego pionka. Mężczyzna widzi, że Mike rozgryzł jego strategie, lecz po chwili przesuwa wieże obok króla chłopaka wygrywając przy tym rozgrywkę.

- Co!? Jak to możliwe!?
- Jesteś mało spostrzegawczy.
- Oszukujesz!
- Haha pewnie!

Mike wstaje z krzesła i wychodzi z pokoju, gdy nagle słyszy z zewnątrz głośny wybuch. Paul wyrywa się z miejsca i biegnie do chłopaka.

- Co to było? - zapytał zdenerwowany starzec.
- Nie wiem, ale chyba będziemy musieli się przejść i to sprawdzić.
- Jest minus trzydzieści! Zginiemy tam!
- Spokojnie. Mam tu kombinezony termostatyczne. Ubierzemy na to kurtki, rękawiczki, czapki i będzie okej.
- No dobra.


Młodzieniec poszedł to jednego z magazynów po kombinezony, gdy Paul podchodzi do Amy.

- Córeczko, co Cię tak martwi?
- Wrócicie?
- Pewnie że tak. Idziemy tylko na zwiad.
- Znowu
zostawiacie mnie samą. Zaczyna mnie to denerwować...
- Oj kochanie... Powiedz szczerze, nie chodzi tu o mnie prawda?
- ...
- Amy.
- Może...

Nagle wtrąca się Mike - Okej! Mam!
- Świetnie.

Oboje zakładają kombinezony, po czym się ubierają.

- Dobra staruszku. Bierz broń bo możemy spotkać wrogów na swojej drodze.

Dziewczyna słysząc to, nerwowo rusza do swojego pokoju trzaskają za sobą drzwiami.

- Co jej się stało?
- Nieważne... Chodź już.


Oboje wychodzą z bazy na powierzchnie. Całe miasto jest pokryte lodem, trupy wyglądają jak lodowe rzeźby, a na ulicy można by było jeździć na łyżwach. Uzbrojeni ocaleni idą przed siebie, szukając śladów wybuchu, którego usłyszeli. Na ich kombinezonach zaczyna się pojawiać lód. Po długim spacerze, zauważają kłęby dymu wydobywające się z budynku. Oboje się rozglądają za wrogiem. Po chwili słyszą z oddali dźwięk pojazdu. W ich stronę zbliża się czarny Hammer. Zaciekawieni, chowają się za pobliskim śmietnikiem i bacznie obserwują pojazd. Hammer zatrzymuje się obok wysadzonego budynku. Mike zauważa, że wysiadają z niego komandosi, lecz inaczej ubrani, niż ci co przyszli do jednostki. Nagle chłopak po raz kolejny zaczyna widzieć fragmenty widoku Zero. Głowa zaczyna go boleć co raz mocniej. Paul odwraca wzrok od żołnierzy na nastolatka i zastanawia się co się z nim dzieje.

- Ej młody, wszystko okej?
- Tak... Jest dobrze.
- No nie wyglądasz. Co Ci jest? Ciągle Cie boli głowa.
- To teraz mało istotne. Skupmy się na wrogu.


Starzec przylega plecami do śmietnika i próbuje podsłuchać rozmowę komandosów, a chłopak szuka lepszego miejsca do obserwacje. Gdy mężczyzna chce przesunąć się na bok, uderza stopą o starą puszkę. Komandosi od razu spojrzeli w stronę śmietnika, przerywając przy tym rozmowę.

- Ej słyszałeś?
- Taa... To pewnie jakiś szczur czy coś.
- Szczur? W taką temperaturę?
- No nie wiem... Może są zmiennocieplne czy coś.
- Co za idiota... Idę to sprawdzić.


Ocaleni szykują się do starcia i czekają na odpowiedni moment, by zaatakować wrogów, lecz komandos się nagle zatrzymuje, po czym się cofa.

- No i jak? Jest tam ktoś?
- "Jastrząb" tu "Wilk 03", odbiór.
- mówi komandos spokojnym głosem przez krótkofalówkę.
- Tu "Jastrząb", słyszę Cie.
- Mamy towarzystwo. Mógłbyś zająć się wrogiem, który chowa się za śmietnikiem na przeciwko nas?
- Masz jakieś potwierdzenie, że przebywa tam wróg?
- Mam. Lufa karabinu lekko wystaje za śmietnik.
- Przyjąłem. Ściągam cel.


Mike próbuje się skupić i cokolwiek usłyszeć, lecz przeszkadza mu w tym burza śnieżna.

- Paul, słyszysz o czym oni mówią?
- Nic a nic. Wiatr tłumi głosy.


Nagle z oddali słychać głośny huk, jakby piorun uderzył w ziemie, po czym coś trafia w śmietnik, kilka centymetrów nad głową Mike'a.

- Kurwa! Sniper!
- Cholera!
- Biegnij Paul!


Oboje wybiegają zza zasłony i zaczynają strzelać do komandosów, gdy ci także odpowiadają im ogniem. Toczy się krwawa walka. Kule latają po całym polu bitwy, spadające łuski, są tak rozgrzane, że topią lód, który pokrył ulice całego miasta. Komandosi stoją w miejscu i strzelają do uciekających ocalałych, którzy szukają kolejnej osłony przy tym także strzelając. Paul przeskakuje przez niewielki murek i chowa się za nim, lecz gdy nastolatek próbuje przeskoczyć, dostaje kulą w nogę i upada na ziemię pozostawiając za sobą linię krwi. Mężczyzna podnosi Mike i opiera o murek. Komandosi wciąż strzelają. Ich broń ma taką siłę, że kule powoli zaczynają się przebijać przez niego.

- Mike, żyjesz?
- Tak. Nic mi nie jest.
- Dobra... Cholera jak mamy się stąd wydostać?
- Musisz biec do Hammera. Jest na nim ciężkie działko. Ja Cie będę osłaniał.
- Heh, cwaniak bo biec nie możesz?
- Trzeba sobie jakoś ra--...
- chłopak przerywa zdanie, po czym zaczyna głośno krzyczeć łapiąc się za głowę
- Mike! Mike, co Ci jest!?
- Moja głowa!
- Mike!


Chłopak wije się z bólu. Widzi jak Zero się przemieszcza. Po chwili zauważa, że mutant znajduje się niedaleko pola bitwy i zaczyna patrzeć w ich stronę. Chłopak opiera się bólowi i próbuje się podnieść.

- Paul, musimy stąd uciekać.
- Co? Dlaczego?
- Zero idzie w naszą stronę.
- Co?


Starzec lekko wychyla głowę za murek i z niedowierzaniem obserwuje jak ogromny mutant idzie w stronę nieświadomych zagrożenia żołnierzy. Po chwili z zdziwieniem przenosi wzrok na obolałego nastolatka.

- Skąd ty to...
- To nie pora na wytłumaczenia. Musimy się stąd wydostać.


Gdy Zero znajduje się za żołnierzami, od razu łapie jednego z nich i rozrywa na pół. Drugi odruchowo się od wraca i zaczyna strzelać do mutanta.

- Czym ty kurwa jesteś!?

Bestia zaczyna ryczeć i uderza drugiego komandosa, łamiąc mu prawie wszystkie kości. Nagle cisza. Mężczyzna wychyla głowę i zauważa, że wrogowie nie  żyją, a Zero zniknął.

- Hej, młody. Zero uciekł. Droga wolna.
- Czekaj... - mówi z zamkniętymi oczami chłopak.
- Na co?
- Jest na dachu wysadzonego budynku.
Co?


Paul ponownie się wychyla by sprawdzić teorię Mike'a. Chłopak ma rację. Zero stoi na dachu i obserwuje miasto.

- Skąd ty to wiedziałeś?
- Już Ci mówiłem. To nie czas na wytłumaczenia.


Po chwili, Zero dostaje kulą w ramię. Zdenerwowany patrzy się na miejsce, skąd wydobył się strzał. Zauważa na dachu kilka przecznic od niego, leżącego snipera. Mutant podskakuje i leci jak zielona bestia HULK.

- Dobra, poszedł załatwić snipera. Musimy iść.
Ocaleni biegną do Hummera i wracają nim do domu. Powrót przebiegł bez słowa. Gdy oboje dojechali na bazy, Mike od razu wyszedł z pojazdu i poszedł opatrzyć ranną nogę. Po chwili na środku bazy zaczepia go zdenerwowany Paul.

- Co to miało być!?
- O co Ci chodzi?
- O co!? Jakim cudem wiedziałeś gdzie jest Zero!?
- Nie chcę o tym gadać.
- Jesteśmy drużyną! Powinniśmy sobie mówić wszystko!
- Ej! Znowu się kłócicie!?
- wtrąca się Amy.
- Amy, proszę to nie twoja sprawa...
- Nie jej!? Córeczko zostań. Niech też usłyszy prawdę.
- Ale jaką prawdę?
- Że Mike to zdrajca i pracuje z Armią.
- Nie pracuje z Armią!
- To niby skąd wiesz, gdzie jest Zero!?
- Bo go kurwa widzę! Patrze jego oczami!
- Co?
- Tak! Chciałeś wiedzieć? Proszę bardzo! Po pierwszej walce z Zero zostałem ranny przez niego. Dałeś mi antidotum, lecz połówkę. Moje komórki przez antidotum musiały się połączyć z DNA Zero i teraz tak jakby jestem z nim połączony umysłowo. Widzę gdzie jest i co robi bo widzę to, co on widzi. Przez to właśnie mam takie częste bóle głowy. Lepiej Ci po tej informacji?
- Dlaczego nam o tym wcześniej nie powiedziałeś? - zapytała załamanym głosem dziewczyna.
- Nie chciałem być uważany za dziwnego lub niepoczytalnego.


Nagle podbiega do niego Amy i zaczyna go mocno przytulać. Mike jest zdezorientowany i nie wie co ma zrobić. Po chwili patrzy na uśmiechniętego starca, który idzie do swojego pokoju.

- Zapamiętaj Mike, że nam możesz wszystko powiedzieć...

Chłopak zaczyna powoli także obejmować Amy. Przez jego ciało przepływa ciepła tajemnicza energia. Mike zamyka oczy i się lekko uśmiecha.

- Dziękuje, Amy.

sobota, 22 listopada 2014

GNIAZDO

Mike budzi się z obolałą głową. Otwierając oczy, zauważa przed swoją twarzą  niebieskie jak południowe niebo oczy Amy. Gdy chłopak się podnosi, nastolatka zaczyna się uśmiechać.

- Dziękuje Ci Mike.
- Mi? Za co?
- Odważyłeś się stanąć oko w oko z tym wielkim wilkiem. Gdyby nie ty, to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali.
- Heh... To tyczy się także was, bo gdybyście nie zareagowali na czas to ten kundel by miał niezłą ucztę, tylko trzeba by było mnie troszkę przyprawić.


Amy zaczyna się śmiać. Młodzieniec wpatruje się w nią, jakby widział anioła. Zaczyna ukazywać się w nim gorące uczucie, które rozprzestrzenia się po całym ciele. Po chwili do pokoju wchodzi Paul z kubkiem w ręku.

- Jest nasz agresor. Jak się czujesz?
- Dziwnie. Głowa mnie lekko boli i w ogóle... całe ciało.
- Amy mówiła że zemdlałeś. To ze stresu?
- N-nie...
- To przez co?


Mike zamilkł. Wie, że gdy powie im o swoich obrazach w głowie, mogą go wziąć za wariata i nie uwierzyć w to. Chłopak wstaje z łóżka i rozgląda się.

- Jesteśmy u mnie?
- Tak. Niestety nasza kryjówka jest niedostępna.
- Dlaczego?
- Została oczyszczona z wszystkiego co mieliśmy.
- Nie rozumiem.
- Byłem z córką na zwiadzie, a gdy wróciliśmy, wszystko było rozwalone, a bronie i jedzenie zniknęły.
- (to musieli być komandosi) Mam pytanie. Z której fiolki dałeś mi antidotum?
- Tej pękniętej. Miałem obawy, że nie zadziała, ale jak widać to jeszcze żyjesz.


Nastolatek się lekko uśmiechnął. Domyśla się czemu widzi obrazy, lecz nie ma jeszcze zamiaru o nich wspominać. Ubrany idzie coś zjeść. Chłopak czuje się dziwnie mieszkając w jednym azylu z kimś innym, lecz wie, że tak będzie najlepiej. Opierając się o ścianę i jedząc przy tym posiłek, młodzieniec obserwuje dziewczynę. Nie potrafi spuścić z niej oczu. Nigdy nie widział tak pięknej dziewczyny jak Ona. Nagle przed oczami ukazuje mu się Megan. Chłopak wpadł w szok upuszczając przy tym miskę z jedzeniem. Gdy miska uderza o ziemie, Mike znów dochodzi do siebie, lecz po chwili siada na podłodze. Gdy nastolatka widzi go w takim stanie, zaczyna się zastanawiać, czy niczego przed nią i jej ojcem nie ukrywa, po czym podchodzi do niego.

- Ej, wszystko w porządku?
- Co? A, tak tak. Jest okej...
- Marnie wyglądasz, wiesz?
- Zdaje Ci się.


Mike pokazuje swój sztuczny uśmiech, żeby dziewczyna się nie martwiła. Po krótkim czasie do chłopaka podchodzi Paul trzymając dwa karabiny.

- Jest godzina 21:03.
- I co w związku z tym?
- Musimy iść na polowanie?
- Niby na co?
- Niedaleko naszej bazy jest gniazdo ślepych.
- Poważnie?
- No tak. Mieszkasz tu tyle czasu, a jeszcze tego nie zauważyłeś?
- Nie wychodzę zbyt często o tej porze.
- Chodź. Musimy oczyścić teren. Na monitoringu zauważyłem, że kierują się na zachód stąd.
- No dobra...


Młodzieniec wstaje, ubiera kurtkę i wychodzi z mężczyzną z schronu.

- Pa pa Mike.

Mike zatrzymuje się i odwraca głowę zza plecy spoglądając na uśmiechniętą dziewczynę.

- Pa pa.

Będąc na zewnątrz, wsiadają do samochodu.

- To dokąd jedziemy.
- Zobaczysz.


Starzec odpala pojazd i rusza do celu. Podróż odbywa się bez słowa. Każdy myśli o swoich problemach. Po jakimś czasie samochód zatrzymuje się przed starym niewielkim budynkiem. Nastolatek wysiada z samochodu i podziwia go.

- Przerażający...
- A przestań. W nocy wszystko jest straszne.
- Może...
- idziemy.


Ocaleni idą w stronę drzwi ładując broń.

- Dobra młody, wchodzimy do środka i od razu się rozglądamy. Strzelaj we wszystko co się rusza.
- Więc w Ciebie też muszę strzelać.
- Słucham?
- Tak tylko sobie za żartowałem...


Paul wyważa drzwi i zaczyna się rozglądać po pierwszym pomieszczeniu z latarką umieszczoną na broni. Skupiony nastolatek wsłuchuje się w otoczenie i szuka ruchu. Oboje przemieszczają się powoli przez korytarz i wypatrują ślepych. W powietrzu czuć mdły zapach zgniłego mięsa, powietrze jest bardzo zimne i gęste. Nagle z wnętrza budynku wydobywa się dźwięk rozbitego szkła. Wojownicy od razu reagują i biegną przez korytarz. Po chwili, Paul łapie Mike'a za ramie w celu zatrzymania go i pokazuje mu palcem na sufit. Chłopak powoli unosi wzrok. Jego oczom ukazują się setki ślepych wiszących na suficie. Wyglądają, jakby spały lub odpoczywały. Oboje wiedzą, że jeden głośny ruch może być ich ostatnim. Idąc dalej, starzec zaczyna czuć zapach gazu, po czym znów zatrzymuje młodzieńca.

- Co znowu? - szepcze.
- Czujesz?
- Ale co?
- Gaz
.

Chłopak zaczyna mocno zaciągać powietrze. Faktycznie, w powietrzu unosi się gaz. Paul wpada na pomysł by wysadzić cały budynek wykorzystując gaz. Oboje ruszają do miejsca wylotu gazu. Ich droga jest długa i wolna. Cały czas się rozglądają za aktywnymi ślepymi. Po jakimś czasie dochodzą na miejsce. Do ściany jest przymocowana długa, gruba rura z małą szczeliną, z której wydobywa się łatwopalny gaz. Oboje zaczynają rozmyślać, jak wysadzić budynek nie poświęcając się przy tym. Nagle Paul wyciąga z kieszeni szpulkę nici. Nastolatek zastanawia się, o co może chodzić starcowi, lecz gdy odczepił z paska granat odłamkowy, domyślił się planu. Mike zaczyna przyczepiać granat nitką do rury, a następnie przywiązuje koniec nitki do zawleczki.

- Dobra chłopcze. Trzymaj szpulkę. Wychodzimy z budynku i wysadzamy go. Idziemy powoli żeby nitka była ciągle naprężona, ale żebyś przypadkiem nie wyciągnął zawleczki za wcześnie.
- Okej.


Ocaleni ruszają w stronę wyjścia. Idą spokojnie trzymając limit naprężenia nitki na neutralnym poziomie. Mike idzie zamyślony przed siebie, niestety przez to zapomniał o jednej z zasad skradania się, "patrz pod nogi". Chłopak robi kolejny krok na leżący pod nim trojaku na świeczkę, po czym przewraca się przez niego. Huk nie był głośny, lecz Paul zauważa leżący na ziemi sznurek. Mike łapie go i lekko ciągnie.

- Luźny...
- Kurwa! Wjejemy!


Ocaleni zaczynają biec z całych sił, by na czas wyjść z budynku.

- Dawaj, dawaj! Biegnij!

Paul krzyczy na cały budynek budząc przy tym ślepych. Oboje biegną z utratą tchu, lecz nie mogą się teraz zatrzymać. Przed nimi ukazuje się wyjście. Nagle zza pleców dochodzi głośny dźwięk wybuchu. Po chwili coś zaczyna pchać nastolatka, wyrzucając go z budynku razem z mężczyzną. Budynek eksploduje. Nastolatek obserwuje, jak spalone ciała ślepych lecą w różne strony.

- Gdzie ty kurwa masz oczy dzieciaku?
- Zamyśliłem się... Przepraszam...
- Mieliśmy szczęście, że byliśmy blisko wyjścia.
- ...
- Wstawaj.


Mike wstaje z poczuciem winy. Oboje obserwują budynek nie wiedząc że zza plecami stoi trup, który szykuje się do ataku. Nagle coś z nieba uderza w niego z ogromną siłą rozwalając mu głowę. Przestraszeni dźwiękiem uderzenia odwracają się. Widzą leżącego trupa z kawałkami lodu na sobie.

- Ale fart co?
- Czekaj...


Mężczyzna pochyla się i bierze kawałek lodu do ręki. Po chwili w oddali słychać dźwięk pękania szyb. Chłopak stoi przerażony klepiąc starca po plecach.

- Co Ci jest?
- Patrz.

W ich stronę zbliża się zabójczy grad. Spadający lód ma wielkość głowy dorosłej osoby. Przerażeni szybko wsiadają do samochodu i ruszają do bazy. Niestety, grad łapie ich z drugiej strony atakując pojazd i wybijając przy tym przednią szybę.

- Jedź, jedź! - krzyczy Paul.

Ulica jest ślizga, lecz udaje im się pojechać do bazy. Przerażeni wysiadają z pojazdu i szybko przemieszczają się do bazy. Po chwili przychodzi Amy.

- Co się stało?
- A wiesz córeczko, pogoda do dupy.


Mike zaczyna się uśmiechać.

- Mieliśmy szczęście, że byliśmy tak blisko bazy...
- Teraz musimy przeczekać całą zimę.
- Niech Ci będzie, ale na wiosnę od razu biorę się za planowanie ucieczki z miasta.


Oboje wymienili się wzrokiem i widzieli w swoich oczach porozumienie, po czym rozeszli się po swoich pokojach, by odpocząć i przeczekać śmiertelną porę roku.