BLOG IS HACKED by HEX4RIAN_4
THE VIRTUAL WORLD IS OUR'S
HAVE A NICE DAY :*
środa, 31 grudnia 2014
sobota, 13 grudnia 2014
PRZEBUDZENIE
Minęło wiele czasu od wybuchu epidemii. Grupa ocalałych zaczyna planować, jak wydostać się z Angel City. Wszyscy dyskutują na różne tematy, rzucają różne pomysły, lecz Mike wpada na pomysł ułożenia wszystkich planów w odpowiednią kolejność.
- Może znajdźmy coś co wysadzi bramę? - rzucił zdezorientowany Mike.
- Heh nie ma sprawy, tylko niby czym chcesz wysadzić taką grubą bramę? - Paul ironicznie spogląda na chłopaka.
- Nitrogliceryna.
- Gdzie chcesz niby coś tak mocnego znaleźć? Zwłaszcza w Angel City?
- Znałem tutaj wielu ludzi, a także ich tajemnice. Był pewien meksykański sprzedawca, który był kiedyś wojskowym. Na zapleczu trzymał kilka butli z ładunkiem.
- Gość trzymał w swoim lokalu wrażliwą na wszystko bombę?
- Noo... Tak.
- Nie wierze... - starzec odchodząc złapał się za głowę.
- To może pojedźmy tam i zobaczmy.
- Nie mam czasu na głupoty. Przecież wiadomo że--
- Ja pójdę - wtrąca się Amy.
Mike spogląda na dziewczynę z niedowierzaniem. Taka młoda i niewinna dziewczyna chce pakować się w takie niebezpieczeństwo.
- No dobra.
- Że co proszę!? - krzyknął z przerażeniem starzec strącając kubek z kawą na podłogę.
- Czemu nie? Niech pozna w końcu świat zewnętrzny.
- Nie zgadzam się!
- Ale Tato! Mam dość siedzenia tutaj! Ciągle to wy wychodzicie na jakieś zadania. Mieszkam z wami, więc teraz ja idę.
Mężczyzna spogląda na młodzieńca gdy ten z uśmiechem wzrusza ramionami.
- Jeżeli mnie nie wypuścisz, to pójdę sama.
Starzec zamilkł jakby zamienił się w skałę. Różne myśli przechodziły mu przez głowę. Po krótkim namyśle, zgodził się. Dziewczyna wybuchła radością i pobiegła się przebrać. Mike kierując się powoli w stronę wyjścia, przechodząc obok Paul'a, klepie go po plecach.
- Spokojnie staruszku. Jest w dobrych rękach.
Mężczyzna nic nie odpowiedział, po czym poszedł coś zjeść. Po chwili przychodzi Amy z karabinem w ręku.
- To co? Idziemy? - uśmiechnęła się.
- Tak, chodź.
Oboje wyszli z bunkru i ruszyli pieszo w stronę zakładu meksykanina. Spacerując pustą ulicą, Amy próbuje znaleźć jakiś wspólny temat. Mike idzie cały czas skupiony przed siebie, obserwując otoczenie w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Nagle gdy dziewczyna chce coś powiedzieć, ktoś łapie ją od tyłu. Nastolatek odruchowo odwraca się celując w wroga. Widzi przed sobą zakrwawionego ocalałego, który trzyma nóż przy krtani Amy. Ocalały jest cały roztrzęsiony i wygląda na przerażonego. Chłopak w skupieniu i z szczegółową ostrożnością celuje w wroga tak, aby w razie strzału nie zranić zakładniczki.
- Mike... - dziewczyna stoi nieruchomo, lecz nie z powodu że nie może się ruszyć. Strach sparaliżował jej wszystkie mięśnie. Oczy zaczynają błyszczeć przez nadchodzące łzy.
- Spokojnie Amy, wszystko będzie dobrze.
- D-dawaj b-b-broń szczeniaku!
- Puść ją.
- Nie ma mowy! Dawaj b-broń bo j-ją zabi-ije!
- Powtórzę po raz ostatni. Puść ją.
- Z-zamknij się i o-oddaj mi s-s-s-swój kar-rabin!
Młodzieniec szykuje się do celnego strzału. Lekko przesuwa lufę w stronę wystającego zza głowy Amy oka wroga.
- G-głuchy jesteś-ś-ś!? - wróg zaczyna mocniej przyciskać nóż.
- Mike! - nastolatce zaczynają lecieć łzy.
Chłopak widząc to, zaczyna czuć w sobie ogromne pokłady złości i nienawiści. Gdy Amy spogląda na oczy Mike, zauważa że ich kolor zmienia się na purpurowy. Dziewczyna nie wie co się dzieje, ale po chłopaku nie widać jakby to czuł czy chociażby o tym wiedział.
- Poczekaj jeszcze chwile, zaraz to się skończy.
- D-dawaj ten j-j-jebany karab-bin! Zaraz p-po mnie przyjdzie!
- Przyjdzie? Kto?
- Potwór z o-ogromną ręką.
- (czyżby Zero? Ale jak? Dlaczego nie mam wizji?) - pomyślał chłopak ciągnąc lekko za spóst.
- Dobra gościu. Mam dla Ciebie propozycję.
- J-jaką?
- Puścisz dziewczynę, a ja, ze względu że jesteś ocalałym jak my, dam Ci pistolet. Co ty na to?
- P-pistolet? A m-mocny?
- Magnum 45.
- N-no nie wiem...
Po chwili wróg lekko poluźnił uścisk noża. Mike wykorzystując okazję strzela ocalałemu w głowę. Amy odruchowo zaczyna krzyczeć, po czym podbiega do nastolatka rzucając mu się w ramiona.
- Już dobrze Amy. Już dobrze...
Dziewczyna uspokaja się i przygląda się oczom Mike'a. Okazuje się że znów są normalne. Nie wiedząc o co chodzi, wmawia sobie, że to tylko przewidzenie. Oboje ruszają dalej, lecz dalsza droga odbywa się inaczej. Mike z całych sił próbuje pocieszyć Amy rozśmieszając ją, opowiadając śmieszne historie ze swojego życia, a nawet robiąc sobie żarty z nadopiekuńczego ojca dziewczyny. Po długim spacerze, w końcu doszli do sklepu meksykanina. Nastolatek zaczyna szukać nitrogliceryny, gdy w międzyczasie Amy ogląda sklep. Na ścianach wiszą różne zdjęcia na których widnieją rzekome statki UFO. Po chwili nastolatka zaczyna słyszeć dźwięk silnika z oddali, lecz po krótkim czasie dźwięk głuchnie. Po jakimś czasie do nastolatki podchodzi Mike.
- Cholera... Nie mam pojęcia gdzie on mógł schować te butle.
- A na zapleczu patrzałeś?
- Tak. Przeczesałem cały sklep.
Amy zaczyna rozmyślać nad położeniem nitrogliceryny.
- A może właściciel ma coś w stylu parkingu...
- Hmm nie pomyślałem.
Młodzieniec odwraca się i kieruje w stronę drzwi do zaplecza z nadzieją, że nie zauważył jakiś drzwi. Po chwili coś rozbija wazon stojący na półce nag głową chłopaka. Ocaleni w panice rozglądają się. Chwile później nadjeżdżają dwa Hummer'y z których wychodzą uzbrojeni ludzie, którzy od razu strzelają do ocalałych. Nastolatek łapie dziewczynę za dłoń i chowają się za blatem. Kule latają we wszystkie strony niszcząc wszystko na swojej drodze. Szyby pękają, kawałki produktów spożywczych fruwają po całym lokalu.
- Kurwa jak to możliwe!? Ilu ich tu jest!? - krzyczy Mike zasłaniając swoim ciałem przestraszoną nastolatkę.
- Mike!
- Spokojnie! Zajmę się tym!
Chłopak łapie za karabin, wychyla się i odpowiada wrogom ogniem. Są to ci sami komandosi, którzy byli w jednostce po dokumenty. Po chwili młodzieniec chowa się by przeładować broń, a wróg przestaje strzelać.
- Poddaj się szczylu. Wyjdźcie oboje i dajcie się zlikwidować.
- Czego od nas chcecie!? Jesteśmy ocalałymi w Angel City. Powinniście nam pomóc!
- Pomóc? Niby komu? Wy nie żyjecie. Ci którzy się nie ewakuowali, są uznani za martwych. Wyjście z tego piekła nic wam nie da. Nikt wam nie uwierzy w waszą prawdziwą tożsamość. Jesteście jedynymi świadkami testów rządowych, a my jesteśmy tu po to, by zlikwidować wszelakie dowody.
Mike nie dowierza własnym uszom. Po chwili zaczyna szeptać Amy coś do ucha.
- Jak dam ci znak, zacznij biec w stronę rozbitej szyby przed tobą. Ja będę cie osłaniał.
- A co z tobą?
- Poradzę sobie.
- Objecaj mi, że przeżyjesz.
- Kryj się.
Nagle Amy lekko się unosi i zaczyna całować nastolatka. Oboje czują jakby czas się zatrzymał. W chłopaku zaczyna się wzniecać ogień uczucia miłości. Dziewczyna szykuje się do zrealizowania planu.
- Dobra na trzy. Jesteś gotowa?
- Tak. Powodzenia Mike.
- ... Raz, dwa, trzy!
Nastolatka wybiega zza blatu i biegnie w stronę najbliższego wyjścia. W tym czasie chłopak zaczyna strzelać do wojskowych, żeby utrzymać ogień na sobie, lecz jeden z komandosów kieruje broń w stronę uciekającej nastolatki.
- Nie!
Mike zaczyna strzelać z całego magazynku w drugiego komandosa, lecz zanim jego żywot się kończy, udaje mu się wystrzelić trzy razy trafiając przy tym dziewczynę. Chłopak niedowierza oczom. Amy upada na ziemie. Dziewczyna leżąc na podłodze, zauważa przed sobą kilka dużych kartonów. Z jednego z nich lekko wystaje jakaś butla z zielonym płynem. Po chwili Amy traci przytomność, a ostatnie co słyszy to krzyk Mike i słowa komandosa "Cholera! Czym on jest!?".
- Może znajdźmy coś co wysadzi bramę? - rzucił zdezorientowany Mike.
- Heh nie ma sprawy, tylko niby czym chcesz wysadzić taką grubą bramę? - Paul ironicznie spogląda na chłopaka.
- Nitrogliceryna.
- Gdzie chcesz niby coś tak mocnego znaleźć? Zwłaszcza w Angel City?
- Znałem tutaj wielu ludzi, a także ich tajemnice. Był pewien meksykański sprzedawca, który był kiedyś wojskowym. Na zapleczu trzymał kilka butli z ładunkiem.
- Gość trzymał w swoim lokalu wrażliwą na wszystko bombę?
- Noo... Tak.
- Nie wierze... - starzec odchodząc złapał się za głowę.
- To może pojedźmy tam i zobaczmy.
- Nie mam czasu na głupoty. Przecież wiadomo że--
- Ja pójdę - wtrąca się Amy.
Mike spogląda na dziewczynę z niedowierzaniem. Taka młoda i niewinna dziewczyna chce pakować się w takie niebezpieczeństwo.
- No dobra.
- Że co proszę!? - krzyknął z przerażeniem starzec strącając kubek z kawą na podłogę.
- Czemu nie? Niech pozna w końcu świat zewnętrzny.
- Nie zgadzam się!
- Ale Tato! Mam dość siedzenia tutaj! Ciągle to wy wychodzicie na jakieś zadania. Mieszkam z wami, więc teraz ja idę.
Mężczyzna spogląda na młodzieńca gdy ten z uśmiechem wzrusza ramionami.
- Jeżeli mnie nie wypuścisz, to pójdę sama.
Starzec zamilkł jakby zamienił się w skałę. Różne myśli przechodziły mu przez głowę. Po krótkim namyśle, zgodził się. Dziewczyna wybuchła radością i pobiegła się przebrać. Mike kierując się powoli w stronę wyjścia, przechodząc obok Paul'a, klepie go po plecach.
- Spokojnie staruszku. Jest w dobrych rękach.
Mężczyzna nic nie odpowiedział, po czym poszedł coś zjeść. Po chwili przychodzi Amy z karabinem w ręku.
- To co? Idziemy? - uśmiechnęła się.
- Tak, chodź.
Oboje wyszli z bunkru i ruszyli pieszo w stronę zakładu meksykanina. Spacerując pustą ulicą, Amy próbuje znaleźć jakiś wspólny temat. Mike idzie cały czas skupiony przed siebie, obserwując otoczenie w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Nagle gdy dziewczyna chce coś powiedzieć, ktoś łapie ją od tyłu. Nastolatek odruchowo odwraca się celując w wroga. Widzi przed sobą zakrwawionego ocalałego, który trzyma nóż przy krtani Amy. Ocalały jest cały roztrzęsiony i wygląda na przerażonego. Chłopak w skupieniu i z szczegółową ostrożnością celuje w wroga tak, aby w razie strzału nie zranić zakładniczki.
- Mike... - dziewczyna stoi nieruchomo, lecz nie z powodu że nie może się ruszyć. Strach sparaliżował jej wszystkie mięśnie. Oczy zaczynają błyszczeć przez nadchodzące łzy.
- Spokojnie Amy, wszystko będzie dobrze.
- D-dawaj b-b-broń szczeniaku!
- Puść ją.
- Nie ma mowy! Dawaj b-broń bo j-ją zabi-ije!
- Powtórzę po raz ostatni. Puść ją.
- Z-zamknij się i o-oddaj mi s-s-s-swój kar-rabin!
Młodzieniec szykuje się do celnego strzału. Lekko przesuwa lufę w stronę wystającego zza głowy Amy oka wroga.
- G-głuchy jesteś-ś-ś!? - wróg zaczyna mocniej przyciskać nóż.
- Mike! - nastolatce zaczynają lecieć łzy.
Chłopak widząc to, zaczyna czuć w sobie ogromne pokłady złości i nienawiści. Gdy Amy spogląda na oczy Mike, zauważa że ich kolor zmienia się na purpurowy. Dziewczyna nie wie co się dzieje, ale po chłopaku nie widać jakby to czuł czy chociażby o tym wiedział.
- Poczekaj jeszcze chwile, zaraz to się skończy.
- D-dawaj ten j-j-jebany karab-bin! Zaraz p-po mnie przyjdzie!
- Przyjdzie? Kto?
- Potwór z o-ogromną ręką.
- (czyżby Zero? Ale jak? Dlaczego nie mam wizji?) - pomyślał chłopak ciągnąc lekko za spóst.
- Dobra gościu. Mam dla Ciebie propozycję.
- J-jaką?
- Puścisz dziewczynę, a ja, ze względu że jesteś ocalałym jak my, dam Ci pistolet. Co ty na to?
- P-pistolet? A m-mocny?
- Magnum 45.
- N-no nie wiem...
Po chwili wróg lekko poluźnił uścisk noża. Mike wykorzystując okazję strzela ocalałemu w głowę. Amy odruchowo zaczyna krzyczeć, po czym podbiega do nastolatka rzucając mu się w ramiona.
- Już dobrze Amy. Już dobrze...
Dziewczyna uspokaja się i przygląda się oczom Mike'a. Okazuje się że znów są normalne. Nie wiedząc o co chodzi, wmawia sobie, że to tylko przewidzenie. Oboje ruszają dalej, lecz dalsza droga odbywa się inaczej. Mike z całych sił próbuje pocieszyć Amy rozśmieszając ją, opowiadając śmieszne historie ze swojego życia, a nawet robiąc sobie żarty z nadopiekuńczego ojca dziewczyny. Po długim spacerze, w końcu doszli do sklepu meksykanina. Nastolatek zaczyna szukać nitrogliceryny, gdy w międzyczasie Amy ogląda sklep. Na ścianach wiszą różne zdjęcia na których widnieją rzekome statki UFO. Po chwili nastolatka zaczyna słyszeć dźwięk silnika z oddali, lecz po krótkim czasie dźwięk głuchnie. Po jakimś czasie do nastolatki podchodzi Mike.
- Cholera... Nie mam pojęcia gdzie on mógł schować te butle.
- A na zapleczu patrzałeś?
- Tak. Przeczesałem cały sklep.
Amy zaczyna rozmyślać nad położeniem nitrogliceryny.
- A może właściciel ma coś w stylu parkingu...
- Hmm nie pomyślałem.
Młodzieniec odwraca się i kieruje w stronę drzwi do zaplecza z nadzieją, że nie zauważył jakiś drzwi. Po chwili coś rozbija wazon stojący na półce nag głową chłopaka. Ocaleni w panice rozglądają się. Chwile później nadjeżdżają dwa Hummer'y z których wychodzą uzbrojeni ludzie, którzy od razu strzelają do ocalałych. Nastolatek łapie dziewczynę za dłoń i chowają się za blatem. Kule latają we wszystkie strony niszcząc wszystko na swojej drodze. Szyby pękają, kawałki produktów spożywczych fruwają po całym lokalu.
- Kurwa jak to możliwe!? Ilu ich tu jest!? - krzyczy Mike zasłaniając swoim ciałem przestraszoną nastolatkę.
- Mike!
- Spokojnie! Zajmę się tym!
Chłopak łapie za karabin, wychyla się i odpowiada wrogom ogniem. Są to ci sami komandosi, którzy byli w jednostce po dokumenty. Po chwili młodzieniec chowa się by przeładować broń, a wróg przestaje strzelać.
- Poddaj się szczylu. Wyjdźcie oboje i dajcie się zlikwidować.
- Czego od nas chcecie!? Jesteśmy ocalałymi w Angel City. Powinniście nam pomóc!
- Pomóc? Niby komu? Wy nie żyjecie. Ci którzy się nie ewakuowali, są uznani za martwych. Wyjście z tego piekła nic wam nie da. Nikt wam nie uwierzy w waszą prawdziwą tożsamość. Jesteście jedynymi świadkami testów rządowych, a my jesteśmy tu po to, by zlikwidować wszelakie dowody.
Mike nie dowierza własnym uszom. Po chwili zaczyna szeptać Amy coś do ucha.
- Jak dam ci znak, zacznij biec w stronę rozbitej szyby przed tobą. Ja będę cie osłaniał.
- A co z tobą?
- Poradzę sobie.
- Objecaj mi, że przeżyjesz.
- Kryj się.
Nagle Amy lekko się unosi i zaczyna całować nastolatka. Oboje czują jakby czas się zatrzymał. W chłopaku zaczyna się wzniecać ogień uczucia miłości. Dziewczyna szykuje się do zrealizowania planu.
- Dobra na trzy. Jesteś gotowa?
- Tak. Powodzenia Mike.
- ... Raz, dwa, trzy!
Nastolatka wybiega zza blatu i biegnie w stronę najbliższego wyjścia. W tym czasie chłopak zaczyna strzelać do wojskowych, żeby utrzymać ogień na sobie, lecz jeden z komandosów kieruje broń w stronę uciekającej nastolatki.
- Nie!
Mike zaczyna strzelać z całego magazynku w drugiego komandosa, lecz zanim jego żywot się kończy, udaje mu się wystrzelić trzy razy trafiając przy tym dziewczynę. Chłopak niedowierza oczom. Amy upada na ziemie. Dziewczyna leżąc na podłodze, zauważa przed sobą kilka dużych kartonów. Z jednego z nich lekko wystaje jakaś butla z zielonym płynem. Po chwili Amy traci przytomność, a ostatnie co słyszy to krzyk Mike i słowa komandosa "Cholera! Czym on jest!?".
sobota, 29 listopada 2014
KONIEC TAJEMNIC
Jest 29 stycznia. Trójka ocalałych spędza spokojnie czas w schronie antyrakietowym. Mike i Paul są właśnie w trakcie zawziętej gry w szachy, a Amy siedzi na łóżku Mike'a i rysuje portret chłopaka. Wszyscy cieszą się życiem całkowicie zapominając o apokalipsie. Dziewczyna skrobie ołówkiem po kartce, rysując każdy szczegół nastolatka. Mężczyzna kątem oka zauważa, że jego córka ciągle spogląda na młodzieńca. Nagle na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Widząc to, Mike zaczyna się zastanawiać o może chodzić starcowi i próbuje rozszyfrować ułożenie figur na planszy z myślą, że nie zauważył pułapki. Chłopak łapie za gońca, stawia obok wrogiego pionka. Mężczyzna widzi, że Mike rozgryzł jego strategie, lecz po chwili przesuwa wieże obok króla chłopaka wygrywając przy tym rozgrywkę.
- Co!? Jak to możliwe!?
- Jesteś mało spostrzegawczy.
- Oszukujesz!
- Haha pewnie!
Mike wstaje z krzesła i wychodzi z pokoju, gdy nagle słyszy z zewnątrz głośny wybuch. Paul wyrywa się z miejsca i biegnie do chłopaka.
- Co to było? - zapytał zdenerwowany starzec.
- Nie wiem, ale chyba będziemy musieli się przejść i to sprawdzić.
- Jest minus trzydzieści! Zginiemy tam!
- Spokojnie. Mam tu kombinezony termostatyczne. Ubierzemy na to kurtki, rękawiczki, czapki i będzie okej.
- No dobra.
Młodzieniec poszedł to jednego z magazynów po kombinezony, gdy Paul podchodzi do Amy.
- Córeczko, co Cię tak martwi?
- Wrócicie?
- Pewnie że tak. Idziemy tylko na zwiad.
- Znowu zostawiacie mnie samą. Zaczyna mnie to denerwować...
- Oj kochanie... Powiedz szczerze, nie chodzi tu o mnie prawda?
- ...
- Amy.
- Może...
Nagle wtrąca się Mike - Okej! Mam!
- Świetnie.
Oboje zakładają kombinezony, po czym się ubierają.
- Dobra staruszku. Bierz broń bo możemy spotkać wrogów na swojej drodze.
Dziewczyna słysząc to, nerwowo rusza do swojego pokoju trzaskają za sobą drzwiami.
- Co jej się stało?
- Nieważne... Chodź już.
Oboje wychodzą z bazy na powierzchnie. Całe miasto jest pokryte lodem, trupy wyglądają jak lodowe rzeźby, a na ulicy można by było jeździć na łyżwach. Uzbrojeni ocaleni idą przed siebie, szukając śladów wybuchu, którego usłyszeli. Na ich kombinezonach zaczyna się pojawiać lód. Po długim spacerze, zauważają kłęby dymu wydobywające się z budynku. Oboje się rozglądają za wrogiem. Po chwili słyszą z oddali dźwięk pojazdu. W ich stronę zbliża się czarny Hammer. Zaciekawieni, chowają się za pobliskim śmietnikiem i bacznie obserwują pojazd. Hammer zatrzymuje się obok wysadzonego budynku. Mike zauważa, że wysiadają z niego komandosi, lecz inaczej ubrani, niż ci co przyszli do jednostki. Nagle chłopak po raz kolejny zaczyna widzieć fragmenty widoku Zero. Głowa zaczyna go boleć co raz mocniej. Paul odwraca wzrok od żołnierzy na nastolatka i zastanawia się co się z nim dzieje.
- Ej młody, wszystko okej?
- Tak... Jest dobrze.
- No nie wyglądasz. Co Ci jest? Ciągle Cie boli głowa.
- To teraz mało istotne. Skupmy się na wrogu.
Starzec przylega plecami do śmietnika i próbuje podsłuchać rozmowę komandosów, a chłopak szuka lepszego miejsca do obserwacje. Gdy mężczyzna chce przesunąć się na bok, uderza stopą o starą puszkę. Komandosi od razu spojrzeli w stronę śmietnika, przerywając przy tym rozmowę.
- Ej słyszałeś?
- Taa... To pewnie jakiś szczur czy coś.
- Szczur? W taką temperaturę?
- No nie wiem... Może są zmiennocieplne czy coś.
- Co za idiota... Idę to sprawdzić.
Ocaleni szykują się do starcia i czekają na odpowiedni moment, by zaatakować wrogów, lecz komandos się nagle zatrzymuje, po czym się cofa.
- No i jak? Jest tam ktoś?
- "Jastrząb" tu "Wilk 03", odbiór. - mówi komandos spokojnym głosem przez krótkofalówkę.
- Tu "Jastrząb", słyszę Cie.
- Mamy towarzystwo. Mógłbyś zająć się wrogiem, który chowa się za śmietnikiem na przeciwko nas?
- Masz jakieś potwierdzenie, że przebywa tam wróg?
- Mam. Lufa karabinu lekko wystaje za śmietnik.
- Przyjąłem. Ściągam cel.
Mike próbuje się skupić i cokolwiek usłyszeć, lecz przeszkadza mu w tym burza śnieżna.
- Paul, słyszysz o czym oni mówią?
- Nic a nic. Wiatr tłumi głosy.
Nagle z oddali słychać głośny huk, jakby piorun uderzył w ziemie, po czym coś trafia w śmietnik, kilka centymetrów nad głową Mike'a.
- Kurwa! Sniper!
- Cholera!
- Biegnij Paul!
Oboje wybiegają zza zasłony i zaczynają strzelać do komandosów, gdy ci także odpowiadają im ogniem. Toczy się krwawa walka. Kule latają po całym polu bitwy, spadające łuski, są tak rozgrzane, że topią lód, który pokrył ulice całego miasta. Komandosi stoją w miejscu i strzelają do uciekających ocalałych, którzy szukają kolejnej osłony przy tym także strzelając. Paul przeskakuje przez niewielki murek i chowa się za nim, lecz gdy nastolatek próbuje przeskoczyć, dostaje kulą w nogę i upada na ziemię pozostawiając za sobą linię krwi. Mężczyzna podnosi Mike i opiera o murek. Komandosi wciąż strzelają. Ich broń ma taką siłę, że kule powoli zaczynają się przebijać przez niego.
- Mike, żyjesz?
- Tak. Nic mi nie jest.
- Dobra... Cholera jak mamy się stąd wydostać?
- Musisz biec do Hammera. Jest na nim ciężkie działko. Ja Cie będę osłaniał.
- Heh, cwaniak bo biec nie możesz?
- Trzeba sobie jakoś ra--... - chłopak przerywa zdanie, po czym zaczyna głośno krzyczeć łapiąc się za głowę
- Mike! Mike, co Ci jest!?
- Moja głowa!
- Mike!
Chłopak wije się z bólu. Widzi jak Zero się przemieszcza. Po chwili zauważa, że mutant znajduje się niedaleko pola bitwy i zaczyna patrzeć w ich stronę. Chłopak opiera się bólowi i próbuje się podnieść.
- Paul, musimy stąd uciekać.
- Co? Dlaczego?
- Zero idzie w naszą stronę.
- Co?
Starzec lekko wychyla głowę za murek i z niedowierzaniem obserwuje jak ogromny mutant idzie w stronę nieświadomych zagrożenia żołnierzy. Po chwili z zdziwieniem przenosi wzrok na obolałego nastolatka.
- Skąd ty to...
- To nie pora na wytłumaczenia. Musimy się stąd wydostać.
Gdy Zero znajduje się za żołnierzami, od razu łapie jednego z nich i rozrywa na pół. Drugi odruchowo się od wraca i zaczyna strzelać do mutanta.
- Czym ty kurwa jesteś!?
Bestia zaczyna ryczeć i uderza drugiego komandosa, łamiąc mu prawie wszystkie kości. Nagle cisza. Mężczyzna wychyla głowę i zauważa, że wrogowie nie żyją, a Zero zniknął.
- Hej, młody. Zero uciekł. Droga wolna.
- Czekaj... - mówi z zamkniętymi oczami chłopak.
- Na co?
- Jest na dachu wysadzonego budynku.
Co?
Paul ponownie się wychyla by sprawdzić teorię Mike'a. Chłopak ma rację. Zero stoi na dachu i obserwuje miasto.
- Skąd ty to wiedziałeś?
- Już Ci mówiłem. To nie czas na wytłumaczenia.
Po chwili, Zero dostaje kulą w ramię. Zdenerwowany patrzy się na miejsce, skąd wydobył się strzał. Zauważa na dachu kilka przecznic od niego, leżącego snipera. Mutant podskakuje i leci jak zielona bestia HULK.
- Dobra, poszedł załatwić snipera. Musimy iść.
Ocaleni biegną do Hummera i wracają nim do domu. Powrót przebiegł bez słowa. Gdy oboje dojechali na bazy, Mike od razu wyszedł z pojazdu i poszedł opatrzyć ranną nogę. Po chwili na środku bazy zaczepia go zdenerwowany Paul.
- Co to miało być!?
- O co Ci chodzi?
- O co!? Jakim cudem wiedziałeś gdzie jest Zero!?
- Nie chcę o tym gadać.
- Jesteśmy drużyną! Powinniśmy sobie mówić wszystko!
- Ej! Znowu się kłócicie!? - wtrąca się Amy.
- Amy, proszę to nie twoja sprawa...
- Nie jej!? Córeczko zostań. Niech też usłyszy prawdę.
- Ale jaką prawdę?
- Że Mike to zdrajca i pracuje z Armią.
- Nie pracuje z Armią!
- To niby skąd wiesz, gdzie jest Zero!?
- Bo go kurwa widzę! Patrze jego oczami!
- Co?
- Tak! Chciałeś wiedzieć? Proszę bardzo! Po pierwszej walce z Zero zostałem ranny przez niego. Dałeś mi antidotum, lecz połówkę. Moje komórki przez antidotum musiały się połączyć z DNA Zero i teraz tak jakby jestem z nim połączony umysłowo. Widzę gdzie jest i co robi bo widzę to, co on widzi. Przez to właśnie mam takie częste bóle głowy. Lepiej Ci po tej informacji?
- Dlaczego nam o tym wcześniej nie powiedziałeś? - zapytała załamanym głosem dziewczyna.
- Nie chciałem być uważany za dziwnego lub niepoczytalnego.
Nagle podbiega do niego Amy i zaczyna go mocno przytulać. Mike jest zdezorientowany i nie wie co ma zrobić. Po chwili patrzy na uśmiechniętego starca, który idzie do swojego pokoju.
- Zapamiętaj Mike, że nam możesz wszystko powiedzieć...
Chłopak zaczyna powoli także obejmować Amy. Przez jego ciało przepływa ciepła tajemnicza energia. Mike zamyka oczy i się lekko uśmiecha.
- Dziękuje, Amy.
- Co!? Jak to możliwe!?
- Jesteś mało spostrzegawczy.
- Oszukujesz!
- Haha pewnie!
Mike wstaje z krzesła i wychodzi z pokoju, gdy nagle słyszy z zewnątrz głośny wybuch. Paul wyrywa się z miejsca i biegnie do chłopaka.
- Co to było? - zapytał zdenerwowany starzec.
- Nie wiem, ale chyba będziemy musieli się przejść i to sprawdzić.
- Jest minus trzydzieści! Zginiemy tam!
- Spokojnie. Mam tu kombinezony termostatyczne. Ubierzemy na to kurtki, rękawiczki, czapki i będzie okej.
- No dobra.
Młodzieniec poszedł to jednego z magazynów po kombinezony, gdy Paul podchodzi do Amy.
- Córeczko, co Cię tak martwi?
- Wrócicie?
- Pewnie że tak. Idziemy tylko na zwiad.
- Znowu zostawiacie mnie samą. Zaczyna mnie to denerwować...
- Oj kochanie... Powiedz szczerze, nie chodzi tu o mnie prawda?
- ...
- Amy.
- Może...
Nagle wtrąca się Mike - Okej! Mam!
- Świetnie.
Oboje zakładają kombinezony, po czym się ubierają.
- Dobra staruszku. Bierz broń bo możemy spotkać wrogów na swojej drodze.
Dziewczyna słysząc to, nerwowo rusza do swojego pokoju trzaskają za sobą drzwiami.
- Co jej się stało?
- Nieważne... Chodź już.
Oboje wychodzą z bazy na powierzchnie. Całe miasto jest pokryte lodem, trupy wyglądają jak lodowe rzeźby, a na ulicy można by było jeździć na łyżwach. Uzbrojeni ocaleni idą przed siebie, szukając śladów wybuchu, którego usłyszeli. Na ich kombinezonach zaczyna się pojawiać lód. Po długim spacerze, zauważają kłęby dymu wydobywające się z budynku. Oboje się rozglądają za wrogiem. Po chwili słyszą z oddali dźwięk pojazdu. W ich stronę zbliża się czarny Hammer. Zaciekawieni, chowają się za pobliskim śmietnikiem i bacznie obserwują pojazd. Hammer zatrzymuje się obok wysadzonego budynku. Mike zauważa, że wysiadają z niego komandosi, lecz inaczej ubrani, niż ci co przyszli do jednostki. Nagle chłopak po raz kolejny zaczyna widzieć fragmenty widoku Zero. Głowa zaczyna go boleć co raz mocniej. Paul odwraca wzrok od żołnierzy na nastolatka i zastanawia się co się z nim dzieje.
- Ej młody, wszystko okej?
- Tak... Jest dobrze.
- No nie wyglądasz. Co Ci jest? Ciągle Cie boli głowa.
- To teraz mało istotne. Skupmy się na wrogu.
Starzec przylega plecami do śmietnika i próbuje podsłuchać rozmowę komandosów, a chłopak szuka lepszego miejsca do obserwacje. Gdy mężczyzna chce przesunąć się na bok, uderza stopą o starą puszkę. Komandosi od razu spojrzeli w stronę śmietnika, przerywając przy tym rozmowę.
- Ej słyszałeś?
- Taa... To pewnie jakiś szczur czy coś.
- Szczur? W taką temperaturę?
- No nie wiem... Może są zmiennocieplne czy coś.
- Co za idiota... Idę to sprawdzić.
Ocaleni szykują się do starcia i czekają na odpowiedni moment, by zaatakować wrogów, lecz komandos się nagle zatrzymuje, po czym się cofa.
- No i jak? Jest tam ktoś?
- "Jastrząb" tu "Wilk 03", odbiór. - mówi komandos spokojnym głosem przez krótkofalówkę.
- Tu "Jastrząb", słyszę Cie.
- Mamy towarzystwo. Mógłbyś zająć się wrogiem, który chowa się za śmietnikiem na przeciwko nas?
- Masz jakieś potwierdzenie, że przebywa tam wróg?
- Mam. Lufa karabinu lekko wystaje za śmietnik.
- Przyjąłem. Ściągam cel.
Mike próbuje się skupić i cokolwiek usłyszeć, lecz przeszkadza mu w tym burza śnieżna.
- Paul, słyszysz o czym oni mówią?
- Nic a nic. Wiatr tłumi głosy.
Nagle z oddali słychać głośny huk, jakby piorun uderzył w ziemie, po czym coś trafia w śmietnik, kilka centymetrów nad głową Mike'a.
- Kurwa! Sniper!
- Cholera!
- Biegnij Paul!
Oboje wybiegają zza zasłony i zaczynają strzelać do komandosów, gdy ci także odpowiadają im ogniem. Toczy się krwawa walka. Kule latają po całym polu bitwy, spadające łuski, są tak rozgrzane, że topią lód, który pokrył ulice całego miasta. Komandosi stoją w miejscu i strzelają do uciekających ocalałych, którzy szukają kolejnej osłony przy tym także strzelając. Paul przeskakuje przez niewielki murek i chowa się za nim, lecz gdy nastolatek próbuje przeskoczyć, dostaje kulą w nogę i upada na ziemię pozostawiając za sobą linię krwi. Mężczyzna podnosi Mike i opiera o murek. Komandosi wciąż strzelają. Ich broń ma taką siłę, że kule powoli zaczynają się przebijać przez niego.
- Mike, żyjesz?
- Tak. Nic mi nie jest.
- Dobra... Cholera jak mamy się stąd wydostać?
- Musisz biec do Hammera. Jest na nim ciężkie działko. Ja Cie będę osłaniał.
- Heh, cwaniak bo biec nie możesz?
- Trzeba sobie jakoś ra--... - chłopak przerywa zdanie, po czym zaczyna głośno krzyczeć łapiąc się za głowę
- Mike! Mike, co Ci jest!?
- Moja głowa!
- Mike!
Chłopak wije się z bólu. Widzi jak Zero się przemieszcza. Po chwili zauważa, że mutant znajduje się niedaleko pola bitwy i zaczyna patrzeć w ich stronę. Chłopak opiera się bólowi i próbuje się podnieść.
- Paul, musimy stąd uciekać.
- Co? Dlaczego?
- Zero idzie w naszą stronę.
- Co?
Starzec lekko wychyla głowę za murek i z niedowierzaniem obserwuje jak ogromny mutant idzie w stronę nieświadomych zagrożenia żołnierzy. Po chwili z zdziwieniem przenosi wzrok na obolałego nastolatka.
- Skąd ty to...
- To nie pora na wytłumaczenia. Musimy się stąd wydostać.
Gdy Zero znajduje się za żołnierzami, od razu łapie jednego z nich i rozrywa na pół. Drugi odruchowo się od wraca i zaczyna strzelać do mutanta.
- Czym ty kurwa jesteś!?
Bestia zaczyna ryczeć i uderza drugiego komandosa, łamiąc mu prawie wszystkie kości. Nagle cisza. Mężczyzna wychyla głowę i zauważa, że wrogowie nie żyją, a Zero zniknął.
- Hej, młody. Zero uciekł. Droga wolna.
- Czekaj... - mówi z zamkniętymi oczami chłopak.
- Na co?
- Jest na dachu wysadzonego budynku.
Co?
Paul ponownie się wychyla by sprawdzić teorię Mike'a. Chłopak ma rację. Zero stoi na dachu i obserwuje miasto.
- Skąd ty to wiedziałeś?
- Już Ci mówiłem. To nie czas na wytłumaczenia.
Po chwili, Zero dostaje kulą w ramię. Zdenerwowany patrzy się na miejsce, skąd wydobył się strzał. Zauważa na dachu kilka przecznic od niego, leżącego snipera. Mutant podskakuje i leci jak zielona bestia HULK.
- Dobra, poszedł załatwić snipera. Musimy iść.
Ocaleni biegną do Hummera i wracają nim do domu. Powrót przebiegł bez słowa. Gdy oboje dojechali na bazy, Mike od razu wyszedł z pojazdu i poszedł opatrzyć ranną nogę. Po chwili na środku bazy zaczepia go zdenerwowany Paul.
- Co to miało być!?
- O co Ci chodzi?
- O co!? Jakim cudem wiedziałeś gdzie jest Zero!?
- Nie chcę o tym gadać.
- Jesteśmy drużyną! Powinniśmy sobie mówić wszystko!
- Ej! Znowu się kłócicie!? - wtrąca się Amy.
- Amy, proszę to nie twoja sprawa...
- Nie jej!? Córeczko zostań. Niech też usłyszy prawdę.
- Ale jaką prawdę?
- Że Mike to zdrajca i pracuje z Armią.
- Nie pracuje z Armią!
- To niby skąd wiesz, gdzie jest Zero!?
- Bo go kurwa widzę! Patrze jego oczami!
- Co?
- Tak! Chciałeś wiedzieć? Proszę bardzo! Po pierwszej walce z Zero zostałem ranny przez niego. Dałeś mi antidotum, lecz połówkę. Moje komórki przez antidotum musiały się połączyć z DNA Zero i teraz tak jakby jestem z nim połączony umysłowo. Widzę gdzie jest i co robi bo widzę to, co on widzi. Przez to właśnie mam takie częste bóle głowy. Lepiej Ci po tej informacji?
- Dlaczego nam o tym wcześniej nie powiedziałeś? - zapytała załamanym głosem dziewczyna.
- Nie chciałem być uważany za dziwnego lub niepoczytalnego.
Nagle podbiega do niego Amy i zaczyna go mocno przytulać. Mike jest zdezorientowany i nie wie co ma zrobić. Po chwili patrzy na uśmiechniętego starca, który idzie do swojego pokoju.
- Zapamiętaj Mike, że nam możesz wszystko powiedzieć...
Chłopak zaczyna powoli także obejmować Amy. Przez jego ciało przepływa ciepła tajemnicza energia. Mike zamyka oczy i się lekko uśmiecha.
- Dziękuje, Amy.
sobota, 22 listopada 2014
GNIAZDO
Mike budzi się z obolałą głową. Otwierając oczy, zauważa przed swoją twarzą niebieskie jak południowe niebo oczy Amy. Gdy chłopak się podnosi, nastolatka zaczyna się uśmiechać.
- Dziękuje Ci Mike.
- Mi? Za co?
- Odważyłeś się stanąć oko w oko z tym wielkim wilkiem. Gdyby nie ty, to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali.
- Heh... To tyczy się także was, bo gdybyście nie zareagowali na czas to ten kundel by miał niezłą ucztę, tylko trzeba by było mnie troszkę przyprawić.
Amy zaczyna się śmiać. Młodzieniec wpatruje się w nią, jakby widział anioła. Zaczyna ukazywać się w nim gorące uczucie, które rozprzestrzenia się po całym ciele. Po chwili do pokoju wchodzi Paul z kubkiem w ręku.
- Jest nasz agresor. Jak się czujesz?
- Dziwnie. Głowa mnie lekko boli i w ogóle... całe ciało.
- Amy mówiła że zemdlałeś. To ze stresu?
- N-nie...
- To przez co?
Mike zamilkł. Wie, że gdy powie im o swoich obrazach w głowie, mogą go wziąć za wariata i nie uwierzyć w to. Chłopak wstaje z łóżka i rozgląda się.
- Jesteśmy u mnie?
- Tak. Niestety nasza kryjówka jest niedostępna.
- Dlaczego?
- Została oczyszczona z wszystkiego co mieliśmy.
- Nie rozumiem.
- Byłem z córką na zwiadzie, a gdy wróciliśmy, wszystko było rozwalone, a bronie i jedzenie zniknęły.
- (to musieli być komandosi) Mam pytanie. Z której fiolki dałeś mi antidotum?
- Tej pękniętej. Miałem obawy, że nie zadziała, ale jak widać to jeszcze żyjesz.
Nastolatek się lekko uśmiechnął. Domyśla się czemu widzi obrazy, lecz nie ma jeszcze zamiaru o nich wspominać. Ubrany idzie coś zjeść. Chłopak czuje się dziwnie mieszkając w jednym azylu z kimś innym, lecz wie, że tak będzie najlepiej. Opierając się o ścianę i jedząc przy tym posiłek, młodzieniec obserwuje dziewczynę. Nie potrafi spuścić z niej oczu. Nigdy nie widział tak pięknej dziewczyny jak Ona. Nagle przed oczami ukazuje mu się Megan. Chłopak wpadł w szok upuszczając przy tym miskę z jedzeniem. Gdy miska uderza o ziemie, Mike znów dochodzi do siebie, lecz po chwili siada na podłodze. Gdy nastolatka widzi go w takim stanie, zaczyna się zastanawiać, czy niczego przed nią i jej ojcem nie ukrywa, po czym podchodzi do niego.
- Ej, wszystko w porządku?
- Co? A, tak tak. Jest okej...
- Marnie wyglądasz, wiesz?
- Zdaje Ci się.
Mike pokazuje swój sztuczny uśmiech, żeby dziewczyna się nie martwiła. Po krótkim czasie do chłopaka podchodzi Paul trzymając dwa karabiny.
- Jest godzina 21:03.
- I co w związku z tym?
- Musimy iść na polowanie?
- Niby na co?
- Niedaleko naszej bazy jest gniazdo ślepych.
- Poważnie?
- No tak. Mieszkasz tu tyle czasu, a jeszcze tego nie zauważyłeś?
- Nie wychodzę zbyt często o tej porze.
- Chodź. Musimy oczyścić teren. Na monitoringu zauważyłem, że kierują się na zachód stąd.
- No dobra...
Młodzieniec wstaje, ubiera kurtkę i wychodzi z mężczyzną z schronu.
- Pa pa Mike.
Mike zatrzymuje się i odwraca głowę zza plecy spoglądając na uśmiechniętą dziewczynę.
- Pa pa.
Będąc na zewnątrz, wsiadają do samochodu.
- To dokąd jedziemy.
- Zobaczysz.
Starzec odpala pojazd i rusza do celu. Podróż odbywa się bez słowa. Każdy myśli o swoich problemach. Po jakimś czasie samochód zatrzymuje się przed starym niewielkim budynkiem. Nastolatek wysiada z samochodu i podziwia go.
- Przerażający...
- A przestań. W nocy wszystko jest straszne.
- Może...
- idziemy.
Ocaleni idą w stronę drzwi ładując broń.
- Dobra młody, wchodzimy do środka i od razu się rozglądamy. Strzelaj we wszystko co się rusza.
- Więc w Ciebie też muszę strzelać.
- Słucham?
- Tak tylko sobie za żartowałem...
Paul wyważa drzwi i zaczyna się rozglądać po pierwszym pomieszczeniu z latarką umieszczoną na broni. Skupiony nastolatek wsłuchuje się w otoczenie i szuka ruchu. Oboje przemieszczają się powoli przez korytarz i wypatrują ślepych. W powietrzu czuć mdły zapach zgniłego mięsa, powietrze jest bardzo zimne i gęste. Nagle z wnętrza budynku wydobywa się dźwięk rozbitego szkła. Wojownicy od razu reagują i biegną przez korytarz. Po chwili, Paul łapie Mike'a za ramie w celu zatrzymania go i pokazuje mu palcem na sufit. Chłopak powoli unosi wzrok. Jego oczom ukazują się setki ślepych wiszących na suficie. Wyglądają, jakby spały lub odpoczywały. Oboje wiedzą, że jeden głośny ruch może być ich ostatnim. Idąc dalej, starzec zaczyna czuć zapach gazu, po czym znów zatrzymuje młodzieńca.
- Co znowu? - szepcze.
- Czujesz?
- Ale co?
- Gaz.
Chłopak zaczyna mocno zaciągać powietrze. Faktycznie, w powietrzu unosi się gaz. Paul wpada na pomysł by wysadzić cały budynek wykorzystując gaz. Oboje ruszają do miejsca wylotu gazu. Ich droga jest długa i wolna. Cały czas się rozglądają za aktywnymi ślepymi. Po jakimś czasie dochodzą na miejsce. Do ściany jest przymocowana długa, gruba rura z małą szczeliną, z której wydobywa się łatwopalny gaz. Oboje zaczynają rozmyślać, jak wysadzić budynek nie poświęcając się przy tym. Nagle Paul wyciąga z kieszeni szpulkę nici. Nastolatek zastanawia się, o co może chodzić starcowi, lecz gdy odczepił z paska granat odłamkowy, domyślił się planu. Mike zaczyna przyczepiać granat nitką do rury, a następnie przywiązuje koniec nitki do zawleczki.
- Dobra chłopcze. Trzymaj szpulkę. Wychodzimy z budynku i wysadzamy go. Idziemy powoli żeby nitka była ciągle naprężona, ale żebyś przypadkiem nie wyciągnął zawleczki za wcześnie.
- Okej.
Ocaleni ruszają w stronę wyjścia. Idą spokojnie trzymając limit naprężenia nitki na neutralnym poziomie. Mike idzie zamyślony przed siebie, niestety przez to zapomniał o jednej z zasad skradania się, "patrz pod nogi". Chłopak robi kolejny krok na leżący pod nim trojaku na świeczkę, po czym przewraca się przez niego. Huk nie był głośny, lecz Paul zauważa leżący na ziemi sznurek. Mike łapie go i lekko ciągnie.
- Luźny...
- Kurwa! Wjejemy!
Ocaleni zaczynają biec z całych sił, by na czas wyjść z budynku.
- Dawaj, dawaj! Biegnij!
Paul krzyczy na cały budynek budząc przy tym ślepych. Oboje biegną z utratą tchu, lecz nie mogą się teraz zatrzymać. Przed nimi ukazuje się wyjście. Nagle zza pleców dochodzi głośny dźwięk wybuchu. Po chwili coś zaczyna pchać nastolatka, wyrzucając go z budynku razem z mężczyzną. Budynek eksploduje. Nastolatek obserwuje, jak spalone ciała ślepych lecą w różne strony.
- Gdzie ty kurwa masz oczy dzieciaku?
- Zamyśliłem się... Przepraszam...
- Mieliśmy szczęście, że byliśmy blisko wyjścia.
- ...
- Wstawaj.
Mike wstaje z poczuciem winy. Oboje obserwują budynek nie wiedząc że zza plecami stoi trup, który szykuje się do ataku. Nagle coś z nieba uderza w niego z ogromną siłą rozwalając mu głowę. Przestraszeni dźwiękiem uderzenia odwracają się. Widzą leżącego trupa z kawałkami lodu na sobie.
- Ale fart co?
- Czekaj...
Mężczyzna pochyla się i bierze kawałek lodu do ręki. Po chwili w oddali słychać dźwięk pękania szyb. Chłopak stoi przerażony klepiąc starca po plecach.
- Co Ci jest?
- Patrz.
W ich stronę zbliża się zabójczy grad. Spadający lód ma wielkość głowy dorosłej osoby. Przerażeni szybko wsiadają do samochodu i ruszają do bazy. Niestety, grad łapie ich z drugiej strony atakując pojazd i wybijając przy tym przednią szybę.
- Jedź, jedź! - krzyczy Paul.
Ulica jest ślizga, lecz udaje im się pojechać do bazy. Przerażeni wysiadają z pojazdu i szybko przemieszczają się do bazy. Po chwili przychodzi Amy.
- Co się stało?
- A wiesz córeczko, pogoda do dupy.
Mike zaczyna się uśmiechać.
- Mieliśmy szczęście, że byliśmy tak blisko bazy...
- Teraz musimy przeczekać całą zimę.
- Niech Ci będzie, ale na wiosnę od razu biorę się za planowanie ucieczki z miasta.
Oboje wymienili się wzrokiem i widzieli w swoich oczach porozumienie, po czym rozeszli się po swoich pokojach, by odpocząć i przeczekać śmiertelną porę roku.
- Dziękuje Ci Mike.
- Mi? Za co?
- Odważyłeś się stanąć oko w oko z tym wielkim wilkiem. Gdyby nie ty, to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali.
- Heh... To tyczy się także was, bo gdybyście nie zareagowali na czas to ten kundel by miał niezłą ucztę, tylko trzeba by było mnie troszkę przyprawić.
Amy zaczyna się śmiać. Młodzieniec wpatruje się w nią, jakby widział anioła. Zaczyna ukazywać się w nim gorące uczucie, które rozprzestrzenia się po całym ciele. Po chwili do pokoju wchodzi Paul z kubkiem w ręku.
- Jest nasz agresor. Jak się czujesz?
- Dziwnie. Głowa mnie lekko boli i w ogóle... całe ciało.
- Amy mówiła że zemdlałeś. To ze stresu?
- N-nie...
- To przez co?
Mike zamilkł. Wie, że gdy powie im o swoich obrazach w głowie, mogą go wziąć za wariata i nie uwierzyć w to. Chłopak wstaje z łóżka i rozgląda się.
- Jesteśmy u mnie?
- Tak. Niestety nasza kryjówka jest niedostępna.
- Dlaczego?
- Została oczyszczona z wszystkiego co mieliśmy.
- Nie rozumiem.
- Byłem z córką na zwiadzie, a gdy wróciliśmy, wszystko było rozwalone, a bronie i jedzenie zniknęły.
- (to musieli być komandosi) Mam pytanie. Z której fiolki dałeś mi antidotum?
- Tej pękniętej. Miałem obawy, że nie zadziała, ale jak widać to jeszcze żyjesz.
Nastolatek się lekko uśmiechnął. Domyśla się czemu widzi obrazy, lecz nie ma jeszcze zamiaru o nich wspominać. Ubrany idzie coś zjeść. Chłopak czuje się dziwnie mieszkając w jednym azylu z kimś innym, lecz wie, że tak będzie najlepiej. Opierając się o ścianę i jedząc przy tym posiłek, młodzieniec obserwuje dziewczynę. Nie potrafi spuścić z niej oczu. Nigdy nie widział tak pięknej dziewczyny jak Ona. Nagle przed oczami ukazuje mu się Megan. Chłopak wpadł w szok upuszczając przy tym miskę z jedzeniem. Gdy miska uderza o ziemie, Mike znów dochodzi do siebie, lecz po chwili siada na podłodze. Gdy nastolatka widzi go w takim stanie, zaczyna się zastanawiać, czy niczego przed nią i jej ojcem nie ukrywa, po czym podchodzi do niego.
- Ej, wszystko w porządku?
- Co? A, tak tak. Jest okej...
- Marnie wyglądasz, wiesz?
- Zdaje Ci się.
Mike pokazuje swój sztuczny uśmiech, żeby dziewczyna się nie martwiła. Po krótkim czasie do chłopaka podchodzi Paul trzymając dwa karabiny.
- Jest godzina 21:03.
- I co w związku z tym?
- Musimy iść na polowanie?
- Niby na co?
- Niedaleko naszej bazy jest gniazdo ślepych.
- Poważnie?
- No tak. Mieszkasz tu tyle czasu, a jeszcze tego nie zauważyłeś?
- Nie wychodzę zbyt często o tej porze.
- Chodź. Musimy oczyścić teren. Na monitoringu zauważyłem, że kierują się na zachód stąd.
- No dobra...
Młodzieniec wstaje, ubiera kurtkę i wychodzi z mężczyzną z schronu.
- Pa pa Mike.
Mike zatrzymuje się i odwraca głowę zza plecy spoglądając na uśmiechniętą dziewczynę.
- Pa pa.
Będąc na zewnątrz, wsiadają do samochodu.
- To dokąd jedziemy.
- Zobaczysz.
Starzec odpala pojazd i rusza do celu. Podróż odbywa się bez słowa. Każdy myśli o swoich problemach. Po jakimś czasie samochód zatrzymuje się przed starym niewielkim budynkiem. Nastolatek wysiada z samochodu i podziwia go.
- Przerażający...
- A przestań. W nocy wszystko jest straszne.
- Może...
- idziemy.
Ocaleni idą w stronę drzwi ładując broń.
- Dobra młody, wchodzimy do środka i od razu się rozglądamy. Strzelaj we wszystko co się rusza.
- Więc w Ciebie też muszę strzelać.
- Słucham?
- Tak tylko sobie za żartowałem...
Paul wyważa drzwi i zaczyna się rozglądać po pierwszym pomieszczeniu z latarką umieszczoną na broni. Skupiony nastolatek wsłuchuje się w otoczenie i szuka ruchu. Oboje przemieszczają się powoli przez korytarz i wypatrują ślepych. W powietrzu czuć mdły zapach zgniłego mięsa, powietrze jest bardzo zimne i gęste. Nagle z wnętrza budynku wydobywa się dźwięk rozbitego szkła. Wojownicy od razu reagują i biegną przez korytarz. Po chwili, Paul łapie Mike'a za ramie w celu zatrzymania go i pokazuje mu palcem na sufit. Chłopak powoli unosi wzrok. Jego oczom ukazują się setki ślepych wiszących na suficie. Wyglądają, jakby spały lub odpoczywały. Oboje wiedzą, że jeden głośny ruch może być ich ostatnim. Idąc dalej, starzec zaczyna czuć zapach gazu, po czym znów zatrzymuje młodzieńca.
- Co znowu? - szepcze.
- Czujesz?
- Ale co?
- Gaz.
Chłopak zaczyna mocno zaciągać powietrze. Faktycznie, w powietrzu unosi się gaz. Paul wpada na pomysł by wysadzić cały budynek wykorzystując gaz. Oboje ruszają do miejsca wylotu gazu. Ich droga jest długa i wolna. Cały czas się rozglądają za aktywnymi ślepymi. Po jakimś czasie dochodzą na miejsce. Do ściany jest przymocowana długa, gruba rura z małą szczeliną, z której wydobywa się łatwopalny gaz. Oboje zaczynają rozmyślać, jak wysadzić budynek nie poświęcając się przy tym. Nagle Paul wyciąga z kieszeni szpulkę nici. Nastolatek zastanawia się, o co może chodzić starcowi, lecz gdy odczepił z paska granat odłamkowy, domyślił się planu. Mike zaczyna przyczepiać granat nitką do rury, a następnie przywiązuje koniec nitki do zawleczki.
- Dobra chłopcze. Trzymaj szpulkę. Wychodzimy z budynku i wysadzamy go. Idziemy powoli żeby nitka była ciągle naprężona, ale żebyś przypadkiem nie wyciągnął zawleczki za wcześnie.
- Okej.
Ocaleni ruszają w stronę wyjścia. Idą spokojnie trzymając limit naprężenia nitki na neutralnym poziomie. Mike idzie zamyślony przed siebie, niestety przez to zapomniał o jednej z zasad skradania się, "patrz pod nogi". Chłopak robi kolejny krok na leżący pod nim trojaku na świeczkę, po czym przewraca się przez niego. Huk nie był głośny, lecz Paul zauważa leżący na ziemi sznurek. Mike łapie go i lekko ciągnie.
- Luźny...
- Kurwa! Wjejemy!
Ocaleni zaczynają biec z całych sił, by na czas wyjść z budynku.
- Dawaj, dawaj! Biegnij!
Paul krzyczy na cały budynek budząc przy tym ślepych. Oboje biegną z utratą tchu, lecz nie mogą się teraz zatrzymać. Przed nimi ukazuje się wyjście. Nagle zza pleców dochodzi głośny dźwięk wybuchu. Po chwili coś zaczyna pchać nastolatka, wyrzucając go z budynku razem z mężczyzną. Budynek eksploduje. Nastolatek obserwuje, jak spalone ciała ślepych lecą w różne strony.
- Gdzie ty kurwa masz oczy dzieciaku?
- Zamyśliłem się... Przepraszam...
- Mieliśmy szczęście, że byliśmy blisko wyjścia.
- ...
- Wstawaj.
Mike wstaje z poczuciem winy. Oboje obserwują budynek nie wiedząc że zza plecami stoi trup, który szykuje się do ataku. Nagle coś z nieba uderza w niego z ogromną siłą rozwalając mu głowę. Przestraszeni dźwiękiem uderzenia odwracają się. Widzą leżącego trupa z kawałkami lodu na sobie.
- Ale fart co?
- Czekaj...
Mężczyzna pochyla się i bierze kawałek lodu do ręki. Po chwili w oddali słychać dźwięk pękania szyb. Chłopak stoi przerażony klepiąc starca po plecach.
- Co Ci jest?
- Patrz.
W ich stronę zbliża się zabójczy grad. Spadający lód ma wielkość głowy dorosłej osoby. Przerażeni szybko wsiadają do samochodu i ruszają do bazy. Niestety, grad łapie ich z drugiej strony atakując pojazd i wybijając przy tym przednią szybę.
- Jedź, jedź! - krzyczy Paul.
Ulica jest ślizga, lecz udaje im się pojechać do bazy. Przerażeni wysiadają z pojazdu i szybko przemieszczają się do bazy. Po chwili przychodzi Amy.
- Co się stało?
- A wiesz córeczko, pogoda do dupy.
Mike zaczyna się uśmiechać.
- Mieliśmy szczęście, że byliśmy tak blisko bazy...
- Teraz musimy przeczekać całą zimę.
- Niech Ci będzie, ale na wiosnę od razu biorę się za planowanie ucieczki z miasta.
Oboje wymienili się wzrokiem i widzieli w swoich oczach porozumienie, po czym rozeszli się po swoich pokojach, by odpocząć i przeczekać śmiertelną porę roku.
piątek, 31 października 2014
ZJEDNOCZENIE
Samochód pędzi przez miasto, pozostawiając za sobą tylko zapach spalin. Chłopak jedzie z ogromną szybkością zamykając prawie licznik. Skupiony widzi przed sobą starą stację benzynową. Zatrzymując się przy niej, nastolatek przypomina sobie dzieciństwo. To były wspaniałe chwile, lecz życie stało się męczarnią. Po lewej stronie widać wjazd na most. Mike rusza w jego stronę, lecz po chwili znów się zatrzymuje. Młodzieniec doszedł do wniosku, iż lepiej wrócić ciężarówką z arsenałem, niż przenosić wszystko z jednej do drugiej . Wysiadając z samochodu z karabinem, chłopak rusza dalej spokojnym krokiem. Po chwili widzi, że połowa mostu została zbombardowana. Idąc przed siebie, dochodzi do ciężarówki wojskowej. Mike podchodzi do tyłu pojazdu i otwiera drzwi. W ciężarówce znajduje się granatnik rakietowy RPG i zapas rakiet. Zadowolony wsiada do ciężarówki i odpala ją. Nagle słyszy krzyk trupów. Nastolatek zauważa pełno trupów wchodzących na most ze wszystkich stron.
- No pięknie...
Jest ich tak dużo, że nie da się ich nawet policzyć. Zombie atakują pojazd. Zdenerwowany rusza z miejsca, lecz ciężko mu to idzie, albowiem gdy przejeżdża każdego z nich, zwalnia. W chłopaku znów zaczyna pojawiać się uczucie strachu. Po chwili jeden z wrogów wybija szybę od strony pasażera i łapie Mike'a za gardło. Chłopak wyciąga pistolet z kabury i strzela mu w głowę, przyjmując na swoją twarz rozbryzk krwi. Przestraszony naciska z całej siły pedał gazu przejeżdżając jednego po drugim. Nagle udaje mu się przejechać dwóch ostatnich przed nim trupów i zjeżdża z zniszczonego mostu. Jadąc do bazy, łapie go deszcz. Ulica jest bardzo ślizga, więc Mike jedzie wolniej. Chłopak rozważa prośbę Paul'a. Wie, że jeżeli się zgodzi na współprace, to będzie mu się lepiej żyło, lecz nie wie czy do końca może im ufać. Nastolatek wieżdża na ostatnie skrzyżowanie w trasie powrotnej. Nagle coś uderza z ogromną siłą w prawą stronę ciężarówki przewracając ją. Pojazd dachuje w bok uderzając w budynek obok. Z pod maski zaczyna wydobywać się lekki dym. Mike otwiera oczy i zaczyna powoli wychodzić z wraku. Po jego twarzy, cieknie strumień krwi wydobywający się z głowy. Gdy chłopak staje na nogi, jego oczom ukazuje się Wilk Gigant stojący naprzeciwko niego. Chłopak ze strachu zastygł w miejscu. Nie wie co ma robić, a broń jest nadal w ciężarówce, lecz jest świadom, że jeżeli wróci się po nią to zginie szybciej niż stojąc w miejscu. Mike rozgląduje się i próbuje wymyślić jakiś plan ucieczki, lecz nic mu nie wpada do głowy. Bestia powoli rusza w jego stronę. Przerażony obserwuje nadchodzący koniec.
- Inaczej sobie wyobrażałem moją śmierć.
Młodzieniec wie, że zrobił błąd odmawiając pomocy, ponieważ teraz mogliby mu pomóc. Mike pada na kolana i zaczyna żałować swojej decyzji. Bezradny zamyka oczy, wszystko dookoła głuchnie.
- Skończ już ze mną. Mam dość...
Nagle nastolatek słyszy głośne uderzenie. Wilk leży, a przed nim stoi tir, który kieruje Paul. Starzec wysiada z pojazdu i podchodzi z Mike'a.
- Już się poddajesz? Myślałem, że jesteś twardszy.
Chłopak przygląduje mu się, jakby widział komiksowego bohatera z dzieciństwa. Po chwili na miejsce kierowcy przesiada się Amy i cofa tir.
- W porządku?
- T-tak... Ale jak wy...
- Obserwowałem Cie. Wiedziałem, że nie można Cie zostawić samego. - odpowiedział mu dumnym tonem, przerywając jego pytanie.
- Wstawaj, bierz broń i walcz z nami, chyba że nam nie ufasz?
Chłopak zaciska pięść i powoli się unosi.
- Myliłem się co do was... Wybacz...
- To nie mnie przepraszaj tylko Amy, ale to nie czas na rozczulanie się nad sobą. Spójrz...
Paul skina głową w stronę leżącego Giganta.
- To jeszcze nie koniec. Taka bestia jak on, nie zginie po uderzeniu tej kupy złomu. Idź po arsenał, ja będę Cie krył.
Chłopak rusza w stronę przewróconej ciężarówki. Nagle wilk wstaje.
- Dobra piesku... Czas nauczyć Cie szacunku do Pana.
Starzec celuje do wilka patrząc mu prosto w jego czerwone oczy. Wilk zaczyna warczeć, po czym głośno wyje. Mike łapie za granatnik i zmniejsza dystans między sobą, a Paul'em.
- Dziękuje. - mówi załamanym tonem nastolatek.
- Nie dziękuj... Wystarczy, że przyjmiesz propozycje współpracy.
- Zgoda.
Wilk gwałtownie rusza w stronę dwóch ocalałych.
- Ognia! - wykrzykuje z siebie z szerokim uśmiechem mężczyzna.
Paul zaczyna strzelać wilkowi w zdrowe oko. Będąc bliżej ludzi, bestia otwiera pysk by zaatakować, lecz młodzieniec wykorzystuje okazję i wystrzeliwuje rakietę do środka. Bestia się zatrzymuje i zaczyna wymachiwać głową we wszystkie strony. Wojownicy przegrupowują się. Paul każe dziewczynie odjechać w bezpieczniejsze miejsce. Mike ładuje kolejny pocisk, gdy starzec strzela w oszołomionego giganta.
- Załadowane!
- Dobra mam plan! Weź Amy i biegnijcie do tamtego niebieskiego pickup'a! Wysadzimy skurwiela!
Słysząc to, chłopakowi, także pojawił się uśmiech na twarzy. Mike biegnie do tira, otwiera drzwi i łapie przestraszoną dziewczynę za dłoń.
- Chodź ze mną!
- Gdzie!?
- Do tamtego samochodu!
- A tata!?
- Dołączy do nas!
Każda rozmowa odbywa się krzykliwie, ze względu na głośne ryki wilka i dźwięk wystrzałów. Dobiegając do samochodu, Amy wsiada na miejsce pasażera, po czym Mike gwiżdże w stronę Paul'a. Słysząc sygnał, wyciąga z kieszeni granat.
- Głodny!? To żryj to!
Po rzuceniu nim w bestie, mężczyzna od razu biegnie do młodzieży. Wilk odwraca głowę w stronę ocalałych i obrywa wybuchem w ranne oko. Bestia wpada w szał. Paul podbiega do Mike'a i daje mu karabin do rąk.
- Masz, ty strzelasz, a ja prowadzę.
- Gdzie jedziemy?
- Na stację benzynową obok mostu. Masz w niego strzelać by trzymać go za nami.
- Rozumiem.
Starzec wsiada za kierownicę. Chłopak wymienia się wzrokiem z Amy, po czym wskakuje na bagażnik.
- Dobra kundlu. Chodź.
Nastolatek uderza w dach samochodu dając sygnał, że jest gotów. Mężczyzna rusza z miejsca z piskiem opon. Gdy wilk dochodzi do siebie, zauważa, że ludzie odjeżdżają, po czym biegnie za nimi. Mike zaczyna do niego strzelać. Rządna krwi bestia taranuje wszystko na swojej drodze. Chłopak wciąż w niego strzela, lecz nie zadaje mu zbyt dużych obrażeń, ponieważ ciężko mu dokładnie celować będąc na jadącym samochodzie, aczkolwiek dzięki temu, wilk nie zwiększa dystansu między nim a pojazdem. Nagle Amy wychyla głowę za samochód.
- Zaraz będziemy na miejscu!
Mike pokazuje w jej stronę kciuk uniesiony w górę na znak, że zrozumiał. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech z lekką nutą podziwu. Po chwili zatrzymują się obok stacji. Wszyscy wysiadają z pojazdu i biegną, by ustawić się na swoich pozycjach.
- Dobra młody, plan jest następujący. Ja go wabię, przebiegam obok zbiorników, a ty stojąc z Amy za tamtym drzewem strzelasz jak tylko Ci dam znak.
- To ryzykowne.
- Bez ryzyka nie ma sukcesu. Będę strzelał w niego shotgun'em, by nagle nie zmienił celu.
- Mam nadzieje że wiesz co robisz.
Mike i Amy biegną za wskazane drzewo, aby się ustawić do strzału, a Paul strzela do wilka, prowokując go. Mężczyzna przechodzi obok zbiorników, a chłopak zaczyna w nie celować. Amy przygląduje mu się, jak w obraz. Gdy starzec odchodzi od zbiorników i widzi, że wróg znajduje się w odpowiednim miejscu, daje sygnał młodzieńcowi na strzał, lecz ten nie strzela.
- Co ty robisz!? Wal!
- Ale ty też dostaniesz!
- Nie pierdol głupot, tylko strzelaj do cholery!
- Kurwa...
Zdenerwowany ciągnie za spust. Kula wylatuje z lufy i leci prosto w jeden z zbiorników. Trafienie doprowadza do eksplozji, powalając Paul'a na ziemię i podpalając wilka.
- Tato! - dziewczyna biegnie w stronę swojego leżącego ojca.
- Amy stój! - krzyczy próbując złapać ją za rękę.
- Cholera!
Nagle z ściany ognia powolnym krokiem, wyłania się potwór.
- Nie możliwe...
Zaskoczony, a zarazem przerażony chłopak biegnie w stronę dwojga towarzyszy. Wilk rusza w ich stronę. Gdy Mike dobiega do Amy i Paul'a, powala dziewczynę dla jej bezpieczeństwa, podnosi strzelbę starca i zaczyna w niego strzelać. Po kilku strzałach, wilk zwalnia i zaczyna padać na ziemię. Po chwili płonący potwór leży. Zmęczony nastolatek powoli podchodzi do bestii. Nastolatka obserwuje walecznego Mike'a i nie dowierza oczom.
- Niesamowite...
Chłopak staje przed płonącym pyskiem ledwo żyjącego wilka i kieruje lufę pomiędzy jego oczy.
- Jedna bestia mniej...
Mike zadaje mu ostateczny strzał. Po chwili budzi się Paul.
- Wy-wygraliśmy? Zabiliśmy go?
- Tak tato, a raczej Mike go zabił.
- Niewiarygodne... Chłopak naprawdę ma w sobie to coś... Odwaga to za mało powiedziane.
Nagle młodzieniec odwraca się w stronę ocalałych, lecz gdy robi pierwszy krok w ich stronę, zaczyna go boleć głowa. Oboje nie wiedzą co się dzieje z chłopakiem. Nastolatek zaczyna znów widzieć oczyma Zero, lecz teraz są to tylko urywki. Po chwili Mike mdleje i upada na gorącą od wybuchu ziemię tuż obok martwego wilka.
- No pięknie...
Jest ich tak dużo, że nie da się ich nawet policzyć. Zombie atakują pojazd. Zdenerwowany rusza z miejsca, lecz ciężko mu to idzie, albowiem gdy przejeżdża każdego z nich, zwalnia. W chłopaku znów zaczyna pojawiać się uczucie strachu. Po chwili jeden z wrogów wybija szybę od strony pasażera i łapie Mike'a za gardło. Chłopak wyciąga pistolet z kabury i strzela mu w głowę, przyjmując na swoją twarz rozbryzk krwi. Przestraszony naciska z całej siły pedał gazu przejeżdżając jednego po drugim. Nagle udaje mu się przejechać dwóch ostatnich przed nim trupów i zjeżdża z zniszczonego mostu. Jadąc do bazy, łapie go deszcz. Ulica jest bardzo ślizga, więc Mike jedzie wolniej. Chłopak rozważa prośbę Paul'a. Wie, że jeżeli się zgodzi na współprace, to będzie mu się lepiej żyło, lecz nie wie czy do końca może im ufać. Nastolatek wieżdża na ostatnie skrzyżowanie w trasie powrotnej. Nagle coś uderza z ogromną siłą w prawą stronę ciężarówki przewracając ją. Pojazd dachuje w bok uderzając w budynek obok. Z pod maski zaczyna wydobywać się lekki dym. Mike otwiera oczy i zaczyna powoli wychodzić z wraku. Po jego twarzy, cieknie strumień krwi wydobywający się z głowy. Gdy chłopak staje na nogi, jego oczom ukazuje się Wilk Gigant stojący naprzeciwko niego. Chłopak ze strachu zastygł w miejscu. Nie wie co ma robić, a broń jest nadal w ciężarówce, lecz jest świadom, że jeżeli wróci się po nią to zginie szybciej niż stojąc w miejscu. Mike rozgląduje się i próbuje wymyślić jakiś plan ucieczki, lecz nic mu nie wpada do głowy. Bestia powoli rusza w jego stronę. Przerażony obserwuje nadchodzący koniec.
- Inaczej sobie wyobrażałem moją śmierć.
Młodzieniec wie, że zrobił błąd odmawiając pomocy, ponieważ teraz mogliby mu pomóc. Mike pada na kolana i zaczyna żałować swojej decyzji. Bezradny zamyka oczy, wszystko dookoła głuchnie.
- Skończ już ze mną. Mam dość...
Nagle nastolatek słyszy głośne uderzenie. Wilk leży, a przed nim stoi tir, który kieruje Paul. Starzec wysiada z pojazdu i podchodzi z Mike'a.
- Już się poddajesz? Myślałem, że jesteś twardszy.
Chłopak przygląduje mu się, jakby widział komiksowego bohatera z dzieciństwa. Po chwili na miejsce kierowcy przesiada się Amy i cofa tir.
- W porządku?
- T-tak... Ale jak wy...
- Obserwowałem Cie. Wiedziałem, że nie można Cie zostawić samego. - odpowiedział mu dumnym tonem, przerywając jego pytanie.
- Wstawaj, bierz broń i walcz z nami, chyba że nam nie ufasz?
Chłopak zaciska pięść i powoli się unosi.
- Myliłem się co do was... Wybacz...
- To nie mnie przepraszaj tylko Amy, ale to nie czas na rozczulanie się nad sobą. Spójrz...
Paul skina głową w stronę leżącego Giganta.
- To jeszcze nie koniec. Taka bestia jak on, nie zginie po uderzeniu tej kupy złomu. Idź po arsenał, ja będę Cie krył.
Chłopak rusza w stronę przewróconej ciężarówki. Nagle wilk wstaje.
- Dobra piesku... Czas nauczyć Cie szacunku do Pana.
Starzec celuje do wilka patrząc mu prosto w jego czerwone oczy. Wilk zaczyna warczeć, po czym głośno wyje. Mike łapie za granatnik i zmniejsza dystans między sobą, a Paul'em.
- Dziękuje. - mówi załamanym tonem nastolatek.
- Nie dziękuj... Wystarczy, że przyjmiesz propozycje współpracy.
- Zgoda.
Wilk gwałtownie rusza w stronę dwóch ocalałych.
- Ognia! - wykrzykuje z siebie z szerokim uśmiechem mężczyzna.
Paul zaczyna strzelać wilkowi w zdrowe oko. Będąc bliżej ludzi, bestia otwiera pysk by zaatakować, lecz młodzieniec wykorzystuje okazję i wystrzeliwuje rakietę do środka. Bestia się zatrzymuje i zaczyna wymachiwać głową we wszystkie strony. Wojownicy przegrupowują się. Paul każe dziewczynie odjechać w bezpieczniejsze miejsce. Mike ładuje kolejny pocisk, gdy starzec strzela w oszołomionego giganta.
- Załadowane!
- Dobra mam plan! Weź Amy i biegnijcie do tamtego niebieskiego pickup'a! Wysadzimy skurwiela!
Słysząc to, chłopakowi, także pojawił się uśmiech na twarzy. Mike biegnie do tira, otwiera drzwi i łapie przestraszoną dziewczynę za dłoń.
- Chodź ze mną!
- Gdzie!?
- Do tamtego samochodu!
- A tata!?
- Dołączy do nas!
Każda rozmowa odbywa się krzykliwie, ze względu na głośne ryki wilka i dźwięk wystrzałów. Dobiegając do samochodu, Amy wsiada na miejsce pasażera, po czym Mike gwiżdże w stronę Paul'a. Słysząc sygnał, wyciąga z kieszeni granat.
- Głodny!? To żryj to!
Po rzuceniu nim w bestie, mężczyzna od razu biegnie do młodzieży. Wilk odwraca głowę w stronę ocalałych i obrywa wybuchem w ranne oko. Bestia wpada w szał. Paul podbiega do Mike'a i daje mu karabin do rąk.
- Masz, ty strzelasz, a ja prowadzę.
- Gdzie jedziemy?
- Na stację benzynową obok mostu. Masz w niego strzelać by trzymać go za nami.
- Rozumiem.
Starzec wsiada za kierownicę. Chłopak wymienia się wzrokiem z Amy, po czym wskakuje na bagażnik.
- Dobra kundlu. Chodź.
Nastolatek uderza w dach samochodu dając sygnał, że jest gotów. Mężczyzna rusza z miejsca z piskiem opon. Gdy wilk dochodzi do siebie, zauważa, że ludzie odjeżdżają, po czym biegnie za nimi. Mike zaczyna do niego strzelać. Rządna krwi bestia taranuje wszystko na swojej drodze. Chłopak wciąż w niego strzela, lecz nie zadaje mu zbyt dużych obrażeń, ponieważ ciężko mu dokładnie celować będąc na jadącym samochodzie, aczkolwiek dzięki temu, wilk nie zwiększa dystansu między nim a pojazdem. Nagle Amy wychyla głowę za samochód.
- Zaraz będziemy na miejscu!
Mike pokazuje w jej stronę kciuk uniesiony w górę na znak, że zrozumiał. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech z lekką nutą podziwu. Po chwili zatrzymują się obok stacji. Wszyscy wysiadają z pojazdu i biegną, by ustawić się na swoich pozycjach.
- Dobra młody, plan jest następujący. Ja go wabię, przebiegam obok zbiorników, a ty stojąc z Amy za tamtym drzewem strzelasz jak tylko Ci dam znak.
- To ryzykowne.
- Bez ryzyka nie ma sukcesu. Będę strzelał w niego shotgun'em, by nagle nie zmienił celu.
- Mam nadzieje że wiesz co robisz.
Mike i Amy biegną za wskazane drzewo, aby się ustawić do strzału, a Paul strzela do wilka, prowokując go. Mężczyzna przechodzi obok zbiorników, a chłopak zaczyna w nie celować. Amy przygląduje mu się, jak w obraz. Gdy starzec odchodzi od zbiorników i widzi, że wróg znajduje się w odpowiednim miejscu, daje sygnał młodzieńcowi na strzał, lecz ten nie strzela.
- Co ty robisz!? Wal!
- Ale ty też dostaniesz!
- Nie pierdol głupot, tylko strzelaj do cholery!
- Kurwa...
Zdenerwowany ciągnie za spust. Kula wylatuje z lufy i leci prosto w jeden z zbiorników. Trafienie doprowadza do eksplozji, powalając Paul'a na ziemię i podpalając wilka.
- Tato! - dziewczyna biegnie w stronę swojego leżącego ojca.
- Amy stój! - krzyczy próbując złapać ją za rękę.
- Cholera!
Nagle z ściany ognia powolnym krokiem, wyłania się potwór.
- Nie możliwe...
Zaskoczony, a zarazem przerażony chłopak biegnie w stronę dwojga towarzyszy. Wilk rusza w ich stronę. Gdy Mike dobiega do Amy i Paul'a, powala dziewczynę dla jej bezpieczeństwa, podnosi strzelbę starca i zaczyna w niego strzelać. Po kilku strzałach, wilk zwalnia i zaczyna padać na ziemię. Po chwili płonący potwór leży. Zmęczony nastolatek powoli podchodzi do bestii. Nastolatka obserwuje walecznego Mike'a i nie dowierza oczom.
- Niesamowite...
Chłopak staje przed płonącym pyskiem ledwo żyjącego wilka i kieruje lufę pomiędzy jego oczy.
- Jedna bestia mniej...
Mike zadaje mu ostateczny strzał. Po chwili budzi się Paul.
- Wy-wygraliśmy? Zabiliśmy go?
- Tak tato, a raczej Mike go zabił.
- Niewiarygodne... Chłopak naprawdę ma w sobie to coś... Odwaga to za mało powiedziane.
Nagle młodzieniec odwraca się w stronę ocalałych, lecz gdy robi pierwszy krok w ich stronę, zaczyna go boleć głowa. Oboje nie wiedzą co się dzieje z chłopakiem. Nastolatek zaczyna znów widzieć oczyma Zero, lecz teraz są to tylko urywki. Po chwili Mike mdleje i upada na gorącą od wybuchu ziemię tuż obok martwego wilka.
niedziela, 26 października 2014
ANOMALIA
Mike rusza w stronę laboratorium. Ból na brzuchu nie daje mu spokoju, a na dodatek zaczyna go strasznie boleć głowa. Będąc w środku, rozgląda się za fiolką z antidotum. Chłopak przeszukuje każdy kąt. Po chwili znajduje go, lecz nie w całości. Blat laboratoryjny, pod którym leżała fiolka, zmiażdżył ją i szkło pękło. Pół antidotum szlak trafił. Zdenerwowany urywa kawałek materiału z koszulki, którą ma na sobie i szczelnie owija fiolkę. Antidotum jest na tyle gęste że nie przeniknie przez materiał. Po jakimś czasie nastolatek wychodzi i wraca do samochodu. Siedząc, cały czas przygląda się fiolce i przypomina sobie słowa Paul'a. Chłopak zastanawia się czy dobrze postąpił odrzucając pomoc jedynym ocalałym w Angel City. Nagle kątem oka zauważa kulejącego mężczyznę idącego w jego stronę. Mike przygląda się mu uważnie. Żywy. Młodzieniec wysiada z samochodu i zaczyna krzyczeć do rannego ocalałego.
- Hej ty! Chodź tu! Szybko!
Ocalały zareagował. Lecz na jego twarzy zastygło przerażenie.
- Słyszysz mnie!? Chodź zanim trup Cię zaatakuje!
Nagle Mike zauważa coś dziwnego za mężczyzną. Coś na czterech kończynach biegnie w stronę rannego. Nastolatek nie dowierza oczom. W ich stronę biegnie stado wilków. Z tego co udało mu się wyliczyć, jest ich z 10, a może nawet więcej.
- Gościu! Pośpiesz się!
Ocalały stanął w miejscu, po czym odwraca głowę zza siebie. Zdenerwowany chłopak sięga po, lecz gdy ma już ruszyć, zauważa że ranny mężczyzna zastygł w miejscu. Po chwili znów przenosi wzrok na Mike'a. Jeden z wilków rzuca się.
- Proszę... pomóż...
Ocalały pada na ziemię przyciśnięty ciężarem krwiożerczych bestii. Przerażony nastolatek cofa się do swojego pojazdu, po czym zamyka drzwi. Chłopak bezradnie obserwuje jak stado wilków rozszarpuje ciało niewinnego człowieka. Zaczyna rosnąć w nim poczucie winy. Przecież mógł go uratować, miał broń... Niestety, chłopak wiedział, że gdy zareaguje, wilki rzucą się także na niego, a to grozi śmiercią. Bezradny odpala samochód i odjeżdża, gdy jeden z wilków odprowadza go wzrokiem. Mike nie może się skupić na jeździe. Ciągle ma przed oczyma obraz, przerażonej twarzy mężczyzny. Od wybuchu epidemii minęło kilka dni, więc ten człowiek musiał sobie jakoś radzić. Może miał rodzinę, może dzieci lub towarzyszów broni?... Tego już nigdy się nie dowie. Młodzieniec kieruje się w stronę centrum handlowego, gdzie ostatnio zaatakował go wielki wilk. W azylu powoli zaczyna brakować jedzenia, więc chłopak musi uzupełnić zapasy. Niebo jest pochmurne. Słońce całkowicie zniknęło. Wszędzie jest ponuro i głucho. Jadąc samotnie przez martwe miasto, chłopak rozmyśla nad modyfikacją swojej bazy. Musi wykorzystać to, co udało mu się wziąć z magazynu. Dojeżdżając do centrum handlowego, zauważa jednego z ślepych wchodzącego do środka. Mike zatrzymuje się tuż przy wejściu. Wychodząc z pojazdu z karabinem zarzuconym na siebie, zaczyna się rozglądać za wrogiem, lecz nigdzie go nie widzi, jakby wyparował. Wchodząc obolały do środka, zaczyna się zastanawiać, dlaczego ślepi wybrali sobie akurat to miejsce na swoje gniazdo. Z tego co czuje i widzi, doszedł tylko do tego, iż jest tu dość wilgotno i ciemno, a także unosi się mdły zapach. Chłopak wchodzi do sklepu spożywczego. Bierze pierwszy lepszy karton i zaczyna pakować wszystkie produkty, które mają długi termin ważności. Niestety nie za dużo mu się udało tam znaleźć. Nie poddając się, Mike idzie do kolejnego sklepu. Po długim czasie zbierania prowiantu, chłopak załadował tylko dwa małe kartony jedzenia. Zawiedziony wsiada do pojazdu i wraca do azylu. Jest godzina 16:22. Mike wyciąga sprzęt na zewnątrz i zaczyna się zastanawiać od czego zacząć. Po chwili wpada na pomysł zamontowania monitoringu wejścia do schronu. Nie znając się zbytnio na elektryce i nowoczesnej technologii, chłopak zaczyna improwizować. Dwie godziny później, podjeżdża ciężarówka, którą prowadzi Paul. Mike w tym czasie akurat próbuje podłączyć okablowanie by monitoring zaczął działać. Wysiadając z samochodu, Paul przygląda się chłopakowi.
- Widzę że rana przestała dawać o sobie znać.
- Czego tu chcesz?
- Chciałem zobaczyć jak sobie radzisz.
- Jak widzisz, jestem zajęty.
Paul zamilkł. Stojąc przed Mike'em czuł straszliwy stres, jakby miał 5 lat i oglądał film gatunku horror. Starzec obserwuje co robi chłopak.
- Odwrotnie.
- Co?
- Podłącz kable odwrotnie.
Nagle młodzieniec rzuca narzędzia i wstaje odwracając się w stronę mężczyzny.
- Powiedz mi, czego ty u licha chcesz?
- Chcę Ci jeszcze raz, zaproponować współpracę. Masz wielki talent. Przydałbyś się nam. Poza tym, Amy cały czas o tobie gada. Marudziła mi bym zobaczył jak się trzymasz.
- Jak widzisz jestem jeszcze cały.
Patrzeli sobie na wzajem w oczy, lecz Paul nie wytrzymał presji i chłodnego uczucia, które wydawały oczy młodzieńca i odwrócił wzrok.
- Nie zmienisz zdania?
- Idź już. Robi się późno.
- Ehh... Jak chcesz...
Starzec rusza w stronę pojazdu obserwując kątem oka nastolatka.
- Jak chcesz wrażeń to jedź na most na zachodzie miasta. Jest tam podobno ciężarówka z potężnym arsenałem zbrojnym.
Mike nie reaguje na słowa Paul'a. Mężczyzna wsiada do pojazdu i odjeżdża. Chłopak zatrzymuje swoją pracę i zaczyna rozmyślać nad minioną sytuacją. Przypomina sobie tragedię spod jednostki wojskowej. Tamten człowiek potrzebował pomocy, choć przeżył dość długi czas w czasach epidemii. Możliwe że wkrótce Mike sam będzie potrzebował pomocy. Patrzy się na generator, po czym przekłada kable tak, jak mu radził Paul. Nagle chłopak zauważa wewnątrz bazy jasne światło. Wchodząc do środka zauważa włączone monitory. Kamery działają. Z ulgą i zmęczeniem, nastolatek kładzie się do łóżka, by kontynuować następnego dnia.
Jest godzina 7:55. Mike wstaje z łóżka i idzie się umyć, po czym coś zjeść. Podczas kąpieli pod prysznicem, chłopaka zaczyna boleć głowa. Po chwili zaczyna mieć dziwne obrazy w głowie. Ignorując to kończy kąpiel, wyciera się i ubiera. Idąc do magazynu z pożywieniem, pada z bólu głowy na kolana. Chłopak widzi ciemność, lecz po krótkim czasie zaczyna widzieć miasto. Nie wiedząc co się dzieje, zaczyna krzyczeć z przerażenia. W głowie widzi jakby gdzieś szedł, choć wiadomo, iż przebywa w azylu. Nastolatek nie może w to uwierzyć. Widzi kogoś oczyma. Ból nie pozwala mu dojść do siebie. Obrazy nie chcą zniknąć.
- Co się kurwa ze mną dzieje!?
Przerażony młodzieniec nie wie co zrobić. Jego umysł odmówił posłuszeństwa, a przez ból głowy nie ma siły się ruszyć. Jego ciało zaczyna drgać, z nosa leci mu krew. Nagle chłopak widzi jak osoba której oczyma widzi, łapie jednego z trupów i rozrywa go na pół, po czym zaczyna głośno ryczeć. Po chwili obrazy zniknęły, a ból ustąpił. Chłopak upadł bezwładnie na podłogę. Resztkami przytomności, dochodzi do wniosku, iż chyba wie kogo oczyma widział. Osoba była dość wysoka, ponieważ trup sięgał mu do klatki piersiowej i w pewnym momencie zauważył zmutowaną rękę. Mike nie ma wątpliwości. To był Zero, lecz dlaczego widział jego oczyma? Przecież nie mają ze sobą żadnego powiązania genetycznego, jak np. niektóre bliźniaki. Po pewnym czasie, nastolatek traci przytomność. Budząc się później, zauważa na zegarze ściennym, który nabył wraz z sprzętem do modyfikacji bazy, że jest 17:41. Bez zastanowienia zaczyna się podnosić, choć ciężko mu to idzie. Młodzieniec rozmyśla nad obrazami, lecz nie może znaleźć żadnego rozsądnego wyjaśnienia. Po chwili przypomina mu się rozmowa z Paul'em o ciężarówce pełnej broni. Chłopak zostawia jedzenie na drugi plan i rusza w stronę drzwi, by zacząć swoją kolejną misję. Wsiadając do samochodu, Mike próbuje przypomnieć sobie gdzie dokładnie znajduje się most. Angel City nie jest zbyt dużym miastem, lecz i tak nie zwiedził go nigdy całego. Po chwili przypomina sobie, że pewnego dnia usłyszał, iż przy moście znajduje się stara stacja benzynowa. Jest to miejsce, gdzie w dzieciństwie Mike bawił się z przyjaciółmi. Chłopak odpala samochód i z piskiem opon rusza w stronę stacji.
- Hej ty! Chodź tu! Szybko!
Ocalały zareagował. Lecz na jego twarzy zastygło przerażenie.
- Słyszysz mnie!? Chodź zanim trup Cię zaatakuje!
Nagle Mike zauważa coś dziwnego za mężczyzną. Coś na czterech kończynach biegnie w stronę rannego. Nastolatek nie dowierza oczom. W ich stronę biegnie stado wilków. Z tego co udało mu się wyliczyć, jest ich z 10, a może nawet więcej.
- Gościu! Pośpiesz się!
Ocalały stanął w miejscu, po czym odwraca głowę zza siebie. Zdenerwowany chłopak sięga po, lecz gdy ma już ruszyć, zauważa że ranny mężczyzna zastygł w miejscu. Po chwili znów przenosi wzrok na Mike'a. Jeden z wilków rzuca się.
- Proszę... pomóż...
Ocalały pada na ziemię przyciśnięty ciężarem krwiożerczych bestii. Przerażony nastolatek cofa się do swojego pojazdu, po czym zamyka drzwi. Chłopak bezradnie obserwuje jak stado wilków rozszarpuje ciało niewinnego człowieka. Zaczyna rosnąć w nim poczucie winy. Przecież mógł go uratować, miał broń... Niestety, chłopak wiedział, że gdy zareaguje, wilki rzucą się także na niego, a to grozi śmiercią. Bezradny odpala samochód i odjeżdża, gdy jeden z wilków odprowadza go wzrokiem. Mike nie może się skupić na jeździe. Ciągle ma przed oczyma obraz, przerażonej twarzy mężczyzny. Od wybuchu epidemii minęło kilka dni, więc ten człowiek musiał sobie jakoś radzić. Może miał rodzinę, może dzieci lub towarzyszów broni?... Tego już nigdy się nie dowie. Młodzieniec kieruje się w stronę centrum handlowego, gdzie ostatnio zaatakował go wielki wilk. W azylu powoli zaczyna brakować jedzenia, więc chłopak musi uzupełnić zapasy. Niebo jest pochmurne. Słońce całkowicie zniknęło. Wszędzie jest ponuro i głucho. Jadąc samotnie przez martwe miasto, chłopak rozmyśla nad modyfikacją swojej bazy. Musi wykorzystać to, co udało mu się wziąć z magazynu. Dojeżdżając do centrum handlowego, zauważa jednego z ślepych wchodzącego do środka. Mike zatrzymuje się tuż przy wejściu. Wychodząc z pojazdu z karabinem zarzuconym na siebie, zaczyna się rozglądać za wrogiem, lecz nigdzie go nie widzi, jakby wyparował. Wchodząc obolały do środka, zaczyna się zastanawiać, dlaczego ślepi wybrali sobie akurat to miejsce na swoje gniazdo. Z tego co czuje i widzi, doszedł tylko do tego, iż jest tu dość wilgotno i ciemno, a także unosi się mdły zapach. Chłopak wchodzi do sklepu spożywczego. Bierze pierwszy lepszy karton i zaczyna pakować wszystkie produkty, które mają długi termin ważności. Niestety nie za dużo mu się udało tam znaleźć. Nie poddając się, Mike idzie do kolejnego sklepu. Po długim czasie zbierania prowiantu, chłopak załadował tylko dwa małe kartony jedzenia. Zawiedziony wsiada do pojazdu i wraca do azylu. Jest godzina 16:22. Mike wyciąga sprzęt na zewnątrz i zaczyna się zastanawiać od czego zacząć. Po chwili wpada na pomysł zamontowania monitoringu wejścia do schronu. Nie znając się zbytnio na elektryce i nowoczesnej technologii, chłopak zaczyna improwizować. Dwie godziny później, podjeżdża ciężarówka, którą prowadzi Paul. Mike w tym czasie akurat próbuje podłączyć okablowanie by monitoring zaczął działać. Wysiadając z samochodu, Paul przygląda się chłopakowi.
- Widzę że rana przestała dawać o sobie znać.
- Czego tu chcesz?
- Chciałem zobaczyć jak sobie radzisz.
- Jak widzisz, jestem zajęty.
Paul zamilkł. Stojąc przed Mike'em czuł straszliwy stres, jakby miał 5 lat i oglądał film gatunku horror. Starzec obserwuje co robi chłopak.
- Odwrotnie.
- Co?
- Podłącz kable odwrotnie.
Nagle młodzieniec rzuca narzędzia i wstaje odwracając się w stronę mężczyzny.
- Powiedz mi, czego ty u licha chcesz?
- Chcę Ci jeszcze raz, zaproponować współpracę. Masz wielki talent. Przydałbyś się nam. Poza tym, Amy cały czas o tobie gada. Marudziła mi bym zobaczył jak się trzymasz.
- Jak widzisz jestem jeszcze cały.
Patrzeli sobie na wzajem w oczy, lecz Paul nie wytrzymał presji i chłodnego uczucia, które wydawały oczy młodzieńca i odwrócił wzrok.
- Nie zmienisz zdania?
- Idź już. Robi się późno.
- Ehh... Jak chcesz...
Starzec rusza w stronę pojazdu obserwując kątem oka nastolatka.
- Jak chcesz wrażeń to jedź na most na zachodzie miasta. Jest tam podobno ciężarówka z potężnym arsenałem zbrojnym.
Mike nie reaguje na słowa Paul'a. Mężczyzna wsiada do pojazdu i odjeżdża. Chłopak zatrzymuje swoją pracę i zaczyna rozmyślać nad minioną sytuacją. Przypomina sobie tragedię spod jednostki wojskowej. Tamten człowiek potrzebował pomocy, choć przeżył dość długi czas w czasach epidemii. Możliwe że wkrótce Mike sam będzie potrzebował pomocy. Patrzy się na generator, po czym przekłada kable tak, jak mu radził Paul. Nagle chłopak zauważa wewnątrz bazy jasne światło. Wchodząc do środka zauważa włączone monitory. Kamery działają. Z ulgą i zmęczeniem, nastolatek kładzie się do łóżka, by kontynuować następnego dnia.
Jest godzina 7:55. Mike wstaje z łóżka i idzie się umyć, po czym coś zjeść. Podczas kąpieli pod prysznicem, chłopaka zaczyna boleć głowa. Po chwili zaczyna mieć dziwne obrazy w głowie. Ignorując to kończy kąpiel, wyciera się i ubiera. Idąc do magazynu z pożywieniem, pada z bólu głowy na kolana. Chłopak widzi ciemność, lecz po krótkim czasie zaczyna widzieć miasto. Nie wiedząc co się dzieje, zaczyna krzyczeć z przerażenia. W głowie widzi jakby gdzieś szedł, choć wiadomo, iż przebywa w azylu. Nastolatek nie może w to uwierzyć. Widzi kogoś oczyma. Ból nie pozwala mu dojść do siebie. Obrazy nie chcą zniknąć.
- Co się kurwa ze mną dzieje!?
Przerażony młodzieniec nie wie co zrobić. Jego umysł odmówił posłuszeństwa, a przez ból głowy nie ma siły się ruszyć. Jego ciało zaczyna drgać, z nosa leci mu krew. Nagle chłopak widzi jak osoba której oczyma widzi, łapie jednego z trupów i rozrywa go na pół, po czym zaczyna głośno ryczeć. Po chwili obrazy zniknęły, a ból ustąpił. Chłopak upadł bezwładnie na podłogę. Resztkami przytomności, dochodzi do wniosku, iż chyba wie kogo oczyma widział. Osoba była dość wysoka, ponieważ trup sięgał mu do klatki piersiowej i w pewnym momencie zauważył zmutowaną rękę. Mike nie ma wątpliwości. To był Zero, lecz dlaczego widział jego oczyma? Przecież nie mają ze sobą żadnego powiązania genetycznego, jak np. niektóre bliźniaki. Po pewnym czasie, nastolatek traci przytomność. Budząc się później, zauważa na zegarze ściennym, który nabył wraz z sprzętem do modyfikacji bazy, że jest 17:41. Bez zastanowienia zaczyna się podnosić, choć ciężko mu to idzie. Młodzieniec rozmyśla nad obrazami, lecz nie może znaleźć żadnego rozsądnego wyjaśnienia. Po chwili przypomina mu się rozmowa z Paul'em o ciężarówce pełnej broni. Chłopak zostawia jedzenie na drugi plan i rusza w stronę drzwi, by zacząć swoją kolejną misję. Wsiadając do samochodu, Mike próbuje przypomnieć sobie gdzie dokładnie znajduje się most. Angel City nie jest zbyt dużym miastem, lecz i tak nie zwiedził go nigdy całego. Po chwili przypomina sobie, że pewnego dnia usłyszał, iż przy moście znajduje się stara stacja benzynowa. Jest to miejsce, gdzie w dzieciństwie Mike bawił się z przyjaciółmi. Chłopak odpala samochód i z piskiem opon rusza w stronę stacji.
sobota, 25 października 2014
BLOG
Witajcie moi drodzy czytelnicy. Chciałbym prosić was o pomoc. Dużo osób mi mówi, iż nagłówek bloga z tłem nie pasują do siebie. Mógłby ktoś stworzyć dla mojego bloga tło z nagłówkiem (oczywiście o tematyce post apokaliptycznej ;) byłbym bardzo wdzięczny.
PS. Kolejna część opowieści ukaże się jutro. Pozdrawiam.
PS. Kolejna część opowieści ukaże się jutro. Pozdrawiam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)