sobota, 13 grudnia 2014

PRZEBUDZENIE

Minęło wiele czasu od wybuchu epidemii. Grupa ocalałych zaczyna planować, jak wydostać się z Angel City. Wszyscy dyskutują na różne tematy, rzucają różne pomysły, lecz Mike wpada na pomysł ułożenia wszystkich planów w odpowiednią kolejność.

- Może znajdźmy coś co wysadzi bramę? - rzucił zdezorientowany Mike.
- Heh nie ma sprawy, tylko niby czym chcesz wysadzić taką grubą bramę? - Paul ironicznie spogląda na chłopaka.
- Nitrogliceryna.
- Gdzie chcesz niby coś tak mocnego znaleźć? Zwłaszcza w Angel City?
- Znałem tutaj wielu ludzi, a także ich tajemnice. Był pewien meksykański sprzedawca, który był kiedyś wojskowym. Na zapleczu trzymał kilka butli z ładunkiem.
- Gość trzymał w swoim lokalu wrażliwą na wszystko bombę?
- Noo... Tak.
- Nie wierze...
- starzec odchodząc złapał się za głowę.
- To może pojedźmy tam i zobaczmy.
- Nie mam czasu na głupoty. Przecież wiadomo że--
- Ja pójdę - wtrąca się Amy.


Mike spogląda na dziewczynę z niedowierzaniem. Taka młoda i niewinna dziewczyna chce pakować się w takie niebezpieczeństwo.

- No dobra.
- Że co proszę!? - krzyknął z przerażeniem starzec strącając kubek z kawą na podłogę.
- Czemu nie? Niech pozna w końcu świat zewnętrzny.
- Nie zgadzam się!
- Ale Tato! Mam dość siedzenia tutaj! Ciągle to wy wychodzicie na jakieś zadania. Mieszkam z wami, więc teraz ja idę.


Mężczyzna spogląda na młodzieńca gdy ten z uśmiechem wzrusza ramionami.

- Jeżeli mnie nie wypuścisz, to pójdę sama.

Starzec zamilkł jakby zamienił się w skałę. Różne myśli przechodziły mu przez głowę.  Po krótkim namyśle, zgodził się. Dziewczyna wybuchła radością i pobiegła się przebrać. Mike kierując się powoli w stronę wyjścia, przechodząc obok Paul'a, klepie go po plecach.

- Spokojnie staruszku. Jest w dobrych rękach.

Mężczyzna nic nie odpowiedział, po czym poszedł coś zjeść. Po chwili przychodzi Amy z karabinem w ręku.

- To co? Idziemy? - uśmiechnęła się.
- Tak, chodź.

Oboje wyszli z bunkru i ruszyli pieszo w stronę zakładu meksykanina. Spacerując pustą ulicą, Amy próbuje znaleźć jakiś wspólny temat. Mike idzie cały czas skupiony przed siebie, obserwując otoczenie w poszukiwaniu niebezpieczeństwa. Nagle gdy dziewczyna chce coś powiedzieć, ktoś łapie ją od tyłu. Nastolatek odruchowo odwraca się celując w wroga. Widzi przed sobą zakrwawionego ocalałego, który trzyma nóż przy krtani Amy. Ocalały jest cały roztrzęsiony i wygląda na przerażonego. Chłopak w skupieniu i z szczegółową ostrożnością celuje w wroga tak, aby w razie strzału nie zranić zakładniczki.

- Mike... - dziewczyna stoi nieruchomo, lecz nie z powodu że nie może się ruszyć. Strach sparaliżował jej wszystkie mięśnie. Oczy zaczynają błyszczeć przez nadchodzące łzy.
- Spokojnie Amy, wszystko będzie dobrze.
- D-dawaj b-b-broń szczeniaku!
- Puść ją.
- Nie ma mowy! Dawaj b-broń bo j-ją zabi-ije!
- Powtórzę po raz ostatni. Puść ją.
- Z-zamknij się i o-oddaj mi s-s-s-swój kar-rabin!


Młodzieniec szykuje się do celnego strzału. Lekko przesuwa lufę w stronę wystającego zza głowy Amy oka wroga.

- G-głuchy jesteś-ś-ś!? - wróg zaczyna mocniej przyciskać nóż.
- Mike! - nastolatce zaczynają lecieć łzy.

Chłopak widząc to, zaczyna czuć w sobie ogromne pokłady złości i nienawiści. Gdy Amy spogląda na oczy Mike, zauważa że ich kolor zmienia się na purpurowy. Dziewczyna nie wie co się dzieje, ale po chłopaku nie widać jakby to czuł czy chociażby o tym wiedział.

- Poczekaj jeszcze chwile, zaraz to się skończy.
- D-dawaj ten j-j-jebany karab-bin! Zaraz p-po mnie przyjdzie!
- Przyjdzie? Kto?
- Potwór z o-ogromną ręką.
- (czyżby Zero? Ale jak? Dlaczego nie mam wizji?)
- pomyślał chłopak ciągnąc lekko za spóst.
- Dobra gościu. Mam dla Ciebie propozycję.
- J-jaką?
- Puścisz dziewczynę, a ja, ze względu że jesteś ocalałym jak my, dam Ci pistolet. Co ty na to?
- P-pistolet? A m-mocny?
- Magnum 45.
- N-no nie wiem...


Po chwili wróg lekko poluźnił uścisk noża. Mike wykorzystując okazję strzela ocalałemu w głowę. Amy odruchowo zaczyna krzyczeć, po czym podbiega do nastolatka rzucając mu się w ramiona.

- Już dobrze Amy. Już dobrze...

Dziewczyna uspokaja się i przygląda się oczom Mike'a. Okazuje się że znów są normalne. Nie wiedząc o co chodzi, wmawia sobie, że to tylko przewidzenie. Oboje ruszają dalej, lecz dalsza droga odbywa się inaczej. Mike z całych sił próbuje pocieszyć Amy rozśmieszając ją, opowiadając śmieszne historie ze swojego życia, a nawet robiąc sobie żarty z nadopiekuńczego ojca dziewczyny. Po długim spacerze, w końcu doszli do sklepu meksykanina. Nastolatek zaczyna szukać nitrogliceryny, gdy w międzyczasie Amy ogląda sklep. Na ścianach wiszą różne zdjęcia na których widnieją rzekome statki UFO. Po chwili nastolatka zaczyna słyszeć dźwięk silnika z oddali, lecz po krótkim czasie dźwięk głuchnie. Po jakimś czasie do nastolatki podchodzi Mike.

- Cholera... Nie mam pojęcia gdzie on mógł schować te butle.
- A na zapleczu patrzałeś?
- Tak. Przeczesałem cały sklep.


Amy zaczyna rozmyślać nad położeniem nitrogliceryny.

- A może właściciel ma coś w stylu parkingu...
- Hmm nie pomyślałem.


Młodzieniec odwraca się i kieruje w stronę drzwi do zaplecza z nadzieją, że nie zauważył jakiś drzwi. Po chwili coś rozbija wazon stojący na półce nag głową chłopaka.  Ocaleni w panice rozglądają się. Chwile później nadjeżdżają dwa Hummer'y z których wychodzą uzbrojeni ludzie, którzy od razu strzelają do ocalałych. Nastolatek łapie dziewczynę za dłoń i chowają się za blatem. Kule latają we wszystkie strony niszcząc wszystko na swojej drodze. Szyby pękają, kawałki produktów spożywczych fruwają po całym lokalu.

- Kurwa jak to możliwe!? Ilu ich tu jest!?
- krzyczy Mike zasłaniając swoim ciałem przestraszoną nastolatkę.
- Mike!
- Spokojnie! Zajmę się tym!


Chłopak łapie za karabin, wychyla się i odpowiada wrogom ogniem. Są to ci sami komandosi, którzy byli w jednostce po dokumenty. Po chwili młodzieniec chowa się by przeładować broń, a wróg przestaje strzelać.

- Poddaj się szczylu. Wyjdźcie oboje i dajcie się zlikwidować.
- Czego od nas chcecie!? Jesteśmy ocalałymi w Angel City. Powinniście nam pomóc!
- Pomóc? Niby komu? Wy nie żyjecie. Ci którzy się nie ewakuowali, są uznani za martwych. Wyjście z tego piekła nic wam nie da. Nikt wam nie uwierzy w waszą prawdziwą tożsamość. Jesteście jedynymi świadkami testów rządowych, a my jesteśmy tu po to, by zlikwidować wszelakie dowody.


Mike nie dowierza własnym uszom. Po chwili zaczyna szeptać Amy coś do ucha.

- Jak dam ci znak, zacznij biec w stronę rozbitej szyby przed tobą. Ja będę cie osłaniał.
- A co z tobą?
- Poradzę sobie.
- Objecaj mi, że przeżyjesz.
- Kryj się.


Nagle Amy lekko się unosi i zaczyna całować nastolatka. Oboje czują jakby czas się zatrzymał. W chłopaku zaczyna się wzniecać ogień uczucia miłości. Dziewczyna szykuje się do zrealizowania planu.

- Dobra na trzy. Jesteś gotowa?
- Tak. Powodzenia Mike.
- ... Raz, dwa, trzy!


Nastolatka wybiega zza blatu i biegnie w stronę najbliższego wyjścia. W tym czasie chłopak zaczyna strzelać do wojskowych, żeby utrzymać ogień na sobie, lecz jeden z komandosów kieruje broń w stronę uciekającej nastolatki.

- Nie!

Mike zaczyna strzelać z całego magazynku w drugiego komandosa, lecz zanim jego żywot się kończy, udaje mu się wystrzelić trzy razy trafiając przy tym dziewczynę. Chłopak niedowierza oczom. Amy upada na ziemie. Dziewczyna leżąc na podłodze, zauważa przed sobą kilka dużych kartonów. Z jednego z nich lekko wystaje jakaś butla z zielonym płynem. Po chwili Amy traci przytomność, a ostatnie co słyszy to krzyk Mike i słowa komandosa "Cholera! Czym on jest!?".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz