Mike budzi się z obolałą głową. Otwierając oczy, zauważa przed swoją twarzą niebieskie jak południowe niebo oczy Amy. Gdy chłopak się podnosi, nastolatka zaczyna się uśmiechać.
- Dziękuje Ci Mike.
- Mi? Za co?
- Odważyłeś się stanąć oko w oko z tym wielkim wilkiem. Gdyby nie ty, to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali.
- Heh... To tyczy się także was, bo gdybyście nie zareagowali na czas to ten kundel by miał niezłą ucztę, tylko trzeba by było mnie troszkę przyprawić.
Amy zaczyna się śmiać. Młodzieniec wpatruje się w nią, jakby widział anioła. Zaczyna ukazywać się w nim gorące uczucie, które rozprzestrzenia się po całym ciele. Po chwili do pokoju wchodzi Paul z kubkiem w ręku.
- Jest nasz agresor. Jak się czujesz?
- Dziwnie. Głowa mnie lekko boli i w ogóle... całe ciało.
- Amy mówiła że zemdlałeś. To ze stresu?
- N-nie...
- To przez co?
Mike zamilkł. Wie, że gdy powie im o swoich obrazach w głowie, mogą go wziąć za wariata i nie uwierzyć w to. Chłopak wstaje z łóżka i rozgląda się.
- Jesteśmy u mnie?
- Tak. Niestety nasza kryjówka jest niedostępna.
- Dlaczego?
- Została oczyszczona z wszystkiego co mieliśmy.
- Nie rozumiem.
- Byłem z córką na zwiadzie, a gdy wróciliśmy, wszystko było rozwalone, a bronie i jedzenie zniknęły.
- (to musieli być komandosi) Mam pytanie. Z której fiolki dałeś mi antidotum?
- Tej pękniętej. Miałem obawy, że nie zadziała, ale jak widać to jeszcze żyjesz.
Nastolatek się lekko uśmiechnął. Domyśla się czemu widzi obrazy, lecz nie ma jeszcze zamiaru o nich wspominać. Ubrany idzie coś zjeść. Chłopak czuje się dziwnie mieszkając w jednym azylu z kimś innym, lecz wie, że tak będzie najlepiej. Opierając się o ścianę i jedząc przy tym posiłek, młodzieniec obserwuje dziewczynę. Nie potrafi spuścić z niej oczu. Nigdy nie widział tak pięknej dziewczyny jak Ona. Nagle przed oczami ukazuje mu się Megan. Chłopak wpadł w szok upuszczając przy tym miskę z jedzeniem. Gdy miska uderza o ziemie, Mike znów dochodzi do siebie, lecz po chwili siada na podłodze. Gdy nastolatka widzi go w takim stanie, zaczyna się zastanawiać, czy niczego przed nią i jej ojcem nie ukrywa, po czym podchodzi do niego.
- Ej, wszystko w porządku?
- Co? A, tak tak. Jest okej...
- Marnie wyglądasz, wiesz?
- Zdaje Ci się.
Mike pokazuje swój sztuczny uśmiech, żeby dziewczyna się nie martwiła. Po krótkim czasie do chłopaka podchodzi Paul trzymając dwa karabiny.
- Jest godzina 21:03.
- I co w związku z tym?
- Musimy iść na polowanie?
- Niby na co?
- Niedaleko naszej bazy jest gniazdo ślepych.
- Poważnie?
- No tak. Mieszkasz tu tyle czasu, a jeszcze tego nie zauważyłeś?
- Nie wychodzę zbyt często o tej porze.
- Chodź. Musimy oczyścić teren. Na monitoringu zauważyłem, że kierują się na zachód stąd.
- No dobra...
Młodzieniec wstaje, ubiera kurtkę i wychodzi z mężczyzną z schronu.
- Pa pa Mike.
Mike zatrzymuje się i odwraca głowę zza plecy spoglądając na uśmiechniętą dziewczynę.
- Pa pa.
Będąc na zewnątrz, wsiadają do samochodu.
- To dokąd jedziemy.
- Zobaczysz.
Starzec odpala pojazd i rusza do celu. Podróż odbywa się bez słowa. Każdy myśli o swoich problemach. Po jakimś czasie samochód zatrzymuje się przed starym niewielkim budynkiem. Nastolatek wysiada z samochodu i podziwia go.
- Przerażający...
- A przestań. W nocy wszystko jest straszne.
- Może...
- idziemy.
Ocaleni idą w stronę drzwi ładując broń.
- Dobra młody, wchodzimy do środka i od razu się rozglądamy. Strzelaj we wszystko co się rusza.
- Więc w Ciebie też muszę strzelać.
- Słucham?
- Tak tylko sobie za żartowałem...
Paul wyważa drzwi i zaczyna się rozglądać po pierwszym pomieszczeniu z latarką umieszczoną na broni. Skupiony nastolatek wsłuchuje się w otoczenie i szuka ruchu. Oboje przemieszczają się powoli przez korytarz i wypatrują ślepych. W powietrzu czuć mdły zapach zgniłego mięsa, powietrze jest bardzo zimne i gęste. Nagle z wnętrza budynku wydobywa się dźwięk rozbitego szkła. Wojownicy od razu reagują i biegną przez korytarz. Po chwili, Paul łapie Mike'a za ramie w celu zatrzymania go i pokazuje mu palcem na sufit. Chłopak powoli unosi wzrok. Jego oczom ukazują się setki ślepych wiszących na suficie. Wyglądają, jakby spały lub odpoczywały. Oboje wiedzą, że jeden głośny ruch może być ich ostatnim. Idąc dalej, starzec zaczyna czuć zapach gazu, po czym znów zatrzymuje młodzieńca.
- Co znowu? - szepcze.
- Czujesz?
- Ale co?
- Gaz.
Chłopak zaczyna mocno zaciągać powietrze. Faktycznie, w powietrzu unosi się gaz. Paul wpada na pomysł by wysadzić cały budynek wykorzystując gaz. Oboje ruszają do miejsca wylotu gazu. Ich droga jest długa i wolna. Cały czas się rozglądają za aktywnymi ślepymi. Po jakimś czasie dochodzą na miejsce. Do ściany jest przymocowana długa, gruba rura z małą szczeliną, z której wydobywa się łatwopalny gaz. Oboje zaczynają rozmyślać, jak wysadzić budynek nie poświęcając się przy tym. Nagle Paul wyciąga z kieszeni szpulkę nici. Nastolatek zastanawia się, o co może chodzić starcowi, lecz gdy odczepił z paska granat odłamkowy, domyślił się planu. Mike zaczyna przyczepiać granat nitką do rury, a następnie przywiązuje koniec nitki do zawleczki.
- Dobra chłopcze. Trzymaj szpulkę. Wychodzimy z budynku i wysadzamy go. Idziemy powoli żeby nitka była ciągle naprężona, ale żebyś przypadkiem nie wyciągnął zawleczki za wcześnie.
- Okej.
Ocaleni ruszają w stronę wyjścia. Idą spokojnie trzymając limit naprężenia nitki na neutralnym poziomie. Mike idzie zamyślony przed siebie, niestety przez to zapomniał o jednej z zasad skradania się, "patrz pod nogi". Chłopak robi kolejny krok na leżący pod nim trojaku na świeczkę, po czym przewraca się przez niego. Huk nie był głośny, lecz Paul zauważa leżący na ziemi sznurek. Mike łapie go i lekko ciągnie.
- Luźny...
- Kurwa! Wjejemy!
Ocaleni zaczynają biec z całych sił, by na czas wyjść z budynku.
- Dawaj, dawaj! Biegnij!
Paul krzyczy na cały budynek budząc przy tym ślepych. Oboje biegną z utratą tchu, lecz nie mogą się teraz zatrzymać. Przed nimi ukazuje się wyjście. Nagle zza pleców dochodzi głośny dźwięk wybuchu. Po chwili coś zaczyna pchać nastolatka, wyrzucając go z budynku razem z mężczyzną. Budynek eksploduje. Nastolatek obserwuje, jak spalone ciała ślepych lecą w różne strony.
- Gdzie ty kurwa masz oczy dzieciaku?
- Zamyśliłem się... Przepraszam...
- Mieliśmy szczęście, że byliśmy blisko wyjścia.
- ...
- Wstawaj.
Mike wstaje z poczuciem winy. Oboje obserwują budynek nie wiedząc że zza plecami stoi trup, który szykuje się do ataku. Nagle coś z nieba uderza w niego z ogromną siłą rozwalając mu głowę. Przestraszeni dźwiękiem uderzenia odwracają się. Widzą leżącego trupa z kawałkami lodu na sobie.
- Ale fart co?
- Czekaj...
Mężczyzna pochyla się i bierze kawałek lodu do ręki. Po chwili w oddali słychać dźwięk pękania szyb. Chłopak stoi przerażony klepiąc starca po plecach.
- Co Ci jest?
- Patrz.
W ich stronę zbliża się zabójczy grad. Spadający lód ma wielkość głowy dorosłej osoby. Przerażeni szybko wsiadają do samochodu i ruszają do bazy. Niestety, grad łapie ich z drugiej strony atakując pojazd i wybijając przy tym przednią szybę.
- Jedź, jedź! - krzyczy Paul.
Ulica jest ślizga, lecz udaje im się pojechać do bazy. Przerażeni wysiadają z pojazdu i szybko przemieszczają się do bazy. Po chwili przychodzi Amy.
- Co się stało?
- A wiesz córeczko, pogoda do dupy.
Mike zaczyna się uśmiechać.
- Mieliśmy szczęście, że byliśmy tak blisko bazy...
- Teraz musimy przeczekać całą zimę.
- Niech Ci będzie, ale na wiosnę od razu biorę się za planowanie ucieczki z miasta.
Oboje wymienili się wzrokiem i widzieli w swoich oczach porozumienie, po czym rozeszli się po swoich pokojach, by odpocząć i przeczekać śmiertelną porę roku.
Nie czytam blogów z opowiadaniami,przeczytałam ten rozdział dla osoby która lubi takie opowiadanie może się spodobać mi też się podoba,ale ja takich rzeczy nie czytam :> Czyta się to lekko to dobrze powodzenia w dalszym pisaniu.
OdpowiedzUsuńiwbeg.blogspot.com
Rozdział bardzo fajny :) ciekawa jestem czy Mike będzie z Amy. Masz małą literówkę przy końcu rozdziału ''ślizga" . Fajny pomysł z tym gradem. Mam nadzieję, że uda bohaterom się uciec z miasta.
OdpowiedzUsuńWeeny :)
http://tommorow-is-beautifull-dream.blogspot.com/
Dziękuje ;)
OdpowiedzUsuń